Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są szczegóły pierwszego zasądzonego zadośćuczynienia w sprawie dotyczącej zabójstwa gen. Marka Papały?
- Jakie okoliczności doprowadziły do uniewinnienia oskarżonych w tej sprawie?
- Kto jeszcze złożył wnioski o zadośćuczynienie i odszkodowanie w następstwie uniewinnienia w sprawie zabójstwa gen. Papały?
- Jaki jest status śledztwa w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały?
Sąd Okręgowy w Sieradzu, do którego półtora roku temu wpłynął wniosek pełnomocnika Roberta J. o przyznanie mu zadośćuczynienia za „krzywdy psychiczne, fizyczne, pozbawienie możliwości zarobkowania”, nie miał wątpliwości, że J. nie powinien ani zostać zatrzymany w sprawie zabójstwa gen. Papały, ani osadzony w areszcie.
Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, 4 maja sąd orzekł, że „na podstawie art. 552 § 4 kpk zasądza od Skarbu Państwa – Sądu Okręgowego w Łodzi na rzecz Roberta J. kwotę 75 000 zł z odsetkami za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się wyroku do dnia zapłaty, tytułem zadośćuczynienia za niewątpliwie niesłuszne tymczasowe aresztowanie (w tym zatrzymanie)” zastosowane wobec niego w śledztwie dotyczącym zabójstwa gen. Marka Papały, byłego komendanta głównego policji. To pokłosie głośnych uniewinnień – Igora M., ps. Patyk oraz jego dawnych kompanów, w tym Roberta J., oskarżonych przez łódzką prokuraturę o zabójstwo szefa policji na tle rabunkowym.
Robert J. jest pierwszym, któremu sąd przyznał zadośćuczynienie. Ale pozwów jest więcej. Taki pozew złożył przede wszystkim Igor M., główny oskarżony, a następnie uniewinniony w tej sprawie, który przesiedział w areszcie blisko cztery lata, i – jak pisała „Rzeczpospolita” – wystąpił o 5,2 mln zł tytułem rekompensaty za doznane krzywdy.
Czytaj więcej
Warszawski sąd uniewinnił Igora M., ps. Patyk, od zarzutu zabójstwa szefa policji gen. Marka Papały. Tym samym wersja prokuratury o złodzieju samoc...
Pełnomocnik Roberta J. pisał: „Ogolili głowę, rzucili brudne, za małe ubrania. Mieli powiedzieć: Jak schudnie, będą jak ulał”
Marek Papała zginął w czerwcu 1998 r. w Warszawie, przed blokiem, w którym mieszkał. Zabójca podszedł, kiedy generał zaparkował samochód i otworzył drzwi. Zanim Papała zdążył wysiąść, zabójca strzelił do niego, a następnie zdecydowanym krokiem oddalił się z miejsca zdarzenia. Strzał był jeden, w głowę. Całe zdarzenie widział z okna jeden z mieszkańców.
Prokuratura Regionalna w Łodzi oskarżyła o tę zbrodnię dawnych złodziei samochodów – Igora M. oraz kilku jego wspólników od kradzieży. Postawiła na motyw rabunkowy – twierdziła, że chodziło o kradzież daewoo (którego sprawcy rzekomo potrzebowali do napadu na tira). I chociaż zabójstwo wyglądało jak egzekucja, a auta Papały złodzieje nie ukradli i nawet nie próbowali, prokuratura upierała się przy zbrodni na tle rabunkowym. „Patyk” został oskarżony o zabójstwo, pozostali, którzy – według prokuratury – mieli mu przy tym towarzyszyć zostali oskarżeni o rozbój.
Ta wersja wydarzeń poniosła klęskę. Sąd Okręgowy w 2020 r. „Patyka” i pozostałych oskarżonych uniewinnił, wyrok utrzymał Sąd Apelacyjny – jest prawomocny. Wszyscy, którym przypisano udział w zabójstwie gen. Papały, po uniewinnieniu wystąpili o odszkodowania. Sprawę Roberta J. rozpatrzył Sąd Okręgowy w Sieradzu i po kilku rozprawach wydał wyrok (nieprawomocny).
W jaki sposób byłych złodziei samochodów wplątano w zabójstwo byłego komendanta głównego policji? Łódzka prokuratura zbudowała swoją wersję na zeznaniach niejakiego Roberta P., ps. Biker (także ze środowiska przestępczości samochodowej), który o rzekomej obecności „Patyka” i innych pod blokiem Papały przypomniał sobie po kilkunastu latach. W efekcie ruszyły zatrzymania.
Robert J. został zatrzymany 23 kwietnia 2012 r. i w tymczasowym areszcie przebywał w sumie 58 dni – najpierw w Łodzi, później w Sieradzu. Jak wynika z wniosku o zadośćuczynienie, był to „najtrudniejszy i najbardziej dramatyczny okres w jego życiu” między innymi dlatego, że jego żona była wtedy w ciąży.
Ze statusem więźnia „N” Robert J. miał być poddany ostrym rygorom. Pojedyncza cela, stały nadzór, kamery, światło zapalone w dzień i w nocy, więc „prawie nie spał”
„Wielkim szokiem dla niego było spektakularne zatrzymanie, a potem tymczasowe aresztowanie, w dodatku na podstawie dowodów, które nie mogły zostać uznane za dostatecznie uprawdopodabniające popełnienie przez niego zarzucanych mu przestępstw, a w szczególności przestępstwa dot. gen. Marka Papały” – napisał we wniosku o zadośćuczynienie pełnomocnik Roberta J., mec. Grzegorz Cichewicz (w procesie karnym bronił "Patyka"). Wskazywał, że przez ten czas z pierwszych stron gazet nie schodziły informacje o sprawie. Sąsiedzi zaczęli postrzegać jego klienta jako bandytę, a jego rodzina została poddana ostracyzmowi.
Chodziło o zabójstwo byłego szefa policji, więc Robert J. trafił na tzw. enkę, czyli oddział dla osób szczególnie niebezpiecznych. „Skierowano go do łaźni, rozebrano do naga, kazano usiąść na taborecie, w towarzystwie uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy policji. Ogolili mu głowę na łyso. Rzucili mu za małe ubrania, koloru czerwonego, używane i brudne, śmierdzące i kazali się ubrać. Na sugestię, że ubrania są za małe, stwierdzili, że nie mają innych, ale jak schudnie, to będą jak ulał” – wskazano we wniosku.
Ze statusem więźnia „N” Robert J. miał być poddany ostrym rygorom. Pojedyncza cela, stały nadzór, kamery, światło zapalone w dzień i w nocy, więc „prawie nie spał” – te warunki, jego zdaniem, miały go skłonić do przyznania się do przestępstwa, którego nie popełnił. Na spacer wychodził w łańcuchach, na przesłuchania był wożony w kajdankach zespolonych, na nogach i rękach, w czerwonym drelichu, przeznaczonym dla szczególnie groźnych przestępców. Podczas transportu miał być wystawiony „na obelgi, komentarze, przytyki, porównania, a nawet groźby ze strony niektórych policjantów, wynikające z tego, iż był on podejrzanym, a potem oskarżonym o zabójstwo policjanta, a sprawa była głośna |na całą Polskę” – pisał pełnomocnik Roberta J.
Robert J. domagał się 1 mln zł zadośćuczynienia – czyli 17.241, 38 zł za każdy dzień pozbawienia wolności.
To wszystko miało odbić się na jego życiu psychicznym i fizycznym. Za 58 dni pobytu w areszcie J. domagał się 1 mln zł – czyli 17 241,38 zł za każdy dzień pozbawienia wolności. Sąd uznał, że było to „niewątpliwie niesłuszne aresztowanie”, ale przyznał niższą kwotę. Strony zwróciły się o uzasadnienie. Jeszcze nie wiadomo, czy złożą odwołanie.
Czytaj więcej
Robert P., będący „filarem” wersji o złodzieju samochodów jako zabójcy szefa policji, dla własnych korzyści mógł kłamać – to główny wniosek z zezna...
– Decyzję podejmę wraz z klientem po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku – mówi nam mec. Grzegorz Cichewicz. I dodaje: – Nie było podstaw do zatrzymania i aresztowania mojego klienta, nie było żadnych podstaw do wiązania go ze sprawą zabójstwa generała Papały.
