Reklama

Dr Mateusz Piątkowski: Mamy do czynienia z nowym porządkiem międzynarodowym

Sytuacja w Wenezueli pokazuje utrwalanie się podziału na kilka sfer wpływów, w których mocarstwa mogą sobie robić, co chcą. Prawo międzynarodowe, zwłaszcza dotyczące zasad użycia siły, jest traktowane dość instrumentalnie. Prawnicy będą protestować, ale niestety, to jest polityka faktów dokonanych – mówi dr Mateusz Piątkowski z Uniwersytetu Łódzkiego.
Oświadczenia prezydenta USA Donalda Trumpa po ataku na Wenezuelę, opublikowane na jego profilu w Soc

Oświadczenia prezydenta USA Donalda Trumpa po ataku na Wenezuelę, opublikowane na jego profilu w Social Truth, na zdjęciu z flagą Wenezueli w tle

Foto: EPA/MARTIN DIVISEK/PAP

Prezydent USA Donald Trump poinformował, że w wyniku nocnego ataku na stolicę Wenezueli Caracas, służby specjalne pojmały prezydenta tego kraju Nicolása Maduro, wraz z małżonką. Czy mamy do czynienia z jakąś formą państwowego kidnapingu? W jaki sposób należałoby zakwalifikować ten akt w świetle prawa międzynarodowego?

Tego typu rajdów, tzw. dekapitujących, w historii było kilka. Sowieci wcześniej zrobili coś takiego w 1979 r. w Afganistanie. Wówczas w wyniku operacji Sztorm 333 radzieckie siły specjalne zamordowały w Kabulu prezydenta Hafizullaha Amina. Rosjanie próbowali to powtórzyć w 2022 r., bo atak na kijowskie lotnisko Hostomel był właśnie rajdem dekapitującym, w celu pojmania Wołodymyra Zełeńskiego i dokonania zmiany rządu w Ukrainie. Tego typu działanie można byłoby zakwalifikować więc jako państwowy kidnaping. Z tym że, co jest istotne z punktu widzenia prawa międzynarodowego, ten kidnaping wiązał się z zaangażowaniem sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych, które przez kilka godzin bombardowały Wenezuelę. Zniszczono przy tym szereg celów wojskowych…

…strona wenezuelska mówi również o atakowaniu celów cywilnych.

To wszystko będzie teraz weryfikowane, bo z tego, co słyszałem, miało zostać zaatakowane również mauzoleum Hugo Chaveza [poprzedniego prezydenta Wenezueli – również wielkiego przeciwnika USA – przyp. red]. Było to więc uderzenie w symbol. Atakowanie symboli przeciwników politycznych, nawet jeśli ma się zastrzeżenia do ich dziedzictwa, nie jest przecież atakiem na cel wojskowy w rozumieniu prawa konfliktu zbrojnego. Dla mnie to, co się stało, z punktu widzenia prawa międzynarodowego, to był konflikt zbrojny międzynarodowy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Wenezuelą. Natomiast z punktu widzenia zasad użycia siły, uważam, że jest to naruszenie art. 2 ust. 4 Karty Narodów Zjednoczonych.

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: Atak na Wenezuelę a sprawa polska. Dlaczego należy się niepokoić?
Reklama
Reklama

Czyli był to akt agresji?

Myślę, że wielu prawników stwierdzi, że tak. Jeden z wielu w ciągu ostatnich 5 – 6 lat. Niektórzy uważają, że to jest dobra wiadomość , bo Maduro jest sojusznikiem Rosji i dzięki temu można wypiąć Wenezuelę z tego systemu. Natomiast ja bym nie podchodził do tego zbyt optymistycznie. Administracja prezydenta Trumpa, co uwypukliła opublikowana ostatnio strategia bezpieczeństwa, stawia sobie za cel jasne zdefiniowanie stref wpływów na świecie i ustalenie pomiędzy tymi strefami wpływów strategicznej harmonii.

USA, zgodnie z doktryną Monroe, już od prawie 150 lat uważają Amerykę Południową, Środkową, czy Morze Karaibskie, za swoją domenę, w której nie życzą sobie zainstalowania jakiejkolwiek bazy przez inne wielkie potęgi. Problem polega na tym, że ta interwencja została podjęta pod bardzo wątpliwymi podstawami.

Czy należy to traktować jako dalszy krok walki USA z wenezuelskimi kartelami narkotykowymi?  Amerykanie podciągają te działania pod walkę ze specyficznie rozumianym terroryzmem.  Bo choć przemytem narkotyków do USA trudnią się uzbrojone grupy przestępcze, to trudno je zaliczyć do klasycznych grup terrorystycznych, prawda?

Dlatego teraz widzimy, że tak naprawdę nie chodziło o walkę z kartelami narkotykowymi, tylko po prostu zmianę reżimu w Wenezueli. Walka z kartelami była pretekstem. Nie zapominajmy, pretekstem również o bardzo wątpliwych podstawach prawnych, bo kartel to nie jest to samo co grupa terrorystyczna. Ma inne cele, inny modus operandi etc. Oczywiście – są to brutalne organizacje, ale one się zajmują dystrybucją substancji zakazanej. Prawo międzynarodowe, które jest dość rozbudowane, jeśli chodzi o walkę z transgraniczną przestępczością narkotykową, generalnie traktuje to jako domenę pokoju. A więc domenę działania służb policyjnych i organów ścigania każdego państwa. To jest coś zupełnie innego niż terroryzm.

Czy można zrównać atak terrorystyczny z dostarczeniem narkotyków na terytorium USA? Oczywiście, nie.  Dystrybucja narkotyków jest rozproszona, a nie zawsze skutkiem ich zażycia jest śmierć użytkownika.

Reklama
Reklama

Poza tym, w zdecydowanej większości przypadków, nie są one jednak przyjmowane pod przymusem.

Dlatego nie można tego podciągnąć pod stosowaną przez USA od 20 lat doktrynę walki z terroryzmem, która pozwalała atakować państwa niechętne lub niezdolne do walki z terroryzmem. Skoro to nie jest wojna z kartelami, to czy mamy do czynienia z wojną z państwem, które toleruje ich działalność, czy wręcz patronuje narkobiznesowi? Oba twierdzenia nie mogą być jednocześnie prawdziwe.

Czytaj więcej

Donald Trump ujawnia kulisy operacji w Wenezueli. Maduro zaskoczony we śnie

Z jednej strony nie można twierdzić, że walczymy z kartelami, nad którymi rząd Wenezueli nie ma kontroli – bo gdyby miał, to byśmy tego nie robili. A z drugiej strony twierdzić, że walczymy z Wenezuelą jako państwem, które patronuje działaniom grup narkotykowych. To jest pewien chaos, natomiast z tego chaosu wynikają bardzo wątłe podstawy prawne dla podejmowanych przez USA działań.

Zwracają na to uwagę nawet amerykańscy eksperci jak prof. Michael Schmitt, który od kilku miesięcy wskazuje, że nie mogą to być w jakikolwiek sposób powody, które dawałyby podstawy do użycia siły w świetle art. 2 ust. 4 KNZ. Ataki na łodzie przemytników na Morzu Karaibskim były pretekstem, opierającym się na wątpliwych podstawach prawnych, który jednocześnie zmierzał do przykrycia rzeczywistego celu, jakim jest regime change. W najbliższym czasie prawnicy będą mówić jednym głosem z przedstawicielami rosyjskiej dyplomacji, no ale dwa razy na dobę nawet zepsuty zegar wskazuje przecież dobrą godzinę.

Inna sprawa, że z usunięcia Maduro wielu Wenezuelczyków się cieszy

Reklama
Reklama

Jasnym jest, że Nicolás Maduro święty nie jest. Międzynarodowy Trybunał Karny, którego – o czym warto pamiętać – Wenezuela jest stroną, prowadzi postępowanie, w efekcie którego Madurze najpewniej zostaną postawione zarzuty. A chodzi o zbrodnie przeciwko ludzkości, związane oczywiście z zabójstwami na tle politycznym, torturami i zmuszaniem ludzi do emigracji. Do tego Amerykanie nie traktują go jako legalnego przywódcy, ale to jest stąpanie po bardzo cienkim lodzie. Putin też twierdzi przecież, że Zełenski nie jest przywódcą Ukrainy i jest to równie absurdalny argument.

Po drugie w prawie międzynarodowym istnieje zasada, że również reżimy de facto – czyli takie, które nie mają do końca jasnego umocowania konstytucyjnego – korzystają z ochrony, wynikającej z Karty Narodów Zjednoczonych.

Czytaj więcej

Atak na dyktatora czy na największe złoża ropy na świecie?

Tak więc sam fakt, że Maduro, zdaniem Amerykanów, jest nielegalnym przywódcą, w świetle prawa międzynarodowego nie stanowi uzasadnienia, które dawałoby dostateczną podstawę do takiego działania.

Ani Wenezuela nie atakuje USA, ani kartele nie wykonują napaści zbrojnej, która byłaby traktowana jak atak terrorystyczny w świetle artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, ani nie ma też rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, która zezwalałaby na interwencję w stosunku do Wenezueli. To wszystko powoduje, moim zdaniem, że mamy do czynienia z naruszeniem Karty Narodów Zjednoczonych, zapewne w jego kwalifikowanej postaci, czyli aktu agresji.

Reklama
Reklama

I pomimo tego, że oznacza to osłabienie wpływów Rosji i Chin, to przekaz z tych wydarzeń dla nas jest inny – bardziej niebezpieczny. Mianowicie, że świat się dzieli teraz na strefy wpływów i hegemoni mogą robić, co chcą w swoich strefach wpływu, pod byle jakim pretekstem.

No właśnie, bo choć wymienił pan przepisy prawa międzynarodowego, które zostały właśnie pogwałcone, to jakie realne konsekwencje można wyciągnąć wobec Stanów Zjednoczonych? Nie są one stroną Statutu Rzymskiego, więc nie podlegają kognicji Międzynarodowego Trybunału Karnego, za to są stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ z prawem weta do każdej rezolucji.

Niewiele można zrobić państwu, które jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Raczej należy się spodziewać dyplomatycznych wyrazów potępienia. Kiedy w 1999 r. NATO bombardowało Serbię, ówczesny sekretarz generalny ONZ jedyne, na co się zdobył, to przypomnienie, że należało wcześniej wystąpić o rezolucję RB ONZ (chociaż uważa się, że interwencja była „słuszna”, mimo że „nielegalna”).

Wenezuela jest w podobnej sytuacji co Ukraina. Jednak trudno się spodziewać nałożenia sankcji na agresora, tak jak miało to miejsce w przypadku Rosji. Przed chwilą czytałem komunikat pani Kaji Kallas, wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej oraz wysokiej przedstawicielki Unii do spraw zagranicznych, z którego wynikało, że co prawda Maduro nie ma legitymacji do sprawowania władzy w Wenezueli, ale Karta Narodów Zjednoczonych musi być przestrzegana. W Brukseli dobrze wiedzą, co się wydarzyło. I choć Wenezuela jest w podobnej sytuacji co Ukraina, to trudno się spodziewać, że nagle Europa nałoży sankcje na agresora, albo zagrozi chociaż zamrożeniem jego aktywów.

A spodziewa się pan jakiejś reakcji, o charakterze ekonomicznym, ze strony BRICS, zrzeszającej takie państwa jak Rosja, Indie, Brazylia czy Chiny?

Reklama
Reklama

Raczej nie. Także jakakolwiek pomoc wojskowa ze strony tych państw, ze względu na uwarunkowania geograficzne, jest absolutnie iluzoryczna i to było wiadome, przede wszystkim dla USA, od samego początku. Nikt z BRICS za Wenezuelę ginąć nie będzie, ani nawet jej wspierać w jakikolwiek sposób.  Co najwyżej można się spodziewać jakichś słów potępienia.

Poza tym, to, co wydarzyło się w Wenezueli, jest dobrą wiadomością dla tych wielkich państw, które, jak wspomniałem, dostały sygnał, że w swoich strefach wpływu mogą robić to, co chcą. Gorzej, gdy się jest w takiej strefie wpływów hegemona. Dlatego to jest zawsze broń obosieczna. Z jednej strony możemy się cieszyć, że został usunięty zły polityk podejrzewany o zbrodnie przeciwko ludzkości i brutalne szykanowanie opozycji, ale z drugiej strony oznacza to przyznanie prawa hegemonom do interweniowania bez oglądania się na regulacje międzynarodowe. Mamy do czynienia z nowym porządkiem międzynarodowym, w którym prawo międzynarodowe, zwłaszcza dotyczące zasad użycia siły, będzie traktowane dość instrumentalnie. Zwłaszcza jeśli robią to stali członkowie RB ONZ, które nie są stroną Statutu Rzymskiego MTK. Prawnicy będą protestować, ale niestety, to jest polityka faktów dokonanych.

