Reklama

Ambasador Niemiec dla „Rzeczpospolitej”: Nie chcemy prowadzić polityki przeciwko USA, ale razem z USA

To, że w Niemczech uwaga skupia się teraz na niemieckich ofiarach, nie jest, jak sądzę, wielkim zaskoczeniem, ale widzę również potrzebę większej ilości informacji na temat okrucieństw popełnionych podczas niemieckiej okupacji Polski – mówi „Rzeczpospolitej” Miguel Berger, ambasador Niemiec w Polsce.
Miguel Berger, ambasador Niemiec w Polsce

Miguel Berger, ambasador Niemiec w Polsce

Foto: PAP

„Rzeczpospolita”: Czy Niemcy uważają, że rozwodu Europy z Ameryką nie da się już uniknąć?

Miguel Berger: Nie, to nie jest nieuniknione, ale musimy zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze, ważne jest, abyśmy zachowali NATO i jasne zobowiązanie Stanów Zjednoczonych do przestrzegania artykułu 5. Jednocześnie musimy wzmocnić europejską suwerenność. Trzeba to zrobić w obszarach obronności, technologii i gospodarki. Dotyczy to również umów handlowych. Straciliśmy zbyt wiele czasu, polegając wyłącznie na relacjach transatlantyckich. Teraz musimy wzmocnić Europę, aby za 10 lub 15 lat była znaczącą siłą w polityce międzynarodowej.

Reklama
Reklama

Już rok temu Friedrich Merz, wtedy jeszcze kandydat na kanclerza, mówił, że nie ma złudzeń co do administracji Donalda Trumpa – Europa jest jej obojętna. Teraz jest jeszcze mniej złudzeń?  

Tak. Kanclerz wygłosił bardzo jasne przemówienia w Davos, a potem w Bundestagu, w których wyraził swoje obawy dotyczące partnerstwa transatlantyckiego. Podkreślił, że trzeba zrozumieć, że musimy zrobić więcej dla Europy i założyć, że nie wrócimy do bliskiego partnerstwa transatlantyckiego, które mieliśmy przez kilkadziesiąt lat. Sytuacja się zmieniła i nie chodzi tylko o Donalda Trumpa, ale również o zwrot ku Azji za Baracka Obamy. 

Czytaj więcej

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz: Wyciągamy rękę do USA jako sojusznik, nie podwładny

Kanclerz Friedrich Merz, występując pod koniec stycznia w Bundestagu, zasugerował, że Niemcy chcą budować europejskie mocarstwo jako alternatywę dla USA. Jakie państwa UE chcą w tym brać udział?

Zasadniczo chodzi o całą Unię Europejską, o wzmocnienie europejskiej suwerenności. Kanclerz powiedział, że jeśli chcemy pozostać istotnym partnerem dla USA, to będzie to możliwe tylko wtedy, gdy odciążymy Amerykanów. Oznacza to, że musimy zrobić więcej dla bezpieczeństwa Europy, więcej w naszym sąsiedztwie, wziąć na siebie więcej odpowiedzialności. I robimy to już każdego dnia, wspierając Ukrainę. A z kim to robimy? Istnieją różne formaty w różnych obszarach polityki. Na przykład mamy Weimar Plus wśród ministrów spraw zagranicznych, to samo dotyczy ministrów obrony. W zeszłym tygodniu wicekanclerz Lars Klingbeil rozmawiał w Warszawie z ministrem Andrzejem Domańskim o tzw. E6. We wszystkich tych formatach Polska bierze udział. W tym formacie E6 (Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Polska, Holandia – red.) chodzi przede wszystkim o finansowanie obronności, reformy gospodarcze i konkurencyjność. 

Reklama
Reklama

Myślę, że łączy nas (z Polską) – widać to było podczas wizyty Larsa Klingbeila – chęć ograniczenia biurokracji i wzmocnienia europejskiej gospodarki.

Miguel Berger, ambasador Niemiec w Polsce

Powiedział pan, że cała UE powinna być włączona do tego mocarstwa europejskiego. Ale czy państwa graniczące z Rosją są gotowe na taką alternatywę wobec Stanów Zjednoczonych?

Nie chodzi o alternatywę. To bardzo ważne: nie chodzi o „albo-albo”, ale o utrzymanie NATO i współpracy transatlantyckiej. Nie chcemy prowadzić polityki przeciwko USA, ale razem z USA, jednocześnie wzmacniając Europę. To jest sedno sprawy.

A co Polska mówi na temat tej idei europejskiego mocarstwa?

Bardzo ściśle współpracujemy z polskim rządem w zakresie tych mniejszych formatów w gronie ministrów obrony, ministrów spraw zagranicznych oraz ministrów gospodarki i finansów. Myślę, że łączy nas – widać to było podczas wizyty Larsa Klingbeila – chęć ograniczenia biurokracji i wzmocnienia europejskiej gospodarki. Widzę wysoki stopień zbieżności celów rządów Polski i Niemiec. Wicekanclerz Klingbeil napisał artykuł o Europejskiej Szóstce (E6). Szóstka omawia tematy, rozwija je, ale oczywiście nie zastępuje Unii Europejskiej w podejmowaniu decyzji. Decyzje w sprawach finansowych muszą zostać podjęte w Radzie ECOFIN. To samo dotyczy ministrów obrony czy spraw zagranicznych. 

Czytaj więcej

Marek Kutarba: Czy Niemcy będą bronić przesmyku suwalskiego przed Rosją?

W sprawach wojny na Ukrainie, tak ważnej dla mojego kraju, Polski nie ma w grupie podejmującej decyzje. Decyduje E3, czyli Niemcy, Francja i Wielka Brytania, która nie należy do UE. Jaka tu jest rola dla Warszawy?

Rola Polski i współpraca z Polską we wszystkim, co dotyczy Ukrainy, ma dla Niemiec kluczowe znaczenie. Kiedy prowadziliśmy trudne negocjacje z Donaldem Trumpem w sprawie rosyjskiej propozycji 28-punktowego planu pokojowego dla Ukrainy, kanclerz ustanowił tzw. Format Berliński. I Polska oczywiście jest w to zaangażowana. Czym innym są kwestie globalne, takie jak Iran, Bliski Wschód i czasami również Ukraina – Niemcy omawiają je w formacie E3, ponieważ są w nim dwaj stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Nie oznacza to jednak, że Polska nie jest zaangażowana w każdy krok i każdą kwestię. 

Niemieckie media niedawno podawały, że Friedrich Merz i Giorgia Meloni chcą teraz przewodzić Unii. Czy Włochy i Niemcy mają być motorem europejskiego mocarstwa?

Przede wszystkim kanclerz Merz i premier Meloni przeprowadzili bardzo dobre konsultacje międzyrządowe. Włochy są członkiem założycielem UE. Ścisła współpraca z krajem tak dużym jak Włochy jest bardzo ważna. Ale Unia potrzebuje wielu motorów. Wierzę, że wiele jest: Niemcy i Włochy, Niemcy i Francja, Niemcy i Polska. Ważne, aby nie postrzegać tego jako sytuacji „albo-albo”. To, że kanclerz chce ściśle współpracować z panią Meloni, nie oznacza, że mniej współpracuje z szefami innych państw i rządów. 

Reklama
Reklama

Mamy nadzieję na jeszcze większą niemiecko-polską współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa. W połowie czerwca podpiszemy niemiecko-polską umowę o obronie. Prawdopodobnie 17 czerwca, w 35. rocznicę Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy

Europa musi swoje bezpieczeństwo wziąć we własne ręce – to kluczowe hasło niemieckiego kanclerza w sprawie budowy europejskiego mocarstwa. Jaka jest perspektywa czasowa? Szef NATO Mark Rutte ostrzegał niedawno, i to w Berlinie, że Rosja może zaatakować terytorium sojuszu w ciągu pięciu lat. 

Na budowę europejskiej suwerenności potrzebujemy więcej czasu. A to, co mówił Rutte, mówi także najważniejszy niemiecki żołnierz, inspektor generalny Bundeswehry Carsten Breuer. Mianowicie, że pozostanie nam cztery albo pięć lat, zanim Rosja po pokoju na Ukrainie odbuduje to, co straciła w ludziach i sprzęcie. Prawdopodobnie najpóźniej w 2030 r. Rosja byłaby w stanie przetestować NATO. A to oznacza, że musimy się spieszyć z naszymi inwestycjami w bezpieczeństwo. Dlatego program SAFE, z 44 mld euro z funduszy europejskich, jest bardzo ważnym europejskim wkładem w bezpieczeństwo Polski. Mamy nadzieję na jeszcze większą niemiecko-polską współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa. W połowie czerwca podpiszemy niemiecko-polską umowę o obronie. Prawdopodobnie 17 czerwca, w 35. rocznicę Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. W Niemczech widzimy ogromny potencjał zwłaszcza w produkcji zbrojeniowej, a jak dotąd współpraca z Polską w tej dziedzinie jest zdecydowanie zbyt słaba. Rozumiemy, że chodzi o wspólne przedsięwzięcia, a także o miejsca pracy w Polsce. Ale jeśli chcemy zbudować europejski przemysł obronny, Polska i Niemcy muszą znacznie ściślej współpracować. 

Czytaj więcej

Marek A. Cichocki: Amerykańskie wycofanie, francuskie ambicje, niemieckie przywództwo

Co do umowy o obronie – czy zaangażowane są w to wszystkie siły polityczne w Polsce? 

Finalizujemy to z rządem. Podczas bardzo owocnych konsultacji międzyrządowych, które odbyliśmy 1 grudnia, zdecydowaliśmy, że chcemy zawrzeć tę umowę obronną.

A prezydent Karol Nawrocki?

Nie słyszałem jeszcze jego zdania na ten temat, ale jestem pewien, że polski rząd szczegółowo poinformuje go o naszych planach.

Czytaj więcej

Sondaż: Jak powinna zmienić się Unia Europejska? Poznaliśmy zdanie Polaków
Reklama
Reklama

Potencjalne zakończenie wojny na Ukrainie wpłynie jakoś na tę chęć przejęcia europejskiego bezpieczeństwa w europejskie ręce? Wołodymyr Zełenski mówi, że Donald Trump chce, by wojna zakończyła się do czerwca. Czy Europa, zwłaszcza kraje położone dalej od Rosji, nie uzna, że jest już bezpiecznie i nie trzeba wydawać tak dużo na zbrojenia i armię?

Właśnie podjęliśmy w Europie niezwykle ważną decyzję w sprawie 90 mld euro pomocy dla Ukrainy. My, Europejczycy, możemy być bardzo dumni z faktu, że nadal udaje się nam wspierać Ukrainę militarnie i finansowo bez udziału USA. Dzięki temu Ukraina może kontynuować wojnę, jeżeli Putin nie chce pokoju. A biorąc pod uwagę terroryzowanie ukraińskiej ludności cywilnej, niszczenie infrastruktury energetycznej, pozbawienie pół miliona ludzi w Kijowie ogrzewania przy tych temperaturach, trudno uznać, że Putinowi zależy na pokoju. Dlatego zadaniem nas wszystkich jest dalsze wspieranie Ukrainy i zapewnienie jej niezbędnych środków do obrony. Niemcy zapłacą 12 mld euro za sprzęt wojskowy dla Ukrainy tylko w tym roku. To chyba więcej niż reszta Europy razem wzięta. Musimy więc to kontynuować.

A co z pomocą po wojnie?

Ukraina będzie potrzebowała pomocy przez długi czas. Choć, jak sądzę, wiele osób wierzy, że kiedy wojna się skończy, nie będziemy musieli już wspierać Ukrainy. Ale tak nie będzie. Będzie odbudowa. Będzie proces integracji z Unią Europejską. Rosja zaś będzie kontynuować swoją wojnę hybrydową przeciwko Ukrainie, nawet po zawieszeniu broni. Kwestia wspierania Ukrainy będzie nas zajmować przez lata. Polskę tak samo mocno jak Niemcy.

Ale być może niemieccy wyborcy tego nie będą chcieli? 

Każdy powinien spojrzeć na swój kraj. Krytyczne nastawienie do Ukrainy, ukraińskich uchodźców widać w sondażach także w Polsce. Wszystkie rządy muszą wyjaśnić wyborcom w swoich krajach, że wspieranie Ukrainy jest częścią naszego bezpieczeństwa. A ono jest gwarantowane tylko wtedy, gdy Ukraina będzie się w stanie przeciwstawić Rosji. 

Jaki sens miałoby inwestowanie w bezpieczeństwo Ukrainy, jej członkostwo w UE i odbudowę, jeżeli jednocześnie wspieralibyśmy Rosję poprzez handel.

Niektórzy się obawiają, że po zakończeniu wojny na Ukrainie, czy nawet po zamrożeniu konfliktu, Niemcy wrócą do interesów z Rosją. Mówił tak choćby Rafał Trzaskowski, na którego zwycięstwo w zeszłorocznych wyborach prezydenckich w Polsce liczył niemiecki rząd. Trzaskowski wspomniał o „dzisiaj tylko utajonej rusofilii niemieckich elit”. Jest się czego bać?

Myślę, że dla nas wszystkich jest jasne, że dopóki Putin i jego ideologia będą rządzić w Rosji, dopóty nie możemy wrócić do normalnych stosunków. Jaki sens miałoby inwestowanie w bezpieczeństwo Ukrainy, jej członkostwo w UE i odbudowę, jeżeli jednocześnie wspieralibyśmy Rosję poprzez handel. Znacznie bardziej martwi mnie to, co powiedział kilka dni temu prezydent Zełenski, że Rosja próbuje zawrzeć ważny pakt gospodarczy z USA. Gdyby tak się stało, to nawiązane w ten sposób relacje ekonomiczne ponownie wzmocniłyby Rosję. Nikt z nas nie jest tym zainteresowany. Wszystkim, którzy mają wątpliwości, mogę powiedzieć, że absolutnie nie mamy interesu we wspieraniu Putina i jego polityki poprzez normalizację stosunków. To nie jest częścią niemieckiej agendy politycznej. A przy okazji, mamy 19 europejskich pakietów sankcji wobec Rosji, które nadal w pełni obowiązują.

Reklama
Reklama

Ale są niemieccy politycy, niegdyś ważni, jak były szef SPD Matthias Platzeck i przed laty prominentny polityk CDU Ronald Pofalla, którzy podróżowali do Moskwy czy Baku, by podtrzymać kontakty z przedstawicielami Kremla.  

Nie widzę zagrożenia, jeżeli nie odbywa się to w imieniu rządu niemieckiego, a tak zdecydowanie nie było. Myślę, że musimy sobie w Europie zadać pytanie, czy naprawdę w naszym interesie jest, aby Stany Zjednoczone negocjowały z Rosją praktycznie codziennie i nie dopuszczały Europy do stołu negocjacyjnego w kwestii bezpieczeństwa europejskiego. Pytanie brzmi: jaka jest rola Europy? Jak możemy zapewnić ochronę interesów Europy w tych rozmowach i negocjacjach na temat Ukrainy? To dla nas duże wyzwanie.

Czy zatem Europa powinna również zasiadać przy tym stole z Rosją?

Nie, nie chcemy żadnych negocjacji pobocznych. Kanclerz wyraził to bardzo jasno. Musimy jednak sobie zapewnić poprzez nasz dialog ze Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą, że europejskie interesy bezpieczeństwa będą w pełni zagwarantowane w tych negocjacjach. Wiele omawianych w nich kwestii – gwarancje bezpieczeństwa, członkostwo w UE, odbudowa – dotyczy zasadniczo Europy. Nikt poza członkami Unii Europejskiej nie może decydować w tych sprawach i dlatego ważne jest, aby nasz głos został usłyszany.

Czy Nord Stream jest martwy?

Moim zdaniem tak.

Niemcy uważają, że zamach na rury Nord Streamu jesienią 2022 r. był aktem antykonstytucyjnego sabotażu. Polska odmówiła współpracy w śledztwie i ekstradycji podejrzanego Ukraińca, Wołodymyra Żurawlowa, do Niemiec. Doszło natomiast do ekstradycji z Włoch innego podejrzanego Ukraińca, Serhija K. Jeżeli zacznie zeznawać, to znowu sprawa zamachu odbije się na stosunkach między rządami Niemiec i Polski?

W naszym kraju to śledztwo jest prowadzone na najwyższym szczeblu, przez federalnego prokuratora generalnego. Cieszymy się, że ekstradycja z Włoch odbyła się na podstawie europejskiego nakazu aresztowania, co powinno być normą między krajami europejskimi. Dalsze przesłuchanie tego podejrzanego być może dostarczy dalszych dowodów. Ale myślę, że nie ma sensu spekulować, w jakim kierunku to pójdzie. To leży wyłącznie w gestii prokuratora generalnego. Chcemy oddzielić to od wszelkich rozważań politycznych. 

Czytaj więcej

Radosław Sikorski „był gotów dać azyl i order” podejrzanemu o wysadzenie rosyjskiego gazociągu
Reklama
Reklama

Były szef niemieckiego wywiadu August Hanning mówił wręcz, że Polska miała udział w zamachu na Nord Stream. Czy to może być prawda?

Nie chcę spekulować. Śledztwo federalnego prokuratora generalnego dotyczy obywateli Ukrainy. 

Pan sam przestrzegał Polskę, jeszcze przed decyzją polskiego sądu w sprawie ekstradycji do Niemiec Wołodymyra Żurawlowa. Napisał pan na portalu X: „Zasada praworządności oznacza, że przepisy prawa obowiązują wszystkich, niezależnie od tego, czy ktoś osobiście podziela czy nie podziela zdania w sprawie przestępstwa popełnionego w jakimś państwie członkowskim Unii Europejskiej”. Jednak do ekstradycji nie doszło.  Polska nie jest praworządna?

W Niemczech obowiązuje złota zasada: nie komentujemy wyroków sądowych. Osobiście uważam, że musimy dojść w UE do punktu, w którym europejskie nakazy aresztowania będą wdrażane automatycznie. Jeśli ktoś zostanie aresztowany w jednym państwie członkowskim na podstawie ENA, powinien zostać odesłany do drugiego państwa członkowskiego, które nakaz wydało. Można sobie zadać pytanie, czy to ma sens, aby śledztwo prowadzone w Niemczech przez najwyższy organ, federalnego prokuratora generalnego, było poddawane dalszej kontroli w innym kraju. Ale to pytanie ogólne. W sprawach konkretnych, jak powiedziałem, obowiązuje zasada: nie komentujemy orzeczeń sądowych.

Osobiście uważam, że musimy dojść w UE do punktu, w którym europejskie nakazy aresztowania będą wdrażane automatycznie. Jeśli ktoś zostanie aresztowany w jednym państwie członkowskim na podstawie ENA, powinien zostać odesłany do drugiego państwa członkowskiego, które nakaz wydało. Można sobie zadać pytanie, czy to ma sens, aby śledztwo prowadzone w Niemczech przez najwyższy organ, federalnego prokuratora generalnego, było poddawane dalszej kontroli w innym kraju.

Nie rozmawialiśmy jeszcze o historii. Z raportu warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich wynika, że w niemieckim podręczniku do historii na temat agresji niemieckiej na Polskę jest 11 linijek, o ofiarach niemieckich znacznie więcej. W podręczniku jest też, jak cytowała „Gazeta Wyborcza”, stwierdzenie „obie strony dopuszczały się wielkich okropieństw”. Jak młodzi Niemcy mają zrozumieć Polaków?

