Większość teoretyków i analityków polityki uważa, że systemu autokratycznego nie da się znieść wyborczą kartką. A jednak na Węgrzech tak się stało, chociaż nikt – literalnie nikt – nie przewidywał, że następca Orbána, Péter Magyar, też sięgnie po konstytucyjną większość. Owszem, tendencje w sondażach (z wyjątkiem tych na rzecz rządzącego Fideszu) pokazywały, że opozycyjna Tisza (Tisztelet és Szabadság, Szacunek i Wolność) może wygrać, ale takiej skali zwycięstwa się nie spodziewano. Te 141 (na 199) mandatów w parlamencie powinno pozwolić Magyarowi i Tiszy wprowadzać zmiany szybciej i skuteczniej niż rządowi w Warszawie po 2023 r.