Znów dużo posłów zasiada w ministerstwach. Rząd korzysta ze zmian PiS

Koalicja rządowa korzysta ze zmian w prawie, które wcześniej krytykowała jako niekonstytucyjne.

Aktualizacja: 03.01.2024 06:18 Publikacja: 03.01.2024 03:00

Premier Donald Tusk i ministrowie podczas zaprzysiężenia rządu w Pałacu Prezydenckim

Premier Donald Tusk i ministrowie podczas zaprzysiężenia rządu w Pałacu Prezydenckim

Foto: PAP/Paweł Supernak

Od jesieni minister może wykonywać swoje zadania z pomocą kilku sekretarzy stanu. Wcześniej musiał mu wystarczyć jeden. Na początku października ubiegłego roku weszła w życie nowelizacja ustawy o służbie cywilnej, która zmieniała też ustawę o Radzie Ministrów.

W porównaniu z wcześniejszym stanem prawym inne jest tylko jedno słowo: „sekretarze”, a nie „sekretarz”. Wbrew pozorom to duża zmiana. Teraz wiceministrami są sekretarze i podsekretarze stanu. To w zasadzie identyczne stanowiska, ale tytuł sekretarza stanu przysługuje wiceministrowi będącemu jednocześnie posłem lub senatorem.

Rozdawanie synekur

– PiS zmienił prawo, żeby ułatwić sobie rozdawanie synekur i zaspokajać aspiracje swoich działaczy. Wiceminister otrzymuje nieco wyższe uposażenie, korzysta ze służbowej limuzyny. Jest też prestiż i krótsza ścieżka do kręgów rządowych. Tyle tylko, że z punktu widzenia sprawności państwa zmiana ta nie miała sensu – komentuje prof. Grzegorz Makowski z SGH i Fundacji Batorego.

Okazuje się, że nowy rząd korzysta ze zmian wprowadzonych przez PiS, choć nie aż tak widocznie jak poprzednicy. W Ministerstwie Edukacji i Nauki za Przemysława Czarnka było aż pięciu sekretarzy stanu i żadnego podsekretarza. Teraz w sumie (powstały dwa ministerstwa) jest czterech sekretarzy stanu – Marek Gzik, Katarzyna Lubnauer, Joanna Mucha i Henryk Kiepura. W MON jest obecnie aż trzech sekretarzy stanu – Paweł Bejda, Cezary Tomczyk i Paweł Zalewski. Tak samo w Ministerstwie Aktywów Państwowych – Robert Kropiwnicki, Marcin Kulasek i Zbigniew Ziejewski. Trzech sekretarzy jest także w MSWiA – Czesław Mroczek, Wiesław Szczepański i Tomasz Szymański.

W Ministerstwie Sprawiedliwości sekretarzy stanu jest dwóch – Arkadiusz Myrcha i Krzysztof Śmiszek. Tak samo w resorcie cyfryzacji funkcję sekretarza stanu sprawuje dwóch posłów – Paweł Olszewski i Michał Gramatyka.

Czytaj więcej

Więcej posłów dostanie płatne stanowiska w rządzie. Są nowe przepisy

Zmiana poglądów

Senat poprzedniej kadencji nie godził się na zwiększenie liczby sekretarzy stanu i odrzucił ustawę wprowadzającą zmiany. Marszałek Tomasz Grodzki uzasadniał, że w polskiej tradycji i praktyce ustrojowej na czele ministerstwa stoi jeden minister i towarzyszy mu nie więcej niż jeden sekretarz stanu. Po pierwsze, ma to utrudnić zbyt duże uzależnienie posłów partii (koalicji) rządzącej od premiera rozdzielającego im płatne stanowiska rządowe. Poseł zajmujący stanowisko w rządzie nie jest w stanie pełnić funkcji kontrolnej Sejmu nad Radą Ministrów. Po drugie, ma umożliwić poświęcenie się istotnej grupie posłów wyłącznie pracy w Sejmie, a istotnej grupie „wiceministrów” – wyłącznie pracy w ministerstwach.

Eksperci źle oceniają zmiany.

– Jeżeli zerwiemy personalną więź między ministrami a parlamentem, członkowie rządu rzadziej będą przychodzić do Sejmu. Obecnie podsekretarze stanu przychodzą na sejmowe komisje i pracują nad zmianami prawa. Sekretarzy stanu powinno być jednak tylu, ile ministerstw, czyli około dwudziestu. To wystarczy. Jeśli sekretarzy jest stu, można zacząć się zastanawiać, kto sprawuje funkcję kontrolną nad rządem – mówi prof. Hubert Izdebski z Uniwersytetu SWPS. Dodaje, że w wielu krajach funkcjonuje to w zbliżony, choć niejednakowy sposób. Na przykład w Niemczech mamy ministra i politycznego sekretarza stanu. We Francji jest polityczny pomocnik ministra, ale ani minister, ani pomocnik nie może zasiadać w parlamencie. W Wielkiej Brytanii z kolei członek rządu musi zasiadać w Izbie Gmin albo w Izbie Lordów.

– Pozostałe osoby w ministerstwach powinny stanowić politycznie neutralną służbę cywilną – podkreśla prof. Izdebski.

– Konieczna jest reforma centrum rządu. Należy odpowiednio rozłożyć akcenty między warstwą polityczną a administracyjną. Sekretarze i podsekretarze stanu powinni być mniej politykami, a bardziej urzędnikami. Stanowić bufor między polityką i administracją. W Niderlandach, Wielkiej Brytanii czy w USA odpowiednicy sekretarzy stanu są trzonem władzy wykonawczej – zajmują się wdrażaniem polityki rządu. Rozumiem, że po ośmiu latach psucia i upartyjniania państwa przez PiS trudno wyjść z tych kolein. Ale dobrze by było, gdybyśmy się jednak zbliżali do dobrych standardów, a nie się od nich oddalali – mówi prof. Makowski.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”
prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW

Zwiększenie liczby sekretarzy stanu jest odzwierciedleniem potrzeb politycznych i prymatu polityki nad prawem. Prowadzi do zacierania granicy między władzą ustawodawczą a wykonawczą. Wprawdzie konstytucja mówi, że zakaz łączenia mandatu posła z rozmaitymi funkcjami nie dotyczy członków Rady Ministrów i sekretarzy stanu w administracji rządowej, ale z użycia liczby mnogiej nie wynika konstytucyjne przyzwolenie na mnożenie stanowisk sekretarzy stanu ponad liczbę ministrów. Należy brać również pod uwagę wyrażoną we wstępie do konstytucji zasadę rzetelności i sprawności działania instytucji publicznych. Powinno się zagwarantować sprawność działania parlamentu w stanowieniu prawa i Sejmowi – w funkcjach kontrolnych. Inaczej posłowie nie będą mieli czasu na stanowienie prawa. Może się okazać, że twórcą przepisów jest otoczenie rządu, a nie parlament.


Sądy i trybunały
Sędzia Piebiak może stracić immunitet. Oskarża go były lider KOD
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Konsumenci
Frankowicze mają nowy sposób na banki. Donoszą do prokuratury
Podatki
Ryczałtowcy chcą dzielić biznes, by obniżyć składkę zdrowotną
Praca, Emerytury i renty
Będzie dodatkowa waloryzacja emerytur i rent. Rząd odsłania karty
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Nieruchomości
Mieszkania społeczne. Koniec wyodrębniania na własność