Po aferze z gigantycznymi zarobkami medyków rząd musiał pokazać, że odzyskuje kontrolę nad ochroną zdrowia. Zapowiedziane przez minister Jolantę Sobierańską-Grendę reformy mają jednak przede wszystkim obniżyć temperaturę politycznego sporu. Z prawdziwą przebudową systemu mają niewiele wspólnego.
Berliński pomnik polskich ofiar wojny miał być wyraźnym znakiem polskiej pamięci. Na razie utknął przy tymczasowym kamieniu - i przy pytaniu, kto ponosi polityczną odpowiedzialność za rozmycie tej inicjatywy.
Jeśli ktoś liczył, że znajdzie tu wyliczankę kłamstw wygłoszonych przez wicepremiera i ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza, to się srodze zawiedzie. Nie on bowiem w tej sprawie stara się wprowadzić rodaków w błąd. Choć oczywiście jego polityczne intencje wcale nie są tak czyste, jak chciałby nam to wmówić.
Z punktu widzenia przedsiębiorców podstawową „zaletą” wchodzącej w życie reformy Państwowej Inspekcji Pracy jest to, że nowe rozwiązania nie są tak złe i groźne, jak mogłyby być.
Radny nie jest przełożonym urzędników i nie może wydawać im poleceń. Ma natomiast uprawnienia kontrolne, które również podlegają ograniczeniom.