fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Sąd Najwyższy: bank płaci za oszustwa pracownika

Adobe Stock
Odpowiedzialność za wyłudzenia z konta przez osobę zatrudnioną w banku nie kończy się wraz z jej zwolnieniem.

Granica odpowiedzialności banków za przestępstwa na ich terenie, popełnione przez ich pracowników, nie jest jednoznaczna. Tym większe znaczenie ma czwartkowy wyrok Sądu Najwyższego.

Omotał prawniczkę

Tomasz K., doradca finansowy jednego ze znanych banków, doradzał Anisie S., starszej kobiecie, która wciąż świadczyła usługi jako radca prawny. Namówił ją na szereg czynności, dzięki którym okradł ją na ok. 200 tys. zł, dokonując wypłat i przelewów z jej kont. Podstępem uzyskał jej pełnomocnictwo, namówił, aby korespondencji bankowej nie kierowano na jej adres, ale zostawiano w banku (zresztą miał do niej dostęp). A kiedy wreszcie bank go zwolnił, nie poinformował o tym Anisy S., która nadal korzystała z jego „usług".

Kiedy inne jego naruszenia wyszły na jaw, a Tomasz K. został za nie prawomocnie skazany, bank wypłacił kobiecie 128 tys. zł, tj. pieniądze, które straciła, kiedy był on jeszcze pracownikiem banku, a odmówił zapłaty 97 tys. skradzionych już po jego zwolnieniu. I tych pieniędzy dotyczył proces.

Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził żądaną kwotę. Jako podstawę odpowiedzialności banku wskazał art. 430 kodeksu cywilnego, który mówi, że kto powierza wykonanie czynności osobie podlegającej jego kierownictwu (szkoda wyrządzona przez podwładnego), ten odpowiada za szkodę. Zdaniem SO odpowiedzialność banku na tej podstawie obejmuje również szkodę wyrządzoną Anisie S. po ustaniu zatrudnienia, gdyż została wyrządzona w warunkach, które Tomasz K. stworzył sobie, będąc jeszcze pracownikiem banku. Nie jest wymagane, aby szkoda powstała w okresie, kiedy sprawca pracował pod tym zwierzchnictwem, wystarczy, że wtedy nastąpiły zdarzenia, które ją później wywołały.

Kto winien

Sąd Apelacyjny w Warszawie był innego zdania i żądanie Anisy S. oddalił, wskazując, że szkoda wyrządzona przez Tomasza K. nie była normalnym następstwem tego, że w pewnym okresie obsługiwał ją jako klientkę banku. Nakłonienie jej do przekierowania korespondencji na oddział banku nie było bezprawne ani podejrzane, była to zresztą decyzja powódki, na jej ryzyko. Nie można też powiedzieć, aby Tomasz K. przechwytywał jej korespondencję, gdyż dysponował jej pełnomocnictwem, wreszcie bank nie miał obowiązku poinformowania powódki o jego zwolnieniu.

Z tą argumentacją nie zgodził się rzecznik praw obywatelskich. W skardze kasacyjnej do Sądu Najwyższego napisał, że tak dalekie zwolnienie banku z dbania o bezpieczeństwo lokat narusza zasady działalności bankowej i podważa jej wiarygodność.

SN podzielił te zastrzeżenia i nakazał SA ponowne rozpoznanie sprawy.

Sędzia SN Anna Owczarek wytknęła Sądowi Apelacyjnemu, że pochopnie zwolnił bank z odpowiedzialności za oszustwo byłego pracownika, w szczególności nie zbadał zasadności pozwu w świetle art. 50 ust. 2 prawa bankowego, który mówi, że bank dokłada szczególnej staranności w zapewnieniu bezpieczeństwa przechowywanych środków, a tego wymaga prawidłowe wykonanie umowy rachunku bankowego. Z kolei sędzia Mirosław Bączyk dodał, że zachowanie banku należy też ocenić pod kątem dobrych praktyk bankowych, które coraz więcej znaczą w takich sporach.

Sygnatura akt: I CSK 53/17

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: m.domagalski@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA