Zacząłem sam sobie ograniczać pracę, gdy obserwowałem ciała moich klientów – opowiada mi fizjoterapeuta, który trzy razy w tygodniu przyjeżdża do biurowca na warszawskiej Woli, w biznesowym zagłębiu stolicy, by wykonać masaż pracownikom tutejszych korporacji. – W ich ciałach widzę napięcia i skurcze, które są efektem stresu i przepracowania. To najlepsza motywacja, by sobie stawiać granice i dbać o siebie – tłumaczy.
Jego klienci najwyraźniej jeszcze pracują po staremu, do upadłego, ale być może i oni w końcu odpuszczą. Bo przepracowanie przestaje być modne, co świetnie oddaje hasło „Busy is new stupid”. To sformułowanie – skrótowo ujmujące przekonanie, że bycie stale zajętym jest współczesnym przejawem głupoty – przypisuje się legendarnemu amerykańskiemu inwestorowi Warrenowi Buffettowi. W tym ujęciu bycie zapracowanym nie jest, inaczej niż do niedawna, powodem do dumy. A czym jest? Być może oznaką złego zarządzania czasem i problemu z wyznaczaniem sobie priorytetów.