Weryfikacja wersji opartej tylko na świadku koronnym zajęła niemal dekadę
O zadośćuczynienie i odszkodowanie ubiega się, jak pierwsza informowała o tym „Rz”, także Igor M., ps. Patyk – główny oskarżony, a następnie uniewinniony. Wniósł on o łącznie 5,2 mln zł.
– Mój klient w areszcie śledczym spędził 1303 dni, czyli trzy lata, sześć miesięcy i 26 dni. Wnioskujemy o 3837 zł za każdy dzień pozbawienia wolności – mówił nam mec. Marcin Zalewski, jego pełnomocnik, kiedy pozywał Skarb Państwa.
I wskazywał, że Igor M. bał się o życie, był przekonany, że z aresztu nie wyjdzie żywy, ponieważ osadzeni wiedzieli, że „to ten słynny »Patyk«, który w sprawach kradzieży samochodów sypał innych i zeznawał w tylu procesach” (otrzymał za to status świadka koronnego). Jego sprawa odszkodowawcza trafiła do Sądu Okręgowego w Płocku, ale jeszcze się nie rozpoczęła.
Tyle czasu spędził w areszcie śledczym podejrzany o zabójstwo gen. Marka Papały Igor M. ps. Patyk
Igora M. Prokuratura Regionalna w Łodzi oskarżyła o zabójstwo, Roberta J., jego brata Dariusza oraz Mariusza M. – o rozbój na gen. Papale. Obecnie każdy z nich wystąpił o odszkodowanie.
Łódzka prokuratura bezkrytycznie zaufała zeznaniom Roberta P., ps. Biker, który działał kiedyś w tej samej grupie przestępczej co m.in. „Patyk”. Dlaczego dopiero po 13 latach przypomniał on sobie o rzekomym udziale dawnych kompanów w tak głośnej sprawie – nigdy ani on, ani prokurator tego nie wyjaśnili.
Dla „Patyka”, który twierdził: „Nigdy nie zabiłem, a kradzieże z bronią to nie moja bajka”, prokurator zażądał dożywocia, dla pozostałych kar więzienia.
Sąd Okręgowy (wyrok wydał sędzia Mariusz Iwaszko) w 2020 r. wszystkich uniewinnił. Zeznania Roberta P. określił je wręcz jako „konfabulacje i urojenia”. Stwierdził, że jego opis „razi niewiarygodnością” – „widział” on to, czego inni wiarygodni świadkowie nie widzieli, a nie widział tego, co ci świadkowie widzieli. Chodziło o to, że na parkingu pod blokiem, czekając na męża, spacerowała z psem Małgorzata Papała, zajście przy daewoo widział z okna mieszkający tam Wietnamczyk, wojskowy – oboje opisali zabójcę inaczej niż wyglądał „Patyk”, który był chudy i wysoki (zresztą temu zawdzięczał pseudonim).
Sąd stwierdził, że nie było oznak walki o samochód. Sprawca podszedł, strzelił, a to, że niechcący mógł nacisnąć spust, sąd ocenił jako wręcz niewiarygodne. Od początku były wątpliwości, czy złodziej luksusowych aut za jakiego w latach przestępczej aktywności uchodził „Patyk”, mógł skusić się na daewoo (warte 31 tys. zł) i że zastrzelił, ale samochodu, na którym mu miało zależeć, nie ukradł.
Czytaj więcej
Państwo może słono zapłacić za forsowanie przez śledczych wątpliwej wersji o tym, że gen. Papałę zabił złodziej aut.
W czerwcu upłynie 28 lat od zbrodni – jednej z najgłośniejszych i najbardziej zuchwałych w Polsce. Policja stawiała sobie za punkt honoru ustalenie sprawcy, jednak do dzisiaj nie wiadomo, kto i dlaczego zabił gen. Marka Papałę.
Od wydania prawomocnego wyroku uniewinniającego minęła niemal dekada. Jednak prokuratura nadal trzyma się wersji o złodzieju, który strzałem w głowę zabił szefa policji – Prokuratura Krajowa w Łodzi złożyła kasację do Sądu Najwyższego.