Nie oczekuję, że Niemcy podczas tego wywiadu zmienią swoje stanowisko w sprawie reparacji, ale muszę zapytać, jak niemiecka dyplomacja zareagowała na oświadczenia Donalda Tuska złożone podczas konsultacji międzyrządowych w Berlinie na początku grudnia. Polski premier powiedział, że Niemcy trzymają się „formalnego zapisu z lat 50.” XX wieku, czyli rezygnacji przez PRL z reparacji. Tusk zasugerował, że to nie naród polski zrzekł się reparacji, bo nie miał wtedy nic do powiedzenia.
Nasze stanowisko jest dobrze znane. Uważam, że nie ma wątpliwości, iż zrzeczenie się reparacji w tamtym czasie było zgodne z prawem międzynarodowym. Ale myślę, że nie o to nam teraz chodzi. Chodzi o to, jak możemy wzmocnić zaufanie, współpracę i wzajemne zrozumienie między Niemcami a Polską, oraz jak możemy – dużo mówiliśmy o wyzwaniach międzynarodowych na początku naszej rozmowy – doprowadzić do zintensyfikowanej współpracy na rzecz bezpieczeństwa Polski i Niemiec, wspólnie patrząc w przyszłość. Ale jednocześnie musimy się zmierzyć z przeszłością. Podczas konsultacji międzyrządowych mieliśmy też ważne wydarzenia. Zwróciliśmy Polsce 73 bardzo ważne średniowieczne dokumenty Zakonu Krzyżackiego. Będziemy kontynuować ten proces. Stopniowo będziemy zwracać artefakty. Po drugie, mamy grudniową rezolucję Bundestagu o wzniesieniu w Berlinie pomnika ku czci polskich ofiar. Międzynarodowy konkurs będzie ogłoszony w kwietniu, a zwycięzca zostanie wybrany do końca roku. Potem powstanie pomnik. Jako ambasador Niemiec w Polsce życzyłbym sobie, aby było jak najwięcej niemieckich i polskich architektów i projektantów, którzy być może nawet wspólnie złożą propozycje, dotyczące tego pomnika.
Zwróciliśmy Polsce 73 bardzo ważne średniowieczne dokumenty Zakonu Krzyżackiego. Będziemy kontynuować ten proces. Stopniowo będziemy zwracać artefakty.
Czy są jakieś wieści dotyczące tzw. gestu humanitarnego dla ostatnich żyjących polskich ofiar?
Ta sprawa odegrała ważną rolę w konsultacjach międzyrządowych. Pracujemy nad rozwiązaniem. Analizujemy, co możemy zrobić. Myślę, że warto również wspomnieć, że było to już przedmiotem konsultacji międzyrządowych w 2024 r. i że ówczesna oferta niemiecka wydała się stronie polskiej niewystarczająca. Zaoferowaliśmy wtedy 200 mln euro, teraz więc chodzi o złożenie kolejnej oferty.
Powiedział pan: „pracujemy nad tym”. Jak długo to może potrwać? Ci ludzie mają po 90 lat.
Niestety, wiem. Rok temu było ich 60 tys., teraz jest ich około 50 tys. Mam więc nadzieję, że znajdziemy rozwiązanie, ale myślę, że bardzo ważne jest również zrozumienie, że te osoby otrzymałyby pomoc półtora roku temu, gdyby niemiecka oferta została wtedy zaakceptowana.
Czy spotkał się pan z Jarosławem Kaczyńskim?
Nie. Nie sądzę, żeby był szczególnie zainteresowany spotkaniem, ale chętnie się z nim spotkam w dowolnym momencie.
Starał się pan o spotkanie?
Staramy się rozmawiać ze wszystkimi, z wyjątkiem tych, którzy są poza – nazwijmy to tak – spektrum demokratycznym.
Kaczyński jest w spektrum demokratycznym?
Jest i dlatego chcielibyśmy z nim porozmawiać.
Czy administracja Donalda Trumpa nadal popiera izolowaną w Niemczech AfD?
Widzimy, że AfD jest dobrze przyjmowana w Waszyngtonie. Było tam kilka delegacji AfD. Widzimy też poparcie polityczne dla niej w mediach społecznościowych. Dla nas najważniejsze jest, aby nie dochodziło do ingerencji w demokratyczne procesy wyborcze w Niemczech.
Współrządząca SPD ostrzegła kilka dni temu, że amerykańska ingerencja w niemiecką kampanię wyborczą byłaby przekroczeniem czerwonej linii. I musiałaby trafić na zdecydowany odpór. Jak w takim wypadku mogłaby wyglądać niemiecka reakcja wobec USA?
W Europie toczy się szersza dyskusja na temat mediów społecznościowych, platform i algorytmów. Każdy ma prawo do kontaktów w USA, jakich tylko chce. Ale algorytmy są wykorzystywane do wzmacniania pewnych przekazów politycznych czy dezinformacji, a to już przekroczenie pewnej granicy. Komisja Europejska to bada, ponieważ nie jest to problem tylko w Niemczech. Musimy sobie w Europie zapewnić, aby nasze procesy wyborcze nadal odbywały się zgodnie z demokratycznymi zasadami i bez ingerencji.
Jaka byłaby w razie ingerencji reakcja strony niemieckiej?
Spodziewałbym się reakcji ze strony europejskiej. Podjęto już pewne środki karne, na przykład w odniesieniu do algorytmów. Nadal trwają dochodzenia, aby upewnić się, że nie doszło do bezprawnego wpływu. W Niemczech obowiązują bardzo jasne zasady dotyczące finansowania partii politycznych. Wszelkie finansowanie musi być ujawniane. To oczywiście od razu wskazuje, skąd mogą pochodzić środki.
AfD jest finansowana z USA?
Nic o tym nie słyszałem. Ale w niektórych krajach europejskich mieliśmy przypadki finansowania z Rosji.
W tym roku w pięciu landach będą wybory. Sondaże pokazują, że ta izolowana AfD może odnieść zdecydowane zwycięstwo w Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim. AfD wierzy, że jej triumf w tych wschodnich landach byłby początkiem odrodzenia całych Niemiec. Co niemiecka dyplomacja powiedziałaby swoim zagranicznym partnerom, jeżeli w jakimś landzie byłby premier z AfD?
Wierzę, że w tych wszystkich landach, a zwłaszcza dwóch wymienionych przez pana, mielibyśmy do czynienia z sytuacją znaną już z Brandenburgii czy Turyngii. To znaczy, że w razie potrzeby partie politycznego centrum będą współpracować i utworzą rząd, nie bacