Reklama

Artur Bartkiewicz: Atak na Wenezuelę a sprawa polska. Dlaczego należy się niepokoić?

Donald Trump dokonał właśnie efektownej projekcji siły w strefie wpływów, którą uznał za domenę Stanów Zjednoczonych. Jeżeli takie działanie uznamy za nową regułę w stosunkach międzynarodowych to z perspektywy Warszawy widać na horyzoncie bardzo ciemne chmury.

Publikacja: 03.01.2026 12:42

Donald Trump wydał rozkaz do ataku na Wenezuelę. To nie jest dobra wiadomość dla Polski

Donald Trump wydał rozkaz do ataku na Wenezuelę. To nie jest dobra wiadomość dla Polski

Foto: REUTERS

Nie chodzi o to, by współczuć Nicolásowi Maduro – to dyktator i autokrata, który doprowadził swój naród do nędzy, z kraju posiadającego największe zasoby ropy na świecie uczynił biedaka i pariasa, a miliony Wenezuelczyków zmusił do tułania się po świecie za chlebem bądź w poszukiwaniu wolności. Nie wiadomo, jakie będą dalsze losy wenezuelskiego reżimu, ale jest prawdopodobne, że Wenezuelczykom bez Maduro będzie żyło się lepiej. To jedna strona medalu.

Jeśli ktoś powie, że Nicolás Maduro to przecież dyktator, to warto pamiętać, że Rosja również, mówiąc eufemistycznie, nie uważa Wołodymyra Zełenskiego za wzorowego demokratę

Po ataku USA na Wenezuelę: Czy inne duże państwo nie rozpycha się łokciami i czołgami w swojej strefie wpływów?

Druga jest taka, że Wenezuela nie stanowiła militarnego zagrożenia dla USA. Owszem, Amerykanie oskarżali Caracas o odpowiedzialność za zalewanie Stanów Zjednoczonych narkotykami, ale dotychczas tego typu oskarżenia nie stanowiły raczej casus belli w stosunkach międzynarodowych. Administracja USA na naszych oczach dokonała arbitralnej interwencji w Wenezueli de facto dlatego, że uznała, iż ma do tego prawo i może to zrobić. Bo w wyznaczonej przez nową narodową strategię bezpieczeństwa USA strefie wpływów swoistej doktrynie Monroe'a 2.0 Wenezuela jest w tej części świata, którą Amerykanie uznali za swoją.

Czytaj więcej

Eksplozje w Caracas, stolicy Wenezueli. Donald Trump: Nicolás Maduro zatrzymany

Czy nie brzmi to niepokojąco znajomo? Czy pewne inne, duże państwo, leżące po drugiej stronie Atlantyku, nie dokonuje projekcji siły według podobnej logiki? Czy nie rozpycha się – łokciami i czołgami – w przestrzeni, którą uznaje za swoją strefę wpływów? Czy nie dokonuje arbitralnych ocen dotyczących tego, którzy przywódcy powinni przedwcześnie zakończyć swoje rządy? Na szczęście dla nas różnica jest taka, że tam, gdzie USA działa z chirurgiczną precyzją, tam owo inne duże państwo posługuje się raczej cepem – stąd robi więcej hałasu i zniszczenia, ale jest mniej skuteczne na poziomie strategicznym. Ale logika jest niepokojąco zbieżna.

Reklama
Reklama

W świecie zaczyna rządzić siła, a jeden z filarów bezpieczeństwa Polski jest rozmontowywany

Z perspektywy Polski taki nowy-stary paradygmat stosunków międzynarodowych, w którym po siłę wojskową sięga się tylko dlatego, że się ją posiada, a wszelkie inne uzasadnienie działania jest wtórne wobec tego faktu, może w dłuższej perspektywie być zagrożeniem o wymiarze egzystencjalnym. Polska jest ważnym państwem Europy, ale nie jest mocarstwem. W świecie stref wpływów byłaby zmuszona do szukania patrona – a niestety rzut oka na mapę świata pokazuje, że leżymy nie po tej stronie południka 0, w której można liczyć na bezwarunkowe zainteresowanie USA. Naszym atutem jest oczywiście obecność w NATO i Unii Europejskiej – większych strukturach, które na razie chronią nas przed imperialnymi zakusami Rosji. Ale na naszych oczach widać, że ten drugi filar naszego bezpieczeństwa jest podkopywany. „Prawilne Polki”, które na TikToku namawiają do polexitu, rosnąca w siłę Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna jawnie głosząca to hasło, w Europie – AfD czy Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen. Za naiwną wiarą tych, którzy uważają, że we własnym narodowym sosie będzie nam lepiej, stoją ci, którzy już w Moskwie kreślą własną strefę wpływów. Całej Unii Europejskiej nie połkną, ale jeśli zdołają ją rozczłonkować będą w stanie uszczknąć coś dla siebie. Zwłaszcza gdyby – wracamy do doktryny Monroe'ego 2.0 – okazało się, że główny filar NATO uzna, iż osiągnięcie „nowej strategicznej stabilności” w relacjach z Rosją jest ważniejsze niż dbanie o dobre samopoczucie mieszkańców Warszawy, Wilna, Rygi czy Tallina.

Czytaj więcej

Atak na Wenezuelę. Donald Trump przekracza Rubikon

A jeśli ktoś powie: „No ale przecież to nie to samo – Maduro to dyktator”, to warto pamiętać, że Rosja również, mówiąc eufemistycznie, nie uważa Wołodymyra Zełenskiego za wzorowego demokratę. A jeśli chcemy na powrót postawić na brutalny realizm w polityce, to na koniec rację ma zawsze silniejszy. 

Komentarze
Atak na Wenezuelę. Donald Trump przekracza Rubikon
Komentarze
Bogusław Chrabota: Pojedynek na noworoczne orędzia. Polska między Karolem Nawrockim i Donaldem Tuskiem
Komentarze
Joanna Ćwiek-Świdecka: Czy 2026 r. będzie lepszy niż 2025 r.? Cóż szkodzi obiecać…
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Gdy zgoda boli bardziej niż spór. Afera notatkowa i kolejna wojna o nic
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Komentarze
Michał Płociński: Polityczne sterowanie kulturą. To ma być ta liberalna normalność?
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama