„Eliasz szydził z nich mówiąc: Wołajcie głośniej, bo to bóg! Więc może zamyślony albo jest zajęty, albo udaje się w drogę. Może on śpi, więc niech się obudzi!” (1 Krl 18,27), czyli o skuteczności prawa
Czy prawo międzynarodowe umarło? Rzeczywiście trudno oprzeć się wrażeniu, że świat przestał działać według reguł, które obowiązywały od dekad. Erozja porządku międzynarodowego zdaje się osiągać poziom krytyczny. Cierpienia Palestyńczyków w Gazie zadane przez Państwo Izrael, zamarzająca ludność Ukrainy, nękanej przez Federację Rosyjską bombardowaniami infrastruktury krytycznej i osiedli mieszkaniowych, wreszcie ostatnie działania USA, w tym uprowadzenie urzędującej głowy państwa czy groźba zajęcia siłą Grenlandii, każą wątpić w jakikolwiek rzeczywisty światowy ład i system międzynarodowej sprawiedliwości. A może niewiele się zmieniło, tylko obudziliśmy się z błogiego snu i musimy zmierzyć się z brutalną rzeczywistością, w której sprawiedliwość wymierzana jest tylko przez mocnych względem słabych? Przez zwycięzców względem przegranych? A przecież zawsze było wiadome, że prawo międzynarodowe zazwyczaj milczy wobec zła silnych tego świata. Podobnie jak Bóg. Ale to nie znaczy że ono nie istnieje.
Czytaj więcej
Sytuacja w Wenezueli pokazuje utrwalanie się podziału na kilka sfer wpływów, w których mocarstwa...
Powojenny porządek świata
Winston Churchill podczas słynnego wykładu wygłoszonego w 1946 r. w Westminster College wskazał, że wobec przedzielenia Europy „żelazną kurtyną” USA muszą podjąć rolę gwaranta bezpieczeństwa „wolnego świata”. Churchill przewidywał, że jeśli Stany Zjednoczone nie zaangażują się w to zadanie, świat pogrąży się w chaosie. Świadomy przyczyn porażki Ligi Narodów ostrzegał, że jeśli Organizacja Narodów Zjednoczonych nie będzie wspierana przez rzeczywistą siłę, podzieli losy swojej poprzedniczki. Prezydent Harry S. Truman przełożył myśl Churchilla na język norm i politykę, przejmując odpowiedzialność za światowy ład tworzony po drugiej wojnie światowej. I rzeczywiście, przynajmniej z perspektywy Europy powojenny porządek przyniósł najdłuższy okres pokoju w historii. Jednakże należy pamiętać, że powojenny system prawa międzynarodowego został oparty na zasadzie, że mocarstwa są sędziami we własnej sprawie – weto uniemożliwia podjęcie rezolucji Rady Bezpieczeństwa potępiającej agresję jej członka lub jego bliskiego sojusznika. Właśnie dlatego Rada nie nałożyła w ostatnich latach sankcji na Rosję, USA ani na Izrael.
Z polskiej perspektywy ostatnie trzy dekady upłynęły pod protektoratem USA. Jednakże do początku lat 90. pozostawaliśmy w sowieckim obszarze wpływów, a więc i w ich strefie „sprawiedliwości”. Zbrodnie ZSRR, w szczególności zbrodnia katyńska, nie zostały osądzone w Norymberdze. Nie sądzi się bowiem zwycięzców. Po odzyskaniu niepodległości zachwyciliśmy się złudzeniem przynależności do „wolnego świata”, w którym wszystkie narody są równe, a silny protektor gwarantuje zarówno bezpieczeństwo, jak i sprawiedliwość (tę bez przymiotników).