A jaki los może spotkać samego prezydenta Maduro? Raczej trudno się przecież spodziewać wydania go MTK.

Na pewno nie. Administracja Donalda Trumpa, co do zasady, MTK zwalcza. Pamiętajmy, że USA nałożyły sankcje i na prokuratora MTK, i na sędziów tego Trybunału. Co ciekawe, jak zwracają uwagę komentatorzy, jednym z sankcjonowanych sędziów MTK jest sędzia z Francji, co nie wywołało żadnej reakcji ze strony UE. To pokazuje sytuację, w jakiej się znajdujemy.

Wracając do Maduro, Marco Rubio, amerykański sekretarz stanu powiedział, że zostanie postawiony przed sądem i będzie miał prawdopodobnie proces karny. Z kolei prezydent Trump powiedział, że akcja pojmania Maduro miała charakter operacji policyjnej – law enforcement, a nie akcji wojskowej. Jeśli zatem była to akcja policyjna, to wchodzimy w obszar prawa człowieka określonych w Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych (chociaż USA nie uznają jego eksterytorialnego stosowania). Zastanawiam się nad tym, jaki będzie status Maduro, tj. czy nie powinien być traktowany jako kombatant lub jeniec wojenny w rozumieniu III Konwencji Genewskiej.

Reklama
Reklama

Dlaczego?

To jest trochę skomplikowana kwestia. Oczywiście nie każda głowa państwa jest jednocześnie członkiem sił zbrojnych, nawet jeśli ma tytularny tytuł zwierzchnika sił zbrojnych. Taki prezydent nie jest członkiem armii, więc nie może być traktowany jako kombatant. Jednak konstytucja Wenezueli z 1999 r. określa prezydenta jako Najwyższego Wodza, który jednocześnie sprawuje bezpośrednie dowodzenie czy też nadzór nad siłami zbrojnymi Wenezueli.

Jeżeli więc okazałoby się, że Maduro wydał armii wenezuelskiej rozkaz wstrzymania ognia, by ograniczyć straty, to tym bardziej oznaczałoby, że został pojmany naczelny wódz, czyli kombatant w konflikcie zbrojnym. Poza tym często występował w mundurze. Moim zdaniem powinien być zatem traktowany jako jeniec wojenny, którego gwarancje – także procesowe – reguluje wspomniana III Konwencja Genewska. To jest bardzo szczegółowy dokument prawa humanitarnego.

Czytaj więcej

Donald Trump: USA zatrzymały i wywiozły Nicolása Maduro. Pam Bondi: został oskarżony w Nowym Jorku

Zatem ciekawe, czy Amerykanie wezmą to pod uwagę, czy będą go traktowali po prostu jako gangstera, który będzie miał normalny proces karny w Stanach Zjednoczonych. Spodziewam się na tym tle poważnych dyskusji w samych USA.

Jest jeszcze kwestia immunitetu jurysdykcyjnego głowy państwa, prawda?

Tak. To zagadnienie też może się pojawić, choć jak wspomniałem, najpewniej Amerykanie będą stać na stanowisku, że Maduro nie jest głową państwa, więc immunitet jurysdykcyjny nie obowiązuje. Dla prawników będzie to niesłychanie ciekawe. Gorsza wiadomość dla nas jest taka, że cała ta sytuacja pokazuje utrwalanie się podziału na kilka sfer wpływów, w których mocarstwa mogą sobie robić, co chcą.  Nie zaczął się zbyt dobrze ten 2026 r.

Dr Mateusz Piątkowski jest adiunktem w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, specjalistą w zakresie międzynarodowego prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych.

 

Podatki
Duża zmiana w podatkach: do tej kwoty daniny już nie zapłacisz
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Prawo drogowe
Duże zmiany dla kierowców. Pojawi się nowa przesłanka zatrzymania prawa jazdy
Prawo w Polsce
Będzie nowy obowiązek dla właścicieli psów. Rząd przyjął projekt ustawy
Praca, Emerytury i renty
13. emerytura nie dla każdego. Ci seniorzy nie otrzymają świadczenia
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama