fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Jak administracja bojkotuje wyroki sądów pracy przywracające zwolnionego na dotychczasowe stanowisko

123RF
Jeśli pracodawca nie chce widzieć u siebie zwolnionej wcześniej osoby, ma wiele sposobów, by nie wykonać prawomocnego wyroku sądu pracy podważającego wypowiedzenie jej umowy.

Przekonał się o tym dyrektor ds. nadzoru, który został zwolniony z jednej z państwowych agencji przeszło cztery lata temu. Gdy odwołał się od wypowiedzenia, dość szybko uzyskał wyrok podważający to zwolnienie jako niezgodne z prawem i przywracający go do pracy. Gdy po uprawomocnieniu wyroku zgłosił się do pracy, pracodawca delegował go na stanowisko w dziale księgowości w trybie art. 42 §4 kodeksu pracy, czyli powierzenia pracownikowi, w przypadkach uzasadnionych potrzebami pracodawcy, innej pracy niż określona w umowie o pracę na okres nieprzekraczający trzech miesięcy w roku kalendarzowym. Gdy powierzenie innej pracy powtórzyło się jeszcze dwukrotnie, pracownik złożył wniosek do sądu o przymuszenie do wykonania wyroku. Sąd w potwierdził zarzuty pracownika i przyznał mu 21 tys. zł rekompensaty. Pracodawca odwołał się jednak od tego orzeczenia i wygrał. Zobowiązał pracownika do zwrotu rekompensaty.

Sprawa ostatecznie trafiła do Sądu Najwyższego z pytaniem o to, czy delegowanie pracownika na inne stanowisko po jego przywróceniu do pracy stanowi działanie zgodne z prawem.

SN w wyroku z 7 grudnia 2017 r. uchylił niekorzystny dla zwolnionego wyrok sądu okręgowego, w którym został on zobowiązany do zwrotu przyznanej mu wcześniej grzywny. SN doczytał bowiem, że zgodnie z przepisami dotyczącymi tej państwowej agencji praca dyrektora ds. nadzoru odbywa się na podstawie powołania. Jeśli więc został odwołany ze stanowiska, to do skutecznego zwolnienia powinno jeszcze dojść do rozwiązania właściwego stosunku pracy. Jeśli jednak doszło do prawidłowego rozstania z powołanym pracownikiem, to nie ma możliwości przywrócenia go na to stanowisko przez sąd pracy. Skoro jednak sąd pracy tak faktycznie orzekł i pracodawca faktycznie przywrócił dyrektora do pracy, to mogło dojść do nawiązania nowego stosunku pracy i konwersji jego dotychczasowego zatrudnienia na podstawie powołania na zwykłe, oparte na podstawowych przepisach zawartych w kodeksie pracy.

Jak wynikało z wystąpienia przed SN Tomasza Konczewskiego, radcy prawnego z kancelarii Tributum reprezentującego pracownika, to nie koniec jego problemów.

Krótko po tym, jak wygrał rekompensatę za niewykonanie wyroku, pracodawca zwolnił go za wypowiedzeniem, a następnie w okresie wypowiedzenia wręczył mu zwolnienie dyscyplinarne. Kolejne postępowanie w sprawie przywrócenia dyrektora na publiczną posadę jest więc w toku. Wychodzi na to, że cztery lata po rozpoczęciu procesu sytuacja pracownika nadal nie jest uregulowana.

– Dość często spotykam się z takimi przypadkami, gdy pracodawca nie chce realizować wyroku sądu pracy przywracającego zwolnionego na jego dotychczasowe miejsce, i jak widać, ma wiele sposobów na to, by uprzykrzyć takiej osobie życie – powiedział po rozprawie mec. Konczewski.

Zasadnicze pytanie jest jednak inne. Dotyczy kosztów, jakie podmiot finansowany ze środków publicznych poniósł do tej pory w związku z takim uprzykrzaniem życia niechcianemu pracownikowi. Biorąc pod uwagę, że proces, a właściwie kilka równolegle toczących się postępowań w tej sprawie, trwa już od ponad czterech lat, koszty mogą być już bardzo wysokie. A ryzyko przegranej i obciążenia całością kosztów procesu ciągle rośnie. W firmie prywatnej, która liczy pieniądze, dawno doszłoby już pewnie do ugody.

sygnatura akt: II PK 323/16

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA