Z tego artykułu się dowiesz:
- Dlaczego Władimir Putin przesuwa termin zakończenia wojny i jaką datę uznaje za ostateczną.
- Jak wygląda ukryta kontrofensywa Kijowa i dlaczego rosyjskie natarcie wyraźnie zwalnia.
- Jaką rolę odgrywa nowa linia fortyfikacji i w jaki sposób drony zmieniają oblicze konfliktu.
- Z jakimi problemami kadrowymi mierzy się rosyjska armia i czy Rosji grozi kolejna mobilizacja.
– Jeśli porównywać szybkość posuwania się rosyjskiej armii (na froncie) z tym, co było rok temu albo wcześniej, to zmniejszyła się gdzieś tak dziesięciokrotnie. Albo i więcej. W gruncie rzeczy, na kierunku Konstantyniwki i Łymanu niszczone są strategiczne zasoby (rosyjskiej armii) – sądzi ukraiński analityk wojskowy Pawło Łakijczuk.
Rosyjska armia pełznie do przodu, ale Ukraina cały czas się broni. Nie ma mowy o jakimkolwiek załamaniu (czy nawet przełamaniu) frontu. Ale Rosjanie nadal chcą podbić ostatnią doniecką aglomerację utrzymywaną przez Ukrainę (Słowiańsk i Kramatorsk), nie wiadomo tylko kiedy i jakim wysiłkiem. Początkowo zachodni analitycy mówili, że uda im się to do jesieni, teraz nie są pewni, czy Putin zdobędzie je nawet do końca roku.
Czytaj więcej
Ukraina i Iran zapewniły się nawzajem, że nie chcą eskalacji. Ale nad Odessą zawisła groźba ataku irańskimi rakietami balistycznymi
„Oczywiście Putin wciąż zdaje się wierzyć, że jego armia zdoła przejąć pełną kontrolę nad obwodem donieckim, ale jego generałowie wciąż obawiają się konsekwencji powiedzenia mu, że jest to niemożliwe” – napisał jednak w anglojęzycznym „Kyiv Independent” były premier Szwecji Carl Bildt.
Ukraina prowadzi potajemną kontrofensywę na zaporoskich stepach
– Ukraińcy wygrywają. Co ważniejsze, wiedzą o tym – opisuje z kolei amerykańska analityczka Leslie Shedd z Atlantic Council swoje wrażenia z podróży na południe kraju, w pobliżu frontu. Jej uwaga nie dotyczy jednak obwodu donieckiego, lecz zaporoskich stepów. W okolicach Orechowa i Hulajpola ukraińskie oddziały posuwają się do przodu. Trudno jednak zorientować się, jak tam wygląda sytuacja, bowiem ukraiński sztab generalny wywarł presję na najważniejsze, niezależne grupy analityczne, by nie podawały dokładnego położenia wojsk.
Ofiarą tych zabiegów padli Rosjanie, uważnie obserwujący takie informacje z ukraińskiej strony. „Posłali nas na zwiad do wioski, ale cztery kilometry przed nią wpadliśmy na wroga, nikt się go tam nie spodziewał. Nasi dowódcy uważali, że są znacznie dalej, aż za wioską” – skarżyli się w internecie.
Czytaj więcej
Wojska Ukrainy zaatakowały w nocy z 28 na 29 lipca rafinerię w Riazaniu w Rosji oraz kilka rosyjskich obiektów wojskowych, w tym bazę kutrów na oku...
– Już pod dowództwem (nowego szefa sztabu generalnego) Mychajły Drapatego przesunęliśmy się tam na jakieś 25 kilometrów. Na obecnym etapie wojny to bardzo duża odległość. W ciągu lipca wyzwoliliśmy tyle terytorium (w obwodzie zaporoskim i dniepropietrowskim – red.), ile wrogowi udało się podbić. Mamy z nimi taki parytet, a mierzy się on 25-30 kilometrami – mówi ukraiński ekspert Ołeksij Hetman.
Ukraina zbudowała nową linię fortyfikacji. A Władimir Putin liczy się z wojną jeszcze przez trzy lata
Zachodni analitycy wskazują dodatkowo, że na zapleczu uporczywie broniącej się armii zbudowano w całym kraju ponad 3,5 tys. km fortyfikacji. „Wraz z zakończeniem dużych prac fortyfikacyjnych w obwodach zaporoskim i dniepropietrowskim, Ukrainie udało się doprowadzić do końca prace na głównym kierunku walk. Teraz linia frontu jest mniej więcej 15 kilometrów od Nowej Linii Donbaskiej, nowych fortyfikacji, które zastąpiły poprzednie” – opisał jeden z nich. Rosyjskie wojska w trzech miejscach dotarły do tej Linii, ale w dwóch z nich fortyfikacje stały się podstawą do kontrataków (w okolicach Nowopawliwki i Dobropilia, w zaporoskich stepach). A w trzecim powstrzymały ataki.
