Reklama

Aneta Wiewiórowska-Domagalska: Franki a WIBOR

Droga do wykazania abuzywności klauzul zmiennego oprocentowania opartego na wskaźniku WIBOR wydaje się być wyjątkowo stroma.

Publikacja: 25.02.2026 19:01

Aneta Wiewiórowska-Domagalska: Franki a WIBOR

Foto: Adobe Stock

Od dobrych kilku lat mówiąc i pisząc na temat oceny abuzywności klauzul zmiennego oprocentowania opartego na wskaźniku WIBOR, podkreślałam, że stosowanie tego samego mechanizmu kontroli, opartego na art. 4(2) dyrektywy 93/13, nie zrównuje spraw frankowych i wiborowych. Podobieństwo nie przesądza tu o tożsamości skutku.

Orzecznictwo TSUE w sprawach frankowych przyprawiło prawu konsumenckiemu gębę omnipotentnego instrumentu ochronnego, który zawsze i bez względu na okoliczności, staje (i będzie w przyszłości stawał) po stronie konsumenta. Gęba ta wykarmiła się bezprecedensowym zbiegiem okoliczności faktycznych i prawnych.

Orzecznictwo TSUE w sprawach frankowych przyprawiło prawu konsumenckiemu gębę omnipotentnego instrumentu ochronnego, który zawsze staje po stronie konsumenta. Gęba ta wykarmiła się bezprecedensowym zbiegiem okoliczności faktycznych i prawnych.

Były to niebudzące wątpliwości naruszenia prawa UE, systemowo dokonywane przez banki; realizacja nieproporcjonalnie dużego ryzyka obciążającego konsumentów, tj. spadku wartości złotego wobec franka szwajcarskiego, co postawiło konsumentów w niezwykle trudnej sytuacji, a jednocześnie zmotywowało ich do masowego wchodzenia w spory z bankami (postawa wcześniej nieczęsta); dużej wartości sporów, co zaktywizowało kancelarie prawne, dotąd niespecjalnie zaangażowane w ochronę konsumenta i wreszcie niereformowalnej postawy banków, jeśli chodzi o strategię i taktykę procesową, co przez długi czas prowadziło jedynie do przedłużania i podrażania sporów, przy zwiększającej się opłacalności ich prowadzenia po stronie konsumentów i ich reprezentacji.

Postawa banków spowodowała nie tylko multiplikację sporów, ale również proliferację pytań do TSUE i coraz dalej idącą ingerencję prawa UE w prawo krajowe. Treść wyroków TSUE była zawsze korzystna dla konsumentów, co nie było zaskoczeniem dla znawców orzecznictwa TSUE, w świetle zasad dotyczących sankcji unijnej, przy niekwestionowanym i bardzo poważnym naruszeniu prawa UE przez banki.

Reklama
Reklama

Czy prawo konsumenckie chroni konsumenta zawsze i wszędzie?

Na skutek tego w Polsce powstało wrażenie, i to po obu stronach sporu, że prawo konsumenckie chroni konsumenta zawsze i wszędzie, niszcząc rynek i prawo cywilne – słusznie lub ku przerażeniu, w zależności od tego, kto się wypowiada.

To stanowisko pomija jednak, że prawo konsumenckie jest refleksem regulacji rynku – ma chronić konsumenta i stymulować rozwój rynku. Nie są to bowiem, wbrew opinii panującej w Polsce, wartości wykluczające się.

Dyrektywa 93/13 nie jest więc uniwersalną odpowiedzią na każde zidentyfikowane i potencjalne naruszenie prawa, które ma wyeliminować każdy rodzaj ryzyka kontraktowego, obciążającego konsumenta, a jej stosowanie nie ma doprowadzić do wzbogacenia konsumenta (skutek odstraszający niekoniecznie oznacza zysk konsumencki). Spór frankowy ukształtował wypaczony obraz acquis w Polsce, a polaryzacja i zaostrzenie dyskusji na temat franków (postawa: kto nie popiera w 100 proc. żądań formułowanych przez kancelarie frankowe, ten zaprzedał się bankom) utrwalił lobbystyczny, nie merytoryczny charakter dyskursu. W sytuacji, kiedy zacytowanie TSUE, który rozważa złą wiarę konsumenta, wywołuje hejt, niełatwo jest publicznie prowadzić konstruktywną debatę na temat granic ochrony konsumenta.

Zamiast dyskusji krajowej mamy więc kolejną konsternację po wyroku TSUE C-741/24 PKO BP, który wyznacza granice prawnie chronionych interesów stron. I choć obie strony tradycyjnie ogłosiły zwycięstwo, ten wyrok ma dla nich nieco gorzki posmak – zdecydowanie jednak bardziej piołunowy dla strony konsumenckiej, a to ze względu na upadek intensywnie rozbudzanych przez niektóre kancelarie nadziei na kolejną „falę franków”, tym razem w oparciu o „kredyty z WIBOREM”.

Spór o WIBOR. Co orzekł TSUE?

