Do pierwszej edycji tegorocznego Lekarskiego Egzaminu Weryfikacyjnego (odbył się 26 maja) przystąpiło 92 lekarzy z Białorusi, 89 z Ukrainy i 28 Polaków, którzy zdobyli dyplom poza granicami Unii Europejskiej. Zdało go 28 Białorusinów, 12 Ukraińców i 2 Polaków. Wśród piszących znaleźli się też pojedynczy przedstawiciele innych narodowości, w tym 4 Rosjan (wszyscy oblali).
W Polsce obowiązuje pruski model edukacji lekarzy
– Wyniki egzaminów są co roku słabe i nic się w tej kwestii nie zmienia – mówi lekarz anestezjolog Damian Patecki, koordynator działu kształcenia Centralnego Ośrodka Badań, Innowacji i Kształcenia Naczelnej Izby Lekarskiej. Tłumaczy, że to efekt różnic w poziomie kształcenia i wiedzy. – Jeśli chodzi o edukację lekarzy, mamy system bardzo mocno osadzony w tradycji niemieckiej – w pewnym sensie bardziej niemiecki niż ten funkcjonujący obecnie w samych Niemczech. To pruska szkoła ze wszystkimi jej zaletami i wadami – bardzo dokładna pod względem procedur, dokumentowania i spełniania określonych wymogów, bez miejsca na uznaniowość – wyjaśnia.
Lekarski Egzamin Weryfikacyjny w latach 2021-2026
Założenie jest takie, że lekarz specjalista to osoba pracująca samodzielnie, posiadająca rozległą wiedzę i zdolna – na wzór dawnych mistrzów cechowych – do szkolenia innych lekarzy. Powinna reprezentować określony poziom wiedzy i umiejętności, który następnie doskonali przez całe życie zawodowe. – Ukraiński system szkolenia lekarzy jest bardziej postradziecki – mówi Patecki.
Lekarski Egzamin Weryfikacyjny składa się z dwustu pytań testowych jednokrotnego wyboru. Żeby zdać, trzeba zdobyć co najmniej 60 proc. punktów. A zdawalność jest niska – wynika z danych przygotowanych dla „Rzeczpospolitej”
Lekarski Egzamin Weryfikacyjny (LEW) muszą zdać medycy spoza Unii Europejskiej, którzy chcą pracować w Polsce, również po tym, jak wygaśnie ich warunkowe prawo wykonywania zawodu (PWZ). Lekarze z Ukrainy i Białorusi mogli je otrzymać w ramach trybów uproszczonych, jakie Ministerstwo Zdrowia otworzyło w 2020 r. dla lekarzy spoza UE w związku z epidemią Covid-19. Pierwszy z trybów zakładał przyznanie PWZ na okres pięciu lat i został wygaszony 24 października 2024 r. Drugi – ze zgodą ministra zdrowia na pracę w określonym czasie i miejscu – ma zostać zlikwidowany z końcem tego roku, co przewiduje ministerialny projekt nowelizacji przepisów o kształceniu lekarzy.
Czytaj więcej
Od 1 maja wygasiliśmy warunkowe prawo wykonywania zawodu 146 lekarzom spoza UE. Jeżeli ktoś nie umie mówić po polsku, nie powinien pracować w Polsc...
LEW składa się z dwustu pytań testowych jednokrotnego wyboru. Żeby zdać, trzeba zdobyć co najmniej 60 proc. punktów. A zdawalność jest niska, począwszy od 2021 r., kiedy egzamin zaczął być organizowany – w sesji wiosennej i jesiennej; obywatele Białorusi przystąpili do niego 1925 razy, z czego jedynie 280 osób zdało (14,5 proc.), zaś Ukraińcy – 1928 razy, a zdało 165 osób (8,5 proc.). Polacy, którzy przywieźli dyplom spoza UE pisali test 279 razy – zdał co dziesiąty (26 osób) – wynika z danych Centrum Egzaminów Medycznych przygotowanych dla „Rzeczpospolitej”.
W tegorocznej wiosennej edycji egzaminu mediana w przypadku Białorusinów wyniosła 107 punktów, Ukraińców – 99 punktów, a Polaków – 87 punktów.
Internatura i rezydentura, czyli jak wygląda porównanie systemu polskiego i ukraińskiego
Alternatywą dla Lekarskiego Egzaminu Weryfikacyjnego jest uznanie dyplomu na drodze nostryfikacji. Jeżeli uczelnia medyczna stwierdzi różnice w programie studiów, kieruje lekarza na egzamin nostryfikacyjny.
Taką ścieżkę przeszedł Igor Gumienny, lekarz z Ukrainy w trakcie specjalizacji z kardiochirurgii w Polsce. Na co dzień pracuje w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, gdzie w ubiegłym roku brał udział w drugim w historii polskiej medycyny jednoczasowym przeszczepieniu płuc i wątroby. Jak wskazuje Gumienny, nostryfikacja na uczelniach medycznych jest nie tylko trudniejsza od Lekarskiego Egzaminu Końcowego (LEK), ale również kosztowna – każde podejście do egzaminu nostryfikacyjnego to wydatek rzędu 5 tys. zł. Lekarz musi też zdać egzamin językowy w Naczelnej Izbie Lekarskiej, który składa się z dyktanda z języka medycznego i z części ustnej. Później lekarz z uznanym dyplomem musi odbyć staż podyplomowy, ale w przypadku osób, które otrzymały prawo wykonywania zawodu w Polsce w trybie uproszczonym i pracują w szpitalu, do stażu wlicza się ten okres zatrudnienia. Na końcu trzeba zdać LEK.
Czytaj więcej
Krótszy o połowę staż podyplomowy i trudniejsze egzaminy lekarskie - to zmiany w ustawie o zawodzie lekarza, które proponuje resort zdrowia. Projek...
– Podchodziłem do egzaminów łącznie osiem razy. Trzy razy robiłem podejście do dyktanda w Naczelnej Izbie Lekarskiej i trzy razy do egzaminu medycznego w ramach nostryfikacji. Później od razu zdałem Lekarski Egzamin Końcowy i na tej podstawie uznano mój dyplom – mówi Gumienny.
Sytuacja staje się jeszcze bardziej złożona na etapie uznawania specjalizacji. Systemy kształcenia w obu krajach różnią się od siebie. Dla przykładu ukraińska „internatura” – czyli polska rezydentura – w dziedzinie chirurgii trwa zazwyczaj 3 lata. Nad Wisłą to 5 lat.
– W Polsce lekarze w wieku trzydziestu kilku lat mają zazwyczaj jedną specjalizację; na Ukrainie – cztery – zauważa Patecki. Jak dodaje, nie są to specjalizacje w rozumieniu systemu europejskiego, gdzie lekarz najpierw musi odbyć staż, a następnie rozpocząć szkolenie specjalizacyjne, zdać egzamin i przedstawić dokumentację potwierdzającą wykonanie kilku tysięcy procedur.
Jak tłumaczy Gumienny, polskie komisje skrupulatnie porównują programy nauczania, liczbę godzin wykładów oraz – co najważniejsze – liczbę i rodzaj wykonanych samodzielnie zabiegów. W przypadku stwierdzenia różnic, lekarz może zostać skierowany na dodatkowy staż uzupełniający w polskich klinikach trwający zazwyczaj od roku do dwóch lat.
– W Ukrainie jako lekarz mam cztery specjalizacje – z chirurgii ogólnej, torakochirurgii, bo pracowałem jako torakochirurg siedem lat, kardiochirurgii, w której pracowałem sześć lat i transplantologii, bo pracowałem dwa lata jako kardiochirurg-transplantolog. Teraz w Polsce jestem w trakcie potwierdzania specjalizacji – mówi lekarz.
Choć systematyczne doszkalanie młodych lekarzy bezpośrednio po studiach jest jego zdaniem zasadne, to obecny system weryfikacji umiejętności lekarzy z Ukrainy bywa w ocenie Gumiennego niezwykle frustrujący, szczególnie gdy dotyczy dojrzałych specjalistów, którzy przyjeżdżają do Polski w wieku około 40 lat. – Taki człowiek nie jest początkującym lekarzem, ale ukształtowanym ekspertem z doświadczeniem zawodowym, który w swoim kraju przeprowadził setki skomplikowanych operacji i posiada często kilka specjalizacji – mówi.
– Istnieje prawo, którego przestrzegamy, dlatego ostateczna decyzja należy do komisji, która się zajmuje uznaniem specjalizacji – dodaje.
441 medyków straciło Prawo Wykonywania Zawodu
– Pracuję z lekarzami z Ukrainy i są to świetni specjaliści, ale są to osoby, które przeszły pełną ścieżkę: nostryfikowały dyplom, bez problemu zdałyby lekarski egzamin weryfikacyjny, ukończyły specjalizację w Polsce i biegle posługują się językiem polskim. Nie chodzi więc o żadne uprzedzenia, lecz o kompetencje. Właśnie temu służy nasz pruski model edukacji – wymuszaniu wysokiego poziomu kompetencji – komentuje Patecki.
W czwartek prezydent Karol Nawrocki zawetował regulację, która miała wydłużyć o rok – do 1 maja 2027 r. – termin na złożenie certyfikatu językowego na poziomie B1 przez lekarzy spoza UE, którzy wykonują zawód na terenie Polski w ramach trybu uproszczonego. Chodzi o poprawkę do ustawy zgłoszoną pod koniec kwietnia przez posła KO, lekarza chirurga i dyrektora Szpitala w Łęcznej Krzysztofa Bojarskiego, która w maju została uchwalona przez Sejm i Senat.
Czytaj więcej
Od 1 maja okręgowe izby lekarskie wygasiły warunkowe prawo wykonywania zawodu 207 lekarzom spoza UE, którzy nie przedstawili certyfikatu znajomości...
Przepis wzbudził zastrzeżenia samorządu lekarskiego, który począwszy od 1 maja, zaczął wygaszać warunkowe prawa wykonywania zawodu (PWZ) lekarzom, którzy nie dostarczyli na czas certyfikatu potwierdzającego znajomość języka polskiego. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej udostępnionych „Rzeczpospolitej”, do 11 czerwca okręgowe izby lekarskie pozbawiły prawa wykonywania zawodu 441 medyków spoza UE.
Najwięcej PWZ-ów wygasiła Dolnośląska Izba Lekarska we Wrocławiu – 129, Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie – 99, Warmińsko-Mazurska Izba Lekarska – 52 oraz Wielkopolska Izba Lekarska – 42. Teraz izby lekarskie będą mogły kontynuować wygaszanie PWZ-ów. Z szacunków Naczelnej Izby Lekarskiej, przytoczonych przez RMF24.pl, wynika że prawo wykonywania zawodu może utracić jeszcze ok. 800 lekarzy. Część okręgowych izb lekarskich akceptowała certyfikaty językowe wystawione po 1 maja, jeśli lekarz zdawał egzamin przed tą datą; inne wzywały do uzupełnienia brakującego dokumentu.
Po tym, jak prezydent zawetował prawo do wykonywania zawodu lekarzy bez znajomości języka polskiego, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski skierował do minister zdrowia pismo – datowane na 12 czerwca – w którym „prosi o wyjaśnienie treści Komunikatu Ministerstwa Zdrowia z 30 kwietnia 2026 r. (…), w którym zachęcano samorząd lekarski do nieprzestrzegania obowiązujących przepisów oraz dalszych działań Ministerstwa Zdrowia polegających na złożeniu przez Ministerstwo Zdrowia zawiadomienia o popełnieniu przez lekarski samorząd zawodowy przestępstwa”.
Jak informował na początku czerwca dziennikarz RMF FM Michał Dobrołowicz, Naczelna Izba Lekarska otrzymała prośbę o wyjaśnienia od Prokuratury Okręgowej w Warszawie w związku z odbieraniem PWZ-ów obywatelom Ukrainy, którzy nie znają języka polskiego.