Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaką rolę w uwolnieniu Andrzeja Poczobuta odegrały Stany Zjednoczone.
  • Dlaczego jego zapowiedziany powrót do ojczyzny będzie politycznym testem dla reżimu Łukaszenki.
  • Jaka jest prawdziwa natura białoruskiego reżimu i jego nierozerwalnych więzi z Moskwą.
  • Gdzie leży klucz do politycznych zmian na Białorusi i jaką rolę odgrywa w tym wojna w Ukrainie.

– Moja walka trwa nadal. Wrócę na Białoruś – zapowiedział gość programu, deklarując powrót już we wrześniu, tuż przed zjazdem Związku Polaków na Białorusi. Rozmówca podkreślił, że nie zamierza rezygnować z obrony praw polskiej mniejszości.

Reklama
Reklama

Andrzej Poczobut: Amerykanie dali mi paszport, we wrześniu wracam na Białoruś

Andrzej Poczobut, pytany o kulisy swojego uwolnienia, podkreślił rolę amerykańskiej administracji. Rozmówca Jacka Nizinkiewicza ujawnił, że jego wyjście na wolność było jednym z pierwszych efektów zakulisowych kontaktów na linii Waszyngton–Mińsk. Udział Amerykanów przesądził właśnie o tym, że w takiej formie to się odbyło – wyjaśnił Poczobut. Przyznał jednocześnie, że pojawiały się obawy, czy przyjmie wolność, jeśli warunkiem będzie banicja. – Ja na pewno nie chciałem odsiedzieć całego wyroku. Ja jedynie nie chciałem opuszczać Białorusi. I właśnie po włączeniu się w pertraktacje Amerykanów pojawiło się rozwiązanie, że oni dają mi paszport i że chociaż formalnie opuszczam Białoruś, to w każdej chwili będę mógł wrócić – tłumaczył.

Czytaj więcej

Senat porzuca polskie media na Wschodzie. Praprawnuk Mickiewicza: dla nas to wyrok śmierci

– Mnie się wydaje, że ja realistycznie patrzę na sytuację i że mój powrót wcale nie musi oznaczać ponownego aresztowania – stwierdził Poczobut, oceniając, że władze w Mińsku ostatecznie zrezygnowały z planu całkowitego zniszczenia Związku Polaków, gdy drugi szereg działaczy nie przestraszył się represji i kontynuował pracę. – W pewnym momencie władze zrobiły krok do tyłu – dodał.

Dziennikarz opowiedział także o próbach złamania go w kolonii karnej, gdzie oczekiwano od niego przyznania się do winy i prośby o ułaskawienie. – Szukano słabego punktu, na który można byłoby nacisnąć. To się nie udało – mówił. Pytany o to, co trzymało go przy życiu w świecie, w którym celowo wytwarzano atmosferę strachu, wskazał na wiarę. – Jeżeli człowiek jest wierzący, ma nadzieję, że jednak istnieje nie tylko tu i teraz, a jest jeszcze tam – wyznał. Podkreślił też zasadę przetrwania w łagrze: – Nie należy pokazywać, że się boisz. Jeżeli będziesz pokazywać strach, to właśnie ten scenariusz, którego się obawiasz, będzie realizowany wobec ciebie.

Czytaj więcej

Śmierć polskiego żołnierza na granicy. Zabójca Mateusza Sitka ukrywa się na Białorusi

„Represje Łukaszenki to dowód słabości, a nie siły”

Gość programu „Rzecz o polityce” odniósł się do obecnej kondycji reżimu w Mińsku. – Silny jest polityk, który nie musi stosować przemocy, żeby przekonać do czegoś społeczeństwo. A jeżeli stosuje siłę, to świadczy o słabości. Im więcej jest represji, tym słabszy polityk – ocenił Poczobut.

Wskazał również, że zachodnie próby „odciągania” Łukaszenki od Moskwy, podejmowane w przeszłości przez różne polskie rządy, były podszyte iluzją. – W tym było wiele naiwności. Aleksandr Łukaszenka jest wyznawcą teorii zachodniego rusizmu. On wprost mówi, że Białorusini to są Rosjanie lepszej jakości, a Moskwa to jego stolica – przypomniał.

Pytany o szanse na przebudzenie białoruskiego społeczeństwa, działacz mniejszości polskiej zauważył, że klucz do wolności Mińska leży w problemach wewnętrznych Kremla.

– W obecnej sytuacji nie widzę możliwości, aby społeczeństwo białoruskie zabrało głos. Ale to się zmieni, gdy presja rosyjska na kraje ościenne osłabnie. Kryzysem dla Rosji byłaby bez wątpienia przegrana z Ukrainą – ocenił publicysta.

Czytaj więcej

Kreml chciał ogłosić „porażkę” Paszyniana. Tak rosyjskie media relacjonowały wybory w Armenii

Andrzej Poczobut: Jestem dziennikarzem, nie politykiem

Poczobut odrzucił pojawiające się porównania jego postawy do historii rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. – To nadużycie. Nawalny był politykiem, miał ambicję zostać przywódcą Rosji. Ja natomiast jestem dziennikarzem i liderem mniejszości narodowej. My nie walczymy o władzę, walczymy o Polaków i historię Polski na Białorusi. Mniejszość nie ma ambicji ani siły, by narzucić większości swój punkt widzenia – stwierdził. Zaprzeczył też, by miał jakiekolwiek ambicje polityczne lub zamiar startu w wyborach.

Pytany o zmęczenie części polskiego społeczeństwa kosztami pomocy Kijowowi, Poczobut wskazał na polski interes niepodległej Ukrainy. – Zmęczenie nie ma nic do rzeczy. To jest po prostu fakt i to należy przyjąć, że walcząca Ukraina to jest kwestia bezpieczeństwa państwa polskiego i Unii Europejskiej. Zmęczenie wojną panuje i w rosyjskim społeczeństwie, i na Białorusi. Myślę, że to jest naturalne.

Ostrzegł również przed uleganiem nastrojom antyukraińskim czy antylitewskim w Polsce, wskazując, że tarcia te są paliwem dla kremlowskiej propagandy. – To znana od stuleci strategia Rosji: skłócać narody Europy Wschodniej, by nie przeciwstawiły się jej jednym frontem – podsumował Andrzej Poczobut.