Reklama

Jakie są bariery dla zagranicznej sprzedaży polskiej żywności?

Wartość eksportu z Polski produktów rolno-spożywczych mogłaby być dwukrotnie większa, gdyby nie przeszkody systemowe oraz swoista mentalność. Co zastanawiające, nasz kraj nie ma nawet strategii eksportowej dla żywności i produktów rolnych.

Publikacja: 09.01.2026 21:44

Jabłka to jeden z polskich hitów eksportowych.

Jabłka to jeden z polskich hitów eksportowych.

Foto: shutterstock/Aleksandar Malivuk

Od 2004 r., czyli od wstąpienia do Unii Europejskiej (UE), każdego roku Polska odnotowuje dodatnie saldo w eksporcie produktów rolno-spożywczych. Dwadzieścia dwa lata temu eksport wyniósł 5,2 mld euro, import 4,8 mld euro, a saldo wyniosło 0,8 mld euro. W 2024 r. sprzedaliśmy za granicę żywność za kwotę 53,5 mld zł, a sprowadziliśmy za 35,2 mld euro. Nadwyżka w handlu wyniosła 17,9 mld euro. Z kolei dane cząstkowe za 2025 r. (styczeń-październik) wskazują, że wartość eksportu towarów rolno-spożywczych z Polski wyniosła 48,5 mld euro (205,8 mld zł) i była o 8 proc. wyższa niż w analogicznym okresie 2024 r. Z kolei wartość importu ukształtowała się na poziomie 32,1 mld euro (136,1 mld zł), o 8 proc. wyższym niż przed rokiem. Polscy producenci żywności mają potencjał, aby produkować jeszcze więcej i więcej sprzedawać na rynkach zagranicznych. Jednak stworzono przeszkody, które zamiary ekspansji mocno tonują, a z pewnością je znacząco utrudniają.

 Złe prawo, czyli przypadek EUDR

Do systemowych przeszkód należą niewątpliwie regulacje prawne zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym, które osłabiają lub nawet uderzają głęboko w konkurencyjność czy też bezpieczeństwo i pewność obrotu prawnego.

W przypadku Unii Europejskiej od lat mamy do czynienia z przeregulowaniem prawnym o charakterze antybiznesowym. Jaskrawym przykładem na to twierdzenie jest rozporządzenie z 2023 r. w sprawie udostępniania na rynku unijnym i wywozu z Unii niektórych towarów i produktów związanych z wylesianiem i degradacją lasów (zwane w skrócie rozporządzeniem przeciw wylesianiu lub rozporządzeniem EUDR). W teorii ma ono chronić unijny rynek, unijnych rolników i unijnych przetwórców przed napływem żywności spoza Unii Europejskiej, a pozyskanej niezgodnie z ochroną naturalnego środowiska, czyli przez wycięcie lasów na potrzeby rolnictwa. W praktyce od dwóch lat żadne państwo członkowskie UE nie przygotowało się na wdrożenie tego prawa, zaś firmy poniosły już niemałe koszty (np. przygotowanie systemów informatycznych, zatrudnienie personelu mającego obsługiwać realizację zapisów EUDR). W Polsce organem odpowiedzialnym za wdrożenie tego prawa jest minister klimatu i środowiska. W ministerstwie wdrożeniem tego aktu zajmował się jeden urzędnik.

 

Czytaj więcej

Ostra chińska decyzja w sprawie eksportu mleka z Unii do Chin
Reklama
Reklama

Tymczasem, jak wynika z informacji opublikowanych przez rządy strefy Mercosur, tam przedsiębiorstwa i administracja rządowa są już od dawna przygotowane do eksportu na rynek UE na gruncie rozporządzenia EUDR. Aby było jeszcze ciekawiej, kraje, wobec których jest wymierzone to prawo, w świetle rozporządzenia EUDR najczęściej mają status ryzyka znikomego lub standardowego.

Dokumentacja EUDR, którą polskie / unijne przedsiębiorstwo przetwórcze będzie musiało wypełniać w związku z dokonywanymi operacjami handlowymi, jest aberracją. Stracone pieniądze i stracony czas, które można by było wykorzystać na pogłębienie relacji handlowych lub zdobycie nowych klientów na innych rynkach. Zaskakujące jest to, że ani urzędnicy Komisji Europejskiej, ani politycy brukselscy, którzy lansowali to prawo, byli głusi na rzeczowe argumenty biznesu. Niewątpliwie rozporządzenie przeciw wylesianiu jest i będzie przeszkodą w ekspansji eksportowej czy inwestycyjnej na rynkach trzecich. Będzie generować koszty, które nigdy się nie zwrócą.

Niekonstytucyjna ustawa o FOR

Z kolei w Polsce, w maju 2023 r. za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, uchwalono ustawę o Funduszu Ochrony Rolnictwa (FOR). To akt niekonstytucyjny, bowiem jest to encyklopedyczny skok na prywatne pieniądze rolników i przedsiębiorstw rolno-spożywczych, które mają sfinansować straty poniesione przez rolników (którzy sprzedali swoje produkty innym rolnikom lub zakładom przetwórczym), a które zostały im wyrządzone przez nieuczciwych odbiorców. W efekcie w zależności od wielkości ekonomicznej danego podmiotu oraz liczby i wartości dokonywanych przez niego transakcji handlowych, zmuszony jest on ustawą do wpłat pieniędzy na rachunek bankowy, prowadzony przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR), w terminie do 16 lutego każdego roku, według zasad opisanych w ustawie. Jakie to są kwoty? Od kilku tysięcy do kilku milionów złotych rocznie. Eksperci szacują, że KOWR z tego tytułu za 2025 r. zbierze około miliarda złotych. Duże przedsiębiorstwa z mocy tej ustawy tracą kapitał na rozwój, bo muszą pokryć stratę u innych, którą ktoś celowo i świadomie im wyrządził.

W obu przypadkach, czyli EUDR oraz FOR, polskie przedsiębiorstwa mają koszty, które muszą z czegoś pokryć. Decyzja, z czego lub komu sięgnąć do kieszeni, będzie mieć znaczenie dla ich zdolności konkurowania na rynkach eksportowych.

Epizootia wciąż w grze

W strukturze towarowej eksportu polskich produktów rolno-spożywczych dominują produkty pochodzenia zwierzęcego. I tak według danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa za 2024 r. mięso, przetwory mięsne i żywiec w całej wartości stanowiły 20 proc. (10,8 mld euro); produkty mleczne miały 7 proc. (3,5 mld euro). Z kolei ziarno zbóż i przetwory stanowiły 12 proc. (6,5 mld euro), tytoń i wyroby tytoniowe 10 proc. (5,6 mld euro), cukier i wyroby cukiernicze 8 proc. (4,5 mld euro), ryby i przetwory 6 proc. (3,1 mld euro) oraz warzywa i przetwory 5 proc. (2,7 mld euro).

 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wyboista droga do wznowienia eksportu mięsa z Polski do Chin

Dlatego od lat choroby zwierzęce, takie jak: grypa ptaków, rzekomy pomór drobiu, afrykański pomór świń (ang. ASF), choroba niebieskiego języka u bydła, oddziałują negatywnie na polski eksport i prawdopodobnie również tak będzie w tym roku. W przypadku Unii Europejskiej stosowana jest regionalizacja, czyli możliwość eksportu z obszarów, na których nie wystąpiło ognisko chorobowe. Takie rozwiązanie nie jest uznawaną normą na rynkach trzecich. Przykładowo Chiny nie akceptują jej dla ASF, w związku z czym polscy producenci wieprzowiny nie mogą od 2014 r. eksportować do Państwa Środka.

Brak odpowiedniej mentalności

O potrzebie posiadania strategii eksportowej dla polskiej żywności i produktów rolnych oraz świadczeniu usług eksportowych w tym zakresie zagranicznym partnerom mówi się od lat. W sumie jest z nią jak z Yeti – wszyscy o niej dyskutują, ale w praktyce nikt jej nie widział. Mimo tego polskie przedsiębiorstwa z roku na rok osiągają lepsze wyniki, co pokazują dane. Należy podkreślić, że sukces eksportowy, którym chwalą się kolejni ministrowie rolnictwa, w rzeczywistości jest efektem li tylko przedsiębiorczości właścicieli, zarządów i pracowników firm, a nie dobrych decyzji urzędowych i działań polityczno-dyplomatycznych na rzecz otwierania i rozwijania rynków.

Niewątpliwie jednak potrzebna jest spójna wizja działania na rynkach eksportowych będąca częścią polityki gospodarczej państwa, poparta przemyślanymi działaniami wspieranymi przez rząd i administrację rządową. Aż trudno uwierzyć, ale Polska w gronie państw rolniczych (takich jak np. Brazylia, Dania, Francja, Hiszpania, Holandia, Włochy) jest tym krajem, który nie ma swojej strategii. Ma ją nawet pod intrygującą nazwą „Jak wyżywić 600 mln ludzi?” pogrążona wojną Ukraina.

 

Czytaj więcej

Wielka Brytania to wicelider odbiorców polskiej żywności
Reklama
Reklama

Wskutek zaniedbań oraz ulegania polityczno-lobbingowym wpływom małych grup lokalnych interesów Polska, mając dostęp do morza, nie jest partnerem dla tych podmiotów, które chciałyby skorzystać z naszych portów. Tymczasem nasze zaniechania wykorzystała nasza konkurencja. Na początku stycznia agencja prasowa Interfax-Ukraina opisała sytuację sektora logistycznego w Polsce, który nie rozwija się, a wręcz zwija, z powodu długotrwałego zawieszenia przeładunku w polskich portach ukraińskich produktów rolnych. Naszą niemoc i indolencję wykorzystały więc porty w Rumunii i w Niemczech, które na transporcie i spedycji morskiej ukraińskich produktów rolnych zarabiają niemałe pieniądze.

Polska jako kraj może bez problemów wyprodukować i wyeksportować żywności oraz produktów rolnych nawet za 100 mld euro rocznie. Potrzeba jednak mentalności probiznesowej, dotyczącej każdego ogniwa łańcucha produkcyjnego i eksportowego. Takie podejście ma tylko biznes, bo większość polityków, urzędników administracji rządowej oraz samorządowej w działalności gospodarczej w zakresie produkcji rolnej i przetwórstwa rolno-spożywczego nie widzi podatków, miejsc pracy, rozwoju i postępu, a jedynie coś, czym muszą się zajmować.

Eksport
Wymiana handlowa pomiędzy Polską a Wielką Brytanią rośnie
Eksport
Ostra chińska decyzja w sprawie eksportu mleka z Unii do Chin
Eksport
Jak polski eksport odnajdzie się w zmienionych globalnych realiach?
Eksport
Po stagnacji i pomimo licznych przeszkód eksport będzie rósł
Eksport
Umowy UE z Mercosurem i USA budzą kontrowersje
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama