Charakterystyczny dla zachodniej demokracji dwupartyjny duopol rozpada się na naszych oczach. Przez dekady po II wojnie światowej w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Francji umiarkowana centroprawica i socjaldemokratyczna centrolewica potrafiły łącznie zdobywać ponad 80 proc. głosów i wymieniać się władzą.

Reklama
Reklama

W Niemczech mamy dwóch kolejnych słabych kanclerzy, a we Francji – najbardziej rozdrobniony parlament od lat 50. i kolejne upadające rządy. W Wielkiej Brytanii – niegdyś wzorcowym systemie dwupartyjnym – rośnie znaczenie mniejszych partii.

Czytaj więcej

Piotr Zaremba: Boję się żelaznej kurtyny w relacjach z Ukrainą i Ukraińcami

Najstabilniejsze rządy to gabinet Giorgii Meloni we Włoszech oraz mniejszościowy rząd Pedra Sáncheza w Hiszpanii – funkcjonujący od lat bez trwałej większości, a od trzech lat także bez uchwalonego budżetu.

Zdaniem Kity polityczne rozdrobnienie odzwierciedla głębszy proces: fragmentaryzację społeczeństw i rozpad instytucji, które niegdyś organizowały życie zbiorowe. Tradycyjne partie stały się przy tym partiami starzejących się elektoratów – zjawisko to widać we wszystkich dużych państwach Zachodu.

Kryzys reprezentatywności

Kluczowym problemem jest dziś reprezentatywność. Partie takie jak brytyjska Partia Pracy, które historycznie wyrażały interesy związków zawodowych i klasy robotniczej, robią to w znacznie mniejszym stopniu. Ponadto osłabł Kościół i organizacje religijne, będące niegdyś zapleczem chadecji i partii konserwatywnych.

Czytaj więcej

Gen. Grzegorz Gielerak: Tych dziesięć minut decyduje o przeżyciu podczas wojny

Zmienił się także charakter samych partii: z masowych organizacji liczących setki tysięcy członków przekształciły się w znacznie węższe struktury. W efekcie coraz więcej obywateli ma poczucie, że ich głos niewiele znaczy. Równolegle zmienia się stosunek wyborców do polityków. Kita przyznaje, że obecnie możemy uznawać polityka za nieuczciwego, a i tak nie przeszkadza to nam na niego zagłosować.

Erozja polskiego proamerykanizmu

Wniosek Kity jest jednoznaczny: Trump nie prowadzi systemowego, finansowego ani politycznego wsparcia dla ideowo pokrewnych ruchów w Europie. – Nie ma żadnego przemyślanego sojuszu w obronie cywilizacji – mówił. Stany Zjednoczone traktują Europę przede wszystkim jako zbiór państw, wobec których realizują własne interesy ekonomiczne, militarne i polityczne, niezależnie od tego, kto sprawuje w nich władzę.

Ponadto polityka Trumpa przyspiesza erozję przekonania o wspólnocie wartości między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Przez lata Polacy należeli do najbardziej proamerykańskich społeczeństw w Europie, co wzmacniała wiara w zbieżność interesów Polski z zachodnim uniwersalizmem reprezentowanym przez USA.

Czytaj więcej

Polacy zmieniają nastawienie do pracy. Przepracowanie przestało być modne

Dziś – argumentował Kita – Ameryka nie kieruje się już ani liberalno-postępową, ani konserwatywno-reaganowską wersją tej misji. To sprzyja przechodzeniu do bardziej pragmatycznego myślenia w kategoriach interesu narodowego, niekiedy popadającego w skrajność resentymentu.

Problemy partii alternatywnych

Najgłębszym wyzwaniem dla nowych ruchów politycznych pozostaje sprawczość. Partie alternatywne stosunkowo łatwo zdobywają poparcie jako siły protestu, znacznie trudniej jednak radzą sobie z rządzeniem. Dopóki nie ponoszą odpowiedzialności za władzę, ich notowania rosną; spadek przychodzi dopiero wtedy, gdy nie są w stanie spełnić swych obietnic, dzięki którym doszły do władzy.

Wówczas – ostrzegał Kita – możliwe są dalsze napięcia: radykalizacja sceny politycznej, spadek frekwencji podczas wyborów, ucieczka obywateli do sfery prywatnej i internetu, a nawet wzrost przemocy politycznej, jeśli państwo zacznie tracić monopol na jej użycie w przestrzeni publicznej.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: A może obiecać Polakom referendum w sprawie Ukrainy w UE

Dawana demokracja już nie wróci

Pytany o przyszłość demokracji liberalnej, Kita przekonywał, że nie ma powrotu do dawnego status quo – do szerokiego konsensusu wokół reguł politycznej gry, które akceptowali wszyscy. Wskazywał, że współcześnie w wielu krajach fundamentalne kwestie światopoglądowe były rozstrzygane poza procesem demokratycznym: przez sądy lub trybunały, niekiedy wbrew wynikom referendów.

To – jego zdaniem – podkopuje zaufanie do instytucji, które powinny gwarantować stabilność, a więc przede wszystkim do sądów, w bezstronność których nie może wątpić społeczeństwo.

Kluczowe zatem jest odbudowanie instytucji pośredniczących i realnych wspólnot: rodzin, społeczności lokalnych i oddolnych organizacji. To ich erozja, dodatkowo przyspieszana przez media społecznościowe, w największym stopniu napędza dzisiejszy chaos.