„Generalnie na froncie wschodnim i południowym nie ma miejsca na jakikolwiek manewr głębiej niż 10 kilometrów od obecnej linii frontu. To jest mniej więcej tyle terytorium, ile Ukraina godzi się utracić, jeśli wojna potrwa dłużej niż do 2028 r.” – dodał. Ale jednocześnie Ukraińcy zbudowali fortyfikacje wokół dużych miast dalej od frontu, jak Zaporoże i Dnipro.
Tymczasem Putin godzi się na coraz większe wydłużenie konfliktu. Występując w ubiegłym tygodniu przed deputowanymi, powiedział, że wydatki wojskowe pozostaną priorytetem na trzy lata – czyli, że gotów jest prowadzić wojnę z Ukrainą do końca 2029 r. Wcześniej, w 2023 r., miał powiedzieć chińskiemu przywódcy Xi Jinpingowi, że wojna potrwa pięć lat – do 2028 r.. Wyraźnie chce uniknąć granicznej daty 2030 r., kiedy będą kolejne wybory prezydenckie w Rosji.
Czytaj więcej
Jewhenij Chmara, nowy minister obrony Ukrainy, udzielił wywiadu amerykańskiej prawicowej blogerce Laurze Loomer w czasie jej wizyty w Kijowie. Chma...
Jeszcze jednak w maju rosyjski lider gotów był zakończyć wojnę do końca obecnego roku. Prawdopodobnie sądził, że do tego czasu podbije resztę obwodu donieckiego. Ale od razu zastrzegał się, że będzie żądał od Ukrainy formalnego uznania swych podbojów, a także rezygnacji z członkostwa w NATO (nawet szerzej – całej prozachodniej polityki). Jednak by Kijów zgodził się na te warunki, ukraińska armia musiałaby zostać rozbita, a nic nie wskazuje, by miało do tego dojść.
Rosyjskiej armii brakuje ludzi i przegrywa wyścig technologiczny z Ukraińcami
Obecnie to rosyjska armia ma kłopoty, których na razie nie potrafi rozwiązać. – Wojna stała się tańsza – mówi jeden z ukraińskich wojskowych analityków, wskazując na główną obecnie przewagę Kijowa. Do atakowania celów na rosyjskim zapleczu Ukraińcy używają dronów – tanich w porównaniu z rakietami, które dotychczas były potrzebne do tego i których cały czas używa Rosja.
Czytaj więcej
Pilne potrzeby wojskowe Ukrainy związane z trwającą wojną z Rosją mają być sfinansowane z wypłaconych właśnie przez Komisję Europejską 3,47 mld eur...
Jednocześnie w ostatnim kwartale ubiegłego roku załamał się nabór do rosyjskiej armii. Liczba chętnych do walki z Ukrainą spadła półtorakrotnie. W Moskwie gęstnieje od plotek, że Putin w końcu zdecyduje się na ogłoszenie kolejnej fali mobilizacji. Mimo że taka decyzja jest ogromnie niepopularna w rosyjskim społeczeństwie, a zaufanie do przywódcy Rosji spada i bez przymusowego poboru. Taka decyzja jest jednak tym prawdopodobniejsza, że obecnie odnotowano ogromny popyt na rynku na specjalistów ds. ewidencji mobilizacyjnej. Państwowe instytucje, firmy prywatne i koncerny państwowe gwałtownie poszukują ludzi do zapełnienia ponad 2,5 tys. wakatów.
Plotkom postanowił zaprzeczyć były prezydent Dmitrij Miedwiediew, formalny lider rządzącej partii Jedna Rosja, która nadal będzie rządzić po wrześniowych wyborach do parlamentu. Zaplątał się jednak we własnych kłamstwach. Powiedział m.in., że w pierwszym półroczu do wojska powołano 40 tys. operatorów dronów. Ale wcześniej jeden z rosyjskich wiceministrów obrony skarżył się, że udało się przeszkolić tylko osiem tysięcy takich żołnierzy.
Analitycy zaczęli podejrzewać, że brakujące 32 tys. ludzi zamiast uczyć na operatorów dronów skierowano po prostu do piechoty, do niekończących się, krwawych szturmów w obwodzie donieckim. Tak desperacki ruch świadczyłby o bardzo dużych brakach w rosyjskich wojskach w Ukrainie.