Aby wyeliminować ryzyko związane z kontrolą abuzywności klauzul odwołujących się do WIBORU, banki liczyły na potwierdzenie, że są one wyłączone z kontroli abuzywności na tle art. 1(2) dyrektywy 93/13, w związku z zastosowaniem art. 29(2) ustawy o kredycie hipotecznym. Stwierdza on, że jeśli strony nie uzgodniły stałej stopy oprocentowania kredytu hipotecznego, sposób ustalania stopy procentowej określa się jako wartość wskaźnika referencyjnego oraz wysokość marży ustalonej w umowie.

TSUE stwierdził jednak, że blankietowy charakter normy zawartej w tym przepisie nie pozwala na zakwalifikowanie go jako „obowiązującego przepisu ustawowego lub wykonawczego” – przepisu prawa krajowego, bezwzględnie obowiązującego bądź kogentnego, o którym mówi art. 1(2). Jest to podejście zgodne ze stanowiskiem prezentowanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Skutkiem nadania art. 29(2) statusu wyłączającego spod zakresu dyrektywy 93/13 byłoby przyjęcie, że mamy do czynienia z przepisem kogentnym bądź dyspozytywnym, kiedy o możliwości jego stosowania przez strony decyduje podmiot trzeci, a do zastosowania potrzebne jest zawarcie odpłatnej umowy i wskazanie odpowiednich wartości – tak bowiem banki mogą korzystać z WIBOR-u.

Reklama
Reklama

Co więcej, choć wyrok C-741/24 w ogromnej mierze przesądził o ograniczonym polu manewru na tle kredytów zawartych po wejściu w życie Rozporządzenia 2016/1011, pozostają jeszcze kredyty, zawarte w czasie sprzed Rozporządzenia, co może rodzić odrębne ryzyka.

Spór o WIBOR. Trybunał boleśnie zweryfikował taktykę procesową wiborowiczów

Klauzule odwołujące się do WIBORU podlegają kontroli na tle dyrektywy 93/13, ale czy będzie to tak łatwe, jak we frankach, co zapowiadały niektóre z kancelarii? Trybunał boleśnie zweryfikował taktykę procesową wiborowiczów. TSUE (ponownie) postawił tamę rozrastającym się monstrualnie obowiązkom informacyjnym na tle art. 4(2), których niespełnienie otwiera drogę do kontroli abuzywności. Przekazanie informacji wymaganych przez dyrektywę 2014/17 oraz odwołanie do informacji udzielanych na tle Rozporządzenia 2016/1011 jest zdaniem TSUE wystarczające (bank nie może jedynie zniekształcać takich informacji). Takie podejście urealnia model przeciętnego polskiego konsumenta, który raczej ma problemy ze zrozumieniem treści umowy, niż pragnie poznać techniczne aspekty kwotowania WIBOR-u. Trybunał odrzucił również koncepcję, że abuzywność może wynikać z braku poinformowania konsumenta o metodologii wskaźnika (oparcie kwotowania o oferty, nie rzeczywiste transakcje), o udziale kredytobiorcy w ustalaniu WIBOR-u (co wedle konsumentów powoduje, że bank wywiera wpływ i zwiększa swoje dochody, konsument ponosi całość ryzyka zmiennej stopy oprocentowania, a bank korzysta z „ukrytej marży”) oraz tego, jak przebiega ten proces. TSUE wyjaśnił, że jeżeli dany element umowy jest przedmiotem „wyczerpującego uregulowania prawnego” i umowa określa go w zgodzie z takim uregulowaniem, postanowienie nie może być abuzywne. Jeśli chodzi natomiast o stwierdzenie, czy bank przestrzega wymogów określonych w Rozporządzeniu, właściwe są tu organy nadzoru w trybie administracyjnym, uruchamianym m.in. przez skargę, a nie kontrola abuzywności.

Oznacza to, że jedyną drogą do uruchomienia kontroli abuzywności jest wykazanie braku transparentności (naruszenie obowiązków wynikających z dyrektywy 2014/17 lub wprowadzenie konsumenta w błąd w odniesieniu do informacji udzielanych przez administratora na tle Rozporządzenia 2016/1011). Nawet jednak jeśli udałoby się tego dokonać, nie sprawia to automatycznie, że klauzula jest abuzywna. Samo naruszenie wymogów transparentności nie przesądza bowiem o abuzywności, a WIBOR ukształtowany na podstawie Rozporządzenia 2016/1011 cieszy się domniemaniem jej braku.

Do obalenia tego domniemania konieczne byłoby ustalenie naruszenia przepisów Rozporządzenia 2016/1011 przez właściwy organ nadzoru, które spełniałoby kryteria abuzywności na tle dyrektywy 93/13. Jak dotąd nie miało to jednak miejsca. Droga do wykazania abuzywności klauzul zmiennego oprocentowania opartego na wskaźniku WIBOR wydaje się więc być wyjątkowo stroma.

Autorka jest pełnomocniczką ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta, zastępczynią dyrektora Departamentu Analiz i Strategii MS

Opinie Prawne
Stępkowski: Uczniowie mędrca Kalego, czyli rzecz o „legalnych” sędziach SN
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie Prawne
Mateusz Mikowski: Podwójne zaprzeczenie w sprawie KRS
Opinie Prawne
Michał Romanowski: Karol Nawrocki chce autorytarnej władzy nad sędziami
Opinie Prawne
Maciej Gutowski, Piotr Kardas: Jeszcze o orzeczeniach nieistniejących
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama