Co dla Polski oznacza deklaracja prezydenta Donalda Trumpa o dodatkowych 5 tysiącach żołnierzy amerykańskich w naszym kraju?
Mamy dwa procesy, które się na siebie nakładają. Pierwszy to projekt NATO 3.0, czyli amerykańska inicjatywa zakładająca zmianę modelu obecności USA w Europie. W praktyce oznacza to ograniczenie części sił amerykańskich na kontynencie i większą odpowiedzialność Europy za własne bezpieczeństwo. Z drugiej strony mamy decyzję prezydenta Stanów Zjednoczonych o zwiększeniu obecności wojskowej w Polsce. W Europie żołnierzy amerykańskich może być zatem mniej, ale w Polsce ma być ich więcej.
Wychodzimy z polsko-amerykańskiego zamieszania wzmocnieni czy osłabieni?
Sytuacja paradoksalnie wzmacnia naszą pozycję. Pokazuje jasny kierunek po stronie administracji amerykańskiej i potwierdza znaczenie Polski w planach USA dotyczących Europy. Nasze wizyty w Stanach otworzyły wiele nowych kanałów bezpośredniej komunikacji. To pozwoli Polsce uczestniczyć w planowaniu strategicznym USA w Europie na poziomie, którego wcześniej nie było.
Czytaj więcej
Donald Trump zapowiedział wysłanie do Polski dodatkowych 5 tys. amerykańskich żołnierzy. Według informacji ujawnionych przez amerykańskie media dec...
To nie dzięki wizytom członków rządu Donalda Tuska decyzja została podjęta, ale jak pisze Donald Trump, dzięki jego relacjom z Karolem Nawrockim.
Informację o utrzymaniu amerykańskiego zaangażowania rząd dostał przed komunikatem prezydenta Trumpa, ale do momentu ostatecznego potwierdzenia nie była ona publiczna. Niewątpliwie ogromne znaczenie ma to, że prezydent USA ma kontakt z prezydentem Polski i że jest to kontakt polityczny. Kluczową rolę odegrała ofensywa rządu i wykorzystanie wszystkich naszych kontaktów w Stanach Zjednoczonych: rozmowa wicepremiera Kosiniaka-Kamysza z Peterem Hegsethem, szereg spotkań w Białym Domu i Pentagonie.
Po naszej ofensywie i po komunikacie prezydenta Trumpa jesteśmy dzisiaj w dużo lepszej pozycji. Amerykanie w jasny sposób pokazali kierunek swojej polityki względem Polski.
Osobiście spotkałem się z doradcą prezydenta Trumpa do spraw bezpieczeństwa narodowego Andrew Bakerem. Bardzo pomogły polskie kontakty z kongresmenami i senatorami USA. Bezpośrednio po naszych rozmowach amerykańscy generałowie dostali polecenie konsultacji z polskim rządem i wojskiem w sprawie planów obecności USA w Polsce i w Europie.
Czy wojsk w Polsce będzie o tysiąc więcej, czy to będzie dodatkowe 5 tysięcy?
Żołnierzy, zgodnie z decyzją prezydenta, będzie więcej. Amerykanie jasno mówią też, że nie powinniśmy patrzeć wyłącznie na liczby. Dzisiejsze bezpieczeństwo to przede wszystkim zdolności. Z ich perspektywy najważniejsze jest to, żeby w Polsce były realne zdolności bojowe: brygady bojowe, zdolność do głębokich uderzeń, czyli wszystko to, co tworzy prawdziwe odstraszanie. W Polsce i w Stanach jesteśmy trochę zakładnikami liczb. One mają znaczenie, ale większe znaczenie ma realna zdolność Stanów Zjednoczonych do działania z terytorium Polski i na rzecz bezpieczeństwa Polski i NATO.
Czy to będą żołnierze, którzy są wycofani z Niemiec i zostaną przerzuceni do Polski?
Żadna z tych spraw nie została jeszcze ostatecznie ustalona. Umówiliśmy się z Amerykanami, że w ciągu najbliższych czterech tygodni dojdzie do zakończenia planowania po stronie amerykańskiej. Dopiero wtedy będzie wiadomo, jak będzie wyglądał ostateczny obraz rozmieszczenia sił amerykańskich w Europie.
Czytaj więcej
Polityczna rozgrywka wokół obecności żołnierzy USA w Polsce nie kończy się wraz z niedawną deklaracją Donalda Trumpa o zwiększeniu ich liczby. W Wa...
Dlatego mówię o dwóch procesach. Nawet gdybyśmy rozmawiali tylko o utrzymaniu ustalonej wcześniej obecności wojsk USA w Polsce, to drugi proces dotyczy ograniczania obecności amerykańskiej w wielu innych krajach Europy. Polska mogła oberwać rykoszetem. Po naszej ofensywie i po komunikacie prezydenta Trumpa jesteśmy dzisiaj w dużo lepszej pozycji. Amerykanie w jasny sposób pokazali kierunek swojej polityki względem Polski.
Czy na prezydenta Trumpa presję wywierali również amerykańscy kongresmeni?
Tak, dziękowałem za to publicznie. Spotykałem się z nimi, między innymi z Mikiem Turnerem, który ma bardzo mocną pozycję, jest Republikaninem i był jednym z tych, którzy zabrali głos. Spotykaliśmy się także z szefami komisji sił zbrojnych Senatu i Izby Reprezentantów, z Republikanami. Zaangażowanie ministra Pawła Zalewskiego, ambasadora Bogdana Klicha, naszego attaché w USA, generała Krzysztofa Nolberta, było nie do przecenienia.
Nie ma drugiego kraju w Europie, który w swoich kluczowych zdolnościach postawił właściwie w 100 proc. na sprzęt ze Stanów Zjednoczonych.
Użyliśmy wszystkich możliwych kontaktów, żeby jednoznacznie podnosić sprawę obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce, zabiegać o jej wzmocnienie i przejść do kolejnego etapu współpracy. Pojechaliśmy do Stanów Zjednoczonych z jasną misją i komunikatem od premiera Tuska: Polska zabiega o zwiększenie obecności amerykańskiej w Polsce, będzie tak jak dotąd partycypowała w kosztach i traktuje ten sojusz jako absolutnie kluczowy dla swojego bezpieczeństwa.
Co oznacza przejść o krok dalej w relacjach z Amerykanami?
To znaczy, że Polska powinna stać się kluczowym miejscem z punktu widzenia również amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, na czym skorzystają Polska i USA. Amerykanie mówią „America First”. My mówimy „Poland First”. Połączmy te wysiłki. Do tej pory zainwestowaliśmy 65 mld dol. w sprzęt amerykański, a jego utrzymanie i budowa zaplecza serwisowego pochłoną kolejne 100 mld dol. Pierwsze takie porozumienie już wchodzi w życie i dotyczy czołgów Abrams. Centrum serwisowe w Poznaniu i w Dęblinie będzie obsługiwać nie tylko polską armię, ale również armię Stanów Zjednoczonych i potrzeby całej Europy.
Polska również ma swoją siłę. Nie jesteśmy petentem. Jesteśmy sojusznikiem i mamy wkład w ten sojusz, okupiony krwią i życiem
Chcemy, żeby podobnie było w innych obszarach. Krok po kroku powinniśmy uruchamiać w Polsce produkcję elementów uzbrojenia kluczowych dla naszego bezpieczeństwa: rakiet do systemów Patriot, rakiet Hellfire czy rakiet dalekiego zasięgu do HIMARS-ów. Chodzi o to, żeby budować taki sojusz, który obu stronom przynosi korzyści. Nie ma drugiego kraju w Europie, który w swoich kluczowych zdolnościach postawił właściwie w 100 proc. na sprzęt ze Stanów Zjednoczonych.
Czytaj więcej
Deklaracja Marco Rubio nie wywołała trzęsienia ziemi, bo nikt od dawna nie wierzył, że Donaldowi Trumpowi na czymkolwiek w kwestii wojny w Ukrainie...
Mówię o samolotach piątej generacji, obronie przeciwrakietowej średniego zasięgu, czołgach i śmigłowcach. To naturalne, że Polska powinna być centrum przemysłu zbrojeniowego w Europie. Na tym w przyszłości mogą zarobić zarówno Amerykanie, jak i Polacy, bo to będzie wspólne przedsięwzięcie. Amerykanie byli tym bardzo zainteresowani. Wiele rozmów i rozwiązań jest jeszcze przed nami.
Kiedy amerykańscy żołnierze pojawią się w Polsce i gdzie?
Przed nami cztery tygodnie planowania. Po stronie amerykańskiej odpowiadają za nie generał Grynkewich i generał Donahue. To oni będą głównymi kontaktami w tym procesie. Po stronie Polski będzie to minister obrony narodowej i szef Sztabu Generalnego. Ten kanał już został uruchomiony i działa. Mamy cztery tygodnie na ostateczną propozycję amerykańską dotyczącą obecności USA w Europie i w Polsce.
Skąd wziął się ten tydzień nieporozumień, domysłów, plotek? Dlaczego to tak wyglądało? Czy tak powinna wyglądać współpraca sojuszników?
To zamieszanie było prawdziwe i wynikało głównie z czynników po stronie wewnętrznej polityki amerykańskiej. Uznano, że decyzja prezydenta o ograniczeniu sił w Europie musi wejść w życie możliwie szybko. Błędnie założono, że najszybszą i najlepszą metodą będzie ograniczenie wojsk rotacyjnych. Chociaż w założeniu ta sprawa miała nie dotyczyć Polski, to w praktyce mogła nas dotknąć.
Każdy, kto próbuje negować znaczenie naszego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, jest politycznym kłamcą i szkodzi Polsce
Dlatego drugi komunikat strony amerykańskiej, który pojawił się już w czasie naszej wizyty w Stanach, pokazał, że sprawy idą w dobrym kierunku. Chodzi o komunikat Pentagonu, że rotacja nie została skasowana, tylko opóźniona. To otworzyło rozmowy. Później była wizyta w Białym Domu, w Pentagonie i w Departamencie Stanu.
Uruchomienie wszystkich sił Rzeczypospolitej w dyplomacji oraz otwarcie kanału z Amerykanami pozwoliły wyjaśnić sytuację i pokazać wzajemne stanowiska. Komunikat prezydenta Trumpa zamyka sprawę politycznie, a teraz mamy cztery tygodnie, żeby wypracować z Amerykanami odpowiedni model obecności. Polska będzie miała wpływ na decyzje dotyczące obecności USA w całej Europie, a to ma duże znaczenie.
Mateusz Morawiecki, były premier, apeluje do rządzących, żebyście nie zepsuli tego, co wypracował prezydent Karol Nawrocki.
Najgorsze, co dzisiaj może robić polityk, to formułować tego typu komunikaty jak Mateusz Morawiecki. W Polsce po stronie wszystkich najważniejszych sił politycznych panuje jednoznaczna opinia w sprawie obecności amerykańskiej i naszego sojuszu z USA. Ten sojusz jest jednym z fundamentów polskiego bezpieczeństwa. Możemy różnie oceniać działania tej czy innej administracji, ale w sprawach bezpieczeństwa państwa ocena musi być jednoznaczna. I ona od lat jest jednoznaczna. Każdy, kto próbuje negować znaczenie naszego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, jest politycznym kłamcą i szkodzi Polsce.
Jak wyglądała współpraca i koordynacja rozmów z Pałacem Prezydenckim, kiedy byliście w Stanach Zjednoczonych?
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego było w kontakcie z naszym ataszatem wojskowym i z generałem Nolbertem, z którym na co dzień pracujemy w sprawach amerykańskich.
Czy prawdą jest, że to Karol Nawrocki SMS-ował bezpośrednio do Donalda Trumpa i zabiegał o zmianę decyzji w sprawie żołnierzy?
Musi pan pytać prezydenta Nawrockiego.
Jeżeli chodzi o polityczny rachunek zysków i strat, to czy nie jest tak, że Karol Nawrocki i PiS pokazali siłę polskiego prezydenta, który ma przełożenie na administrację amerykańską, którego to przełożenia nie ma rząd Donalda Tuska?
Po pierwsze, ofensywa rządu oraz spotkania w Pentagonie i Departamencie Stanu pokazują, że wszyscy mamy swoje kontakty i używamy ich w sposób korzystny dla Polski. Po drugie, nigdy nie powinniśmy traktować takich spraw jak wyścigu. Każdy, kto tak robi, szkodzi Polsce.
Premier Tusk podziękował prezydentowi Nawrockiemu, a ja dziękuję wszystkim, którzy byli w tę sprawę zaangażowani. W sprawach fundamentalnych, dotyczących bezpieczeństwa państwa, obowiązuje zasada: wszystkie ręce na pokład. To nie jest wyścig. Taki wyścig nie pokazuje powagi państwa, tylko dokładnie coś przeciwnego. Pokazuje, że za politykę zabierają się ludzie w krótkich spodenkach, a sojusz z Ameryką to coś więcej.
Czytaj więcej
Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk w rozmowie z "Rzeczpospolitą" odpowiada o kulisach nowego stanowiska prezydenta Donalda Trumpa w spraw...
Powinniśmy Amerykanom pokazywać na każdym kroku, że w sprawie naszego partnerstwa panuje zgoda polityczna. Amerykanie chcą być w miejscach, w których społeczeństwo jest nastawione pozytywnie i rozumie znaczenie ich obecności. Mówiliśmy też naszym amerykańskim przyjaciołom, że nie mogą tego zepsuć. Społeczeństwo polskie jest dzisiaj być może najbardziej proamerykańskim społeczeństwem w Europie. To nie jest przypadek. Oczekujemy, że Amerykanie będą również modelowym sojusznikiem Polski. Byłem w Stanach Zjednoczonych z oficerami Wojska Polskiego: generałem Nolbertem, pułkownikiem Kaliszczakiem i panią pułkownik Arciszewską. To weterani z Iraku i Afganistanu. Na Amerykanach robi to piorunujące wrażenie, bo pokazuje, że w momentach próby byliśmy razem.
Polska również ma swoją siłę. Nie jesteśmy petentem. Jesteśmy sojusznikiem i mamy wkład w ten sojusz, okupiony krwią i życiem. Polska realizuje dokładnie to, czego oczekiwał Donald Trump. I zaczęliśmy to robić jeszcze zanim Trump o tym mówił. Wzięliśmy odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo, za budowanie własnych sił i zdolności, bo na końcu to ma największe znaczenie.
Czytaj więcej
Historia Zachodu i świata nie kręci się wcale wokół Niemiec. Kluczowe jest teraz to, co zmieni się w relacjach transatlantyckich.
Siła państwa, siła wojska i siła armii robią dzisiaj ogromne wrażenie w Europie. Kiedy jesteśmy w Szwecji, Norwegii, Finlandii, krajach bałtyckich, Bułgarii, Rumunii, Niemczech czy nawet w Wielkiej Brytanii, to działania Polski w sprawie budowania własnych sił naprawdę robią wrażenie. To jest wyjątkowe. Nie ma drugiego takiego przykładu. Robimy to, bo wiemy, gdzie mieszkamy. Albo ma się swoje silne wojsko, albo obce.
Ewa Zajączkowska-Hernik z Konfederacji o decyzji Trumpa powiedziała, że to wyłącznie polityczne zagranie, żeby wzmocnić Karola Nawrockiego. Czy to mogła być jakaś ustawka Białego Domu, administracji Trumpa z Karolem Nawrockim?
Bzdura. Problem był prawdziwy i trzeba było go rozwiązać. Z amerykańskiego zamieszania Polska wychodzi wzmocniona, bo weszliśmy na inny szczebel relacji z Amerykanami: szczebel planowania na poziomie europejskim oraz poziom, który jest dla nas wyjątkowo ważny, czyli rozmowę o stałej obecności amerykańskiej w Polsce. Do tej pory takiej rozmowy nie było. Rządowe kanały dyplomatyczne sprawdziły się i pokazały, że Polska ma dzisiaj przyjaciół w Stanach Zjednoczonych zarówno po stronie Republikanów, jak i Demokratów. Wsparcie dla Polski jest w USA ponadpartyjne. Polska jest dzisiaj silniejsza.