To bardzo złożony temat. Przede wszystkim chcę powiedzieć, że wszystko, co przyczynia się do zrozumienia II wojny światowej i okrucieństw popełnionych podczas niemieckiej okupacji Polski jest w edukacji w Niemczech mile widziane i ważne. Kilka lat temu mieliśmy wspaniały wspólny projekt, a mianowicie niemiecko-polski podręcznik do historii, który niestety, muszę przyznać, jest zdecydowanie zbyt rzadko wykorzystywany w szkołach. To, że w Niemczech uwaga skupia się teraz na niemieckich ofiarach, nie jest, jak sądzę, wielkim zaskoczeniem, ale widzę również potrzebę większej ilości informacji na temat okrucieństw popełnionych podczas niemieckiej okupacji Polski.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Niemiecka broń zamiast reparacji. Nie tędy droga do pojednania
Reklama
Reklama

Nie oczekuję, że Niemcy podczas tego wywiadu zmienią swoje stanowisko w sprawie reparacji, ale muszę zapytać, jak niemiecka dyplomacja zareagowała na oświadczenia Donalda Tuska złożone podczas konsultacji międzyrządowych w Berlinie na początku grudnia. Polski premier powiedział, że Niemcy trzymają się „formalnego zapisu z lat 50.” XX wieku, czyli rezygnacji przez PRL z reparacji. Tusk zasugerował, że to nie naród polski zrzekł się reparacji, bo nie miał wtedy nic do powiedzenia.

Nasze stanowisko jest dobrze znane. Uważam, że nie ma wątpliwości, iż zrzeczenie się reparacji w tamtym czasie było zgodne z prawem międzynarodowym. Ale myślę, że nie o to nam teraz chodzi. Chodzi o to, jak możemy wzmocnić zaufanie, współpracę i wzajemne zrozumienie między Niemcami a Polską, oraz jak możemy – dużo mówiliśmy o wyzwaniach międzynarodowych na początku naszej rozmowy – doprowadzić do zintensyfikowanej współpracy na rzecz bezpieczeństwa Polski i Niemiec, wspólnie patrząc w przyszłość. Ale jednocześnie musimy się zmierzyć z przeszłością. Podczas konsultacji międzyrządowych mieliśmy też ważne wydarzenia. Zwróciliśmy Polsce 73 bardzo ważne średniowieczne dokumenty Zakonu Krzyżackiego. Będziemy kontynuować ten proces. Stopniowo będziemy zwracać artefakty. Po drugie, mamy grudniową rezolucję Bundestagu o wzniesieniu w Berlinie pomnika ku czci polskich ofiar. Międzynarodowy konkurs będzie ogłoszony w kwietniu, a zwycięzca zostanie wybrany do końca roku. Potem powstanie pomnik. Jako ambasador Niemiec w Polsce życzyłbym sobie, aby było jak najwięcej niemieckich i polskich architektów i projektantów, którzy być może nawet wspólnie złożą propozycje, dotyczące tego pomnika.

Zwróciliśmy Polsce 73 bardzo ważne średniowieczne dokumenty Zakonu Krzyżackiego. Będziemy kontynuować ten proces. Stopniowo będziemy zwracać artefakty.

Czy są jakieś wieści dotyczące tzw. gestu humanitarnego dla ostatnich żyjących polskich ofiar? 

Ta sprawa odegrała ważną rolę w konsultacjach międzyrządowych. Pracujemy nad rozwiązaniem. Analizujemy, co możemy zrobić. Myślę, że warto również wspomnieć, że było to już przedmiotem konsultacji międzyrządowych w 2024 r. i że ówczesna oferta niemiecka wydała się stronie polskiej niewystarczająca. Zaoferowaliśmy wtedy 200 mln euro, teraz więc chodzi o złożenie kolejnej oferty.

Powiedział pan: „pracujemy nad tym”. Jak długo to może potrwać? Ci ludzie mają po 90 lat.

Niestety, wiem. Rok temu było ich 60 tys., teraz jest ich około 50 tys. Mam więc nadzieję, że znajdziemy rozwiązanie, ale myślę, że bardzo ważne jest również zrozumienie, że te osoby otrzymałyby pomoc półtora roku temu, gdyby niemiecka oferta została wtedy zaakceptowana.

Czy spotkał się pan z Jarosławem Kaczyńskim?

Nie. Nie sądzę, żeby był szczególnie zainteresowany spotkaniem, ale chętnie się z nim spotkam w dowolnym momencie.

Starał się pan o spotkanie?

Staramy się rozmawiać ze wszystkimi, z wyjątkiem tych, którzy są poza – nazwijmy to tak – spektrum demokratycznym.

Kaczyński jest w spektrum demokratycznym?

Jest i dlatego chcielibyśmy z nim porozmawiać.

Czytaj więcej

Niemcy przed politycznym testem. AfD wykorzystuje słabość rządu Merza

Czy administracja Donalda Trumpa nadal popiera izolowaną w Niemczech AfD?

Widzimy, że AfD jest dobrze przyjmowana w Waszyngtonie. Było tam kilka delegacji AfD. Widzimy też poparcie polityczne dla niej w mediach społecznościowych. Dla nas najważniejsze jest, aby nie dochodziło do ingerencji w demokratyczne procesy wyborcze w Niemczech.

Współrządząca SPD ostrzegła kilka dni temu, że amerykańska ingerencja w niemiecką kampanię wyborczą byłaby przekroczeniem czerwonej linii. I musiałaby trafić na zdecydowany odpór. Jak w takim wypadku mogłaby wyglądać niemiecka reakcja wobec USA?

W Europie toczy się szersza dyskusja na temat mediów społecznościowych, platform i algorytmów. Każdy ma prawo do kontaktów w USA, jakich tylko chce. Ale algorytmy są wykorzystywane do wzmacniania pewnych przekazów politycznych czy dezinformacji, a to już przekroczenie pewnej granicy. Komisja Europejska to bada, ponieważ nie jest to problem tylko w Niemczech. Musimy sobie w Europie zapewnić, aby nasze procesy wyborcze nadal odbywały się zgodnie z demokratycznymi zasadami i bez ingerencji.

Jaka byłaby w razie ingerencji reakcja strony niemieckiej?

Spodziewałbym się reakcji ze strony europejskiej. Podjęto już pewne środki karne, na przykład w odniesieniu do algorytmów. Nadal trwają dochodzenia, aby upewnić się, że nie doszło do bezprawnego wpływu. W Niemczech obowiązują bardzo jasne zasady dotyczące finansowania partii politycznych. Wszelkie finansowanie musi być ujawniane. To oczywiście od razu wskazuje, skąd mogą pochodzić środki.

AfD jest finansowana z USA?

Nic o tym nie słyszałem. Ale w niektórych krajach europejskich mieliśmy przypadki finansowania z Rosji.

W tym roku w pięciu landach będą wybory. Sondaże pokazują, że ta izolowana AfD może odnieść zdecydowane zwycięstwo w Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim. AfD wierzy, że jej triumf w tych wschodnich landach byłby początkiem odrodzenia całych Niemiec. Co niemiecka dyplomacja powiedziałaby swoim zagranicznym partnerom, jeżeli w jakimś landzie byłby premier z AfD?

Wierzę, że w tych wszystkich landach, a zwłaszcza dwóch wymienionych przez pana, mielibyśmy do czynienia z sytuacją znaną już z Brandenburgii czy Turyngii. To znaczy, że w razie potrzeby partie politycznego centrum będą współpracować i utworzą rząd, nie bacząc na różnice. W Niemczech panuje wyraźna determinacja, by uniemożliwić politykowi AfD objęcie stanowiska premiera.

Czy to pewne, że do tego nie dojdzie? 

Wyborcy zdecydują. Rządy muszą tłumaczyć obywatelom swoje działania i dzięki efektom swojej pracy odzyskać zaufanie ludzi. To jest zadanie stojące przed wszystkimi rządami w Europie.

Czytaj więcej

Niemiec już nie stać na ich państwo opiekuńcze. Będą zmiany
Dyplomacja
Donald Trump skłamał mówiąc o Iranie w orędziu o stanie państwa?
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Dyplomacja
Donald Tusk o Karolu Nawrockim: Wprowadzili go na pole minowe. Ktoś powie, że to zdrada
Dyplomacja
Co Wołodymyr Zełenski usłyszał od Donalda Trumpa? Nieoficjalne doniesienia, jest reakcja Rosji
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Dyplomacja
Donald Trump zmusi Wielką Brytanię, by się nie zmniejszyła?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama