Tysiące alianckich jeńców wojennych oraz azjatyckich robotników pracowało przy budowie linii kolejowej, stanowiącej strategiczny szlak zaopatrzeniowy dla japońskich wojsk okupacyjnych w Azji Południowo-Wschodniej. Wielu z nich nie przeżyło niewolniczej pracy w ekstremalnie trudnych warunkach.
Tajlandzki Urząd ds. Wytwarzania Energii Elektrycznej niedawno obniżył poziom wody w zbiorniku przy zaporze Vajiralongkorn w związku z pracami konserwacyjnymi. Dzięki temu spod wody wyłoniła się dawna stacja kolejowa. Historycy wykorzystują tę rzadką okazję do poszukiwania artefaktów i weryfikacji szczegółów dotyczących funkcjonowania stacji.
Na badania pozostało jednak niewiele czasu. Prace przy zaporze mają zakończyć się w sierpniu, a zbliżająca się pora deszczowa może doprowadzić do ponownego napełnienia zbiornika.
Stacja Nithe w Tajlandii odsłonięta po obniżeniu poziomu wody w zbiorniku Vajiralongkorn
Nithe była jedną z głównych stacji na 415-kilometrowej linii kolejowej łączącej Tajlandię, wówczas znaną jako Syjam, z Birmą, czyli dzisiejszą Mjanmą.
Trasę budowało około 60 tys. alianckich jeńców wojennych, głównie z Australii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz Holenderskich Indii Wschodnich, czyli dzisiejszej Indonezji. Oprócz nich do pracy zmuszono setki tysięcy azjatyckich robotników określanych przez Japończyków mianem „rōmusha”.
Czytaj więcej
Na dnie Morza Karaibskiego w pobliżu Bahamów odnaleziono wraki sześciu pirackich statków, z których trzy pochodzą z przełomu XVII i XVIII wieku – „...
Szacuje się, że podczas budowy zginęło ponad 12,5 tys. jeńców wojennych oraz około 75 tys. robotników cywilnych. Tragiczny bilans sprawił, że linia zyskała powszechnie używany przydomek „Kolei Śmierci”.
Historia tej trasy stała się inspiracją dla wielu dzieł kultury. Kolej została rozsławiona przez film „Most na rzece Kwai” z 1957 r., pojawiła się także w filmie „Człowiek z kolei” z 2013 r. Była również centralnym motywem nagradzanej powieści „Wąska droga na głęboką północ”, która doczekała się ekranizacji w formie miniserialu z 2025 r. z udziałem Jacoba Elordiego.
Badania stacji Nithe na trasie „Kolei Śmierci”. Historycy dokumentują znaleziska
Niezależny australijski badacz Martyn Fryer przyleciał do Tajlandii z Perth, aby zobaczyć odsłonięte pozostałości stacji. Jego dziadek zmarł jako jeniec wojenny pracujący przy budowie kolei po tym, jak został pojmany przez Japończyków w Singapurze w 1942 r.
Badacz przemierzał błotniste tereny wokół stacji w temperaturze sięgającej 38 stopni Celsjusza.
– Chciałem zrozumieć, przez co przeszli ci ludzie, i lepiej poznać teren, na którym przyszło im pracować – powiedział.
Fryer, autor książki „From the Woodlands to the Jungle”, wykorzystał wykrywacz metalu do badania dawnych nasypów kolejowych. Odkrył między innymi żelazne kolce, elementy mostów oraz inne artefakty pochodzące z okresu wojny.
Czytaj więcej
Dwanaście tysięcy lat temu mieszkańcy terenów dzisiejszej południowo-wschodniej Turcji gromadzili się, budowali duże konstrukcje, rzeźbili kamienne...
Jak przyznał, odwiedzał stację Nithe już wcześniej, jednak poziom wody nigdy nie był na tyle niski, by można było dokładnie zbadać zachowaną infrastrukturę i układ torowiska.
W poszukiwaniu dawnych obozów jenieckich Fryer porównywał wojenne zdjęcia lotnicze przechowywane w Archiwum Narodowym w Londynie z ręcznie sporządzonymi mapami dostarczonymi przez Andrew Snowa z Centrum Kolejowego Tajlandia–Birma.
Podobnie jak Fryer, również Snow ma osobisty związek z historią kolei – jego ojciec został pojmany w Singapurze i zmuszony do pracy przy budowie linii.
Hellfire Pass w Tajlandii. Miejsce pamięci ofiar budowy „Kolei Śmierci”
Około 100 kilometrów na południowy zachód od Nithe znajduje się Hellfire Pass – jeden z najbardziej znanych i najtrudniejszych odcinków „Kolei Śmierci”. Setki jeńców wojennych straciły tam życie podczas wykuwania przejścia przez skaliste wzgórza.
Działające w tym miejscu Centrum Interpretacyjne Hellfire Pass, finansowane przez rząd Australii, odwiedziło w ubiegłym roku rekordowe 169 tys. osób. Wizyty zbiegły się z obchodami 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej.
– Z biegiem czasu miejsca takie jak Hellfire Pass stają się jeszcze ważniejsze. Pozwalają zachować osobiste historie uczestników tamtych wydarzeń i pomagają kolejnym pokoleniom zrozumieć prawdziwe koszty wojny – powiedział Mick Clarke.
Według australijskiego Departamentu Spraw Weteranów podczas wojny do niewoli trafiło około 22 tys. Australijczyków. Około 13 tys. z nich pracowało przy budowie „Kolei Śmierci”, a blisko 2,8 tys. zginęło.
– Dla wielu Australijczyków Hellfire Pass ma bardzo osobisty wymiar. To miejsce, które łączy rodziny i całe państwo z trudnym, ale niezwykle ważnym rozdziałem historii wojny – podkreślił Clarke.