„Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową” (Mt 10,35), czyli o skrajnych emocjach
Na początku roku chciałem napisać felieton nie tyle „na czasie”, ile „o czasie”. Wszak jak cenny on jest, wie każdy, a szczególnie prawnik, który przed północą musi nadać w placówce pocztowej apelację. Gdy jednak chce się opowiedzieć, czym czas jest, zazwyczaj brakuje słów. Także mnie nie dane było ich choćby poszukać, skoro zaraz po okresie świąteczno-noworocznym wybuchła kolejna bitwa o krzyż w szkole. Gdy święte symbole wyrzucane są do koszy na śmieci, nie pora na filozoficzne felietony. Wybiła godzina, aby zakasać rękawy i stanąć do walki, wszak chodzi o naszą tożsamość, o nasze dzieci, o przyszłość naszego narodu i naszej wiary! Nie zgadzał mi się jedynie… czas. Zauważyłem, że zdarzenie nastąpiło 15 grudnia, a afera wybuchła po święcie Trzech Króli… Dziś ledwie się pamięta wydarzenia z wczoraj, a cóż dopiero sprzed niemal miesiąca. Poświęciłem zatem dłuższą chwilę, by przyjrzeć się sprawie krzyża z Kielna.