Józek był pięknym człowiekiem. Inteligentny, świetnie oczytany, wiecznie zbuntowany; miał charakter lidera, który nie chciał być liderem, ale wciągał ludzi do działania.
Czyn, którego dopuścił się Adrian Siemieniec, jest naganny. Nie przekreśla jednak jego trenerskiej przyszłości. Ba, może nawet jest szansą, by była ona prawdziwie świetlana. Wszystko zależy od wniosków, jakie wyciągnie. Na razie jest zdruzgotany i najwyraźniej potrzebuje czasu.
11 września 2001 roku to miał być kolejny niezwykły dzień w redakcji „Rzeczpospolitej” przy Placu Starynkiewicza w Warszawie – bo w gazecie codziennej nie ma zwykłych dni. Jednak tragedia w Ameryce przerosła wszystko. Gdy dzień się kończył i późno w nocy wychodziliśmy z redakcji, byliśmy zdruzgotani i wycieńczeni. Ale dumni z gazety, którą właśnie zrobiliśmy.
Jestem tak stary, że pamiętam, jak w styczniu 2006 r. ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro przyprowadził do Jarosława Kaczyńskiego prokuratora Wojciecha Miłoszewskiego, by mu zreferował jedną z prowadzonych spraw.
Od 11 września przedsiębiorcy muszą stosować przepisy dotyczące raportowania podatności i incydentów bezpieczeństwa.