Lektura rządowych planów ułatwienia życia przedsiębiorcom, których dotyka kryzys wywołany pandemią, dostarcza niezapomnianych wrażeń. Dopiero teraz pojawiają się podstawy prawne działań prowadzonych już od dłuższego czasu przez państwo. Rozwiązania dla biznesu niby tu jakieś są, ale w gruncie rzeczy chodzi o wybory prezydenckie, które mimo wszystkich argumentów przeciw z woli jednej osoby miałyby się jednak odbyć 10 maja. Kodeks wyborczy w zasadzie zniesiono. Do przeprowadzenia wyborów wystarczy specustawa.

Owszem, pocztowa usługa otwierania korespondencji jest znana i dotąd nie budziła wątpliwości – bo Poczta robiła to na wniosek adresata, a więc za jego zgodą. Ale otwierać każdą przesyłkę i ją skanować, jak to zakłada projekt tarczy nr 2? I druga ważna kwestia: skąd Poczta weźmie adresy e-mailowe wszystkich Polaków, które mają być wykorzystywane przy głosowaniu korespondencyjnym, i na jakiej podstawie mamy być pewni, że każdy wyborca otrzymał kartę do głosowania oraz własnoręcznie ją wypełnił i odesłał? Nie ma na to szans, co bezpośrednio godzi w wiarygodność procesu wyborczego i będzie doniosłym argumentem przy dokonywanej przez Sąd Najwyższy ocenie ważności prezydenckiej elekcji.

Czytaj także:

Tarcza 2.0 bez pieniędzy, stawia za to na procedury

Założenia Tarczy 2.0 ingerują w strefę prywatności obywateli

W projekcie nowych przepisów są inne równie doniosłe i równie groźne propozycje, bo pozwalają one rządowi na masowe zbieranie danych o lokalizacji obywateli – chorych i zdrowych, podejrzanych o zachorowanie. Dostanie je bez zgody zainteresowanych od operatorów telefonii i internetu, na polecenie władz, nawet tylko ustne. Niby do walki z wirusem, ale mechanizmu kontroli możliwych nadużyć w projekcie zabrakło. Tak jak z sokistami, którzy w pociągach będą zatrzymywać tych, którzy „na oko" są chorzy.

Od miesiąca policjanci sprawdzają, czy osoby w kwarantannie nie opuszczają miejsc odosobnienia. I informują je, że mają obowiązek posiadać w swych telefonach aplikację „Kwarantanna", która ułatwia sprawowanie tej kontroli. Czy to znaczy, że policja już teraz ma dane o lokalizacji i bezprawnie z nich korzysta? Poza tym obywatel nie musi mieć smartfona ani adresu e-mail, który ma się teraz przydać w głosowaniu korespondencyjnym. Tak się nie robi.