W przyszłorocznym budżecie mają znaleźć się pieniądze dla nowych urzędników mianowanych. Zgodnie z trzyletnim planem mianowań w przyszłym roku ma być ich 245. Tegoroczny wynosił zaledwie 30, czyli tyle, ile osób skończyło Krajową Szkołę Administracji Publicznej.

– Dobrze się stało, że zostało wznowione postępowanie kwalifikacyjne w służbie cywilnej. Ubytek urzędników mianowanych oznacza bowiem deprofesjonalizację służby – komentuje Jerzy Siekiera, prezes Stowarzyszenia Absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej.

Czytaj więcej

Rząd musi znaleźć pieniądze na podwyżki

Ograniczony rozwój

Aby uzyskać mianowanie, trzeba zdać trudny egzamin. Zgodnie z ustawą o służbie cywilnej o uzyskanie mianowania może starać się osoba, która jest m.in. pracownikiem służby cywilnej, posiada co najmniej trzyletni staż pracy w służbie cywilnej, jest magistrem i zna co najmniej jeden język obcy. Mianowanie otrzymują też absolwenci Krajowej Szkoły Administracji Publicznej. Mianowanie łączy się z prestiżem, dodatkiem do wynagrodzenia, dodatkowym urlopem i teoretycznie gwarancją nieusuwalności ze służby, co ma gwarantować jej apolityczność.

Egzaminy na urzędnika mianowanego w tym i zeszłym roku się nie odbyły. Zgodnie z przyjętym w zeszłym roku limitem mianowań w 2022 i 2023 r. miało być ich po 40. Rząd zmienił jednak zdanie. I dobrze, bo w związku z odejściami urzędników ze służby cywilnej m.in. na emeryturę ich liczba maleje.

– Oczekiwaliśmy wyższych limitów, skoro przez dwa lata mianowań właściwie nie było. Chodzi o to, by urzędników mianowanych przybywało, a nie ubywało – mówi Jerzy Wielgus, przewodniczący Sekretariatu Służb Publicznych NSZZ Solidarność.

– Sądzę, że to reakcja na kryzys w służbie cywilnej, związany z falą odejść wykwalifikowanych urzędników. Ale nie sądzę, że to zadziała. Kuszenie większym limitem mianowań nie pomoże. Większość mianowanych na długie lata utknie co najwyżej na stanowisku głównego specjalisty, bo obsada wyższych stanowisk odbywa się dziś bez konkursów, z klucza politycznego – twierdzi dr hab. Grzegorz Makowski z Fundacji Batorego i SGH. I dodaje, że to efekt zmian w ustawie o służbie cywilnej, które w 2016 r. przeforsował obóz władzy.

Na koniec 2020 r. w służbie cywilnej było 7659 urzędników mianowanych. Przez rok ubyło ich o 2,9 proc. Stanowili zaledwie 6,4 proc. korpusu służby cywilnej. Największy spadek odnotowano w ministerstwach i KPRM.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Czytaj więcej

To będzie jesień strajków - decyzje rządu rozsierdziły budżetówkę

Chcemy więcej

Tak niewielu mianowań jak obecnie jeszcze nie było. W trakcie rządów PO-PSL, gdy ówczesny minister finansów Jan Vincent Rostowski chciał wprowadzić limit mianowań na poziomie zera, protesty urzędników doprowadziły do powiększenia go do 200. Tak jak obecnie argumentem było szukanie oszczędności.

W 2020 r. nastąpił z kolei najwyższy od 2001 r. wzrost kwoty bazowej w służbie cywilnej – o 6 proc. Oznaczało to wzrost pensji wszystkich członków korpusu. Na ten rok kwota bazowa została już zamrożona. Rząd podjął też decyzję, by zmniejszyć budżety urzędów o fundusz nagród. Może jednak zostać ona odwrócona. Procedowany w Sejmie projekt nowelizacji ustawy budżetowej na 2021 r. zakłada bowiem zwiększenie wydatków na wynagrodzenia w administracji i pochodne z przeznaczeniem na dodatkowy fundusz motywacyjny w wysokości 6 proc. planowanych na rok 2021 wynagrodzeń osobowych.

4,4 proc.

Taka podwyżka dla pracowników sfery budżetowej znalazła się w przyjętym przez rząd projekcie ustawy budżetowej na 2022 r.

– To krok w kierunku spełnienia naszych oczekiwań, ale jesteśmy przeciwni podwyżkom w formie zwiększenia funduszów motywacyjnych. Powoduje to, że wyższą pensję mogą dostać tylko wybrani – zaznacza Andrzej Radzikowski, przewodniczący OPZZ.

W przyjętym przez rząd projekcie ustawy budżetowej na 2022 r. znalazła się podwyżka wynagrodzeń dla pracowników sfery budżetowej o 4,4 proc. W pierwotnej wersji projektu jej nie było.

– O 3 proc. wzrośnie też fundusz nagród. Oczekiwania pracowników są jednak większe. Dyrektorzy generalni urzędów będą musieli usiąść ze związkami zawodowymi i porozumieć się, na jakich zasadach podzielić te środki – mówi Wielgus.

– Wolelibyśmy, by podniesiono kwotę bazową. Wszystkie trzy centrale związkowe podtrzymują swoje stanowisko o konieczności podniesienia wynagrodzeń nie o 4,4 proc., a o 12 proc. – dodaje Radzikowski.