Prezydent Nawrocki w odwecie ogłosił, że odbierze mu nadany przez swego poprzednika order „Orła Białego” i tego też nie da się zatrzeć, nawet gdyby decyzji nie zrealizował, powstrzymany pomrukami w orderowej Kapitule i głosami sprzeciwu tych, którzy i tak będą protestować przeciwko jego postanowieniom.

Komu bardziej potrzebna była awantura

Obaj prezydenci coś jednak zarobili na tej awanturze; więcej Zełenski, bo zleciał już na czwarte miejsce w ukraińskim rankingu zaufania. Nie musi się odwoływać do elektoratu antypolskiego, bo takiego w Ukrainie nie ma, ale do nacjonalistów, których w jego wojsku nie brakuje i którzy nie kryją się z zamiarem zastąpienia go jakimś samozwańczym „atamanem”. Mniej potrzebował tej awantury Nawrocki, bo jemu też spada, ale wciąż okupuje pierwsze miejsce. Żal byłoby oddać Braunowi przed przyszłorocznymi wyborami tak pięknie rozhulane nastroje antyukraińskie. Więc huzia!

Czytaj więcej

Rzecznik prezydenta powiedział, dlaczego Nawrocki zwleka z decyzją ws. orderu Zełenskiego

Kiedyś polscy kibole przynieśli na stadion w Wilnie swoją „oprawę” wzywającą „litewskich chamów” do klękania przed „polskimi panami”. Ot, po prostu ich drużyna grała mecz, a stadionowa głupota podyktowała treść transparentu. Z Litwą jeszcze pół biedy, bo polska szlachta w końcu uznała litewskich „panów braci” za równych sobie, choć przed Unią Lubelską odzywały się na sejmikach bełkotliwe na ogół protesty. Jedność polsko-litewska dotyczyła jednak tylko „panów”, nie zaś „chamów”, którzy nadal mieli odrabiać pańszczyznę.

Spóźniona unia i korzenie nacjonalizmów

Z Ukrainą jeszcze gorzej, bo zadecydowano o przekształceniu „Rzeczpospolitej obojga narodów” w trójpaństwo, o wiele za późno; po buntach kozackich z Powstaniem Chmielnickiego na czele, podczas najazdu szwedzkiego, więc unia hadziacka nie weszła w życie. Polsko-litewska szlachta nie mogła się pogodzić z dopuszczeniem Kozaków do swego stanu, a „rusińskich” biskupów prawosławnych do Senatu na równi z katolickimi. Tam tkwią korzenie nacjonalizmów i to dziedzictwo trzeba przede wszystkim przepracować.

Żal byłoby oddać Braunowi przed przyszłorocznymi wyborami tak pięknie rozhulane nastroje antyukraińskie

Nawet miano „Ukraina” trafiło do potocznej polszczyzny dopiero po wojnie, a o jej mieszkańcach powiadano jak w tytule. Jeszcze na Wołyniu mordowali nas Rusini. Czy potrafimy od tego się wyzwolić? Owszem, ale pod warunkiem, że – niezależnie jak nas denerwują Ukraińcy – pojmiemy, że tylko dzięki ich bohaterskiej walce z Rosją, my sami nie musimy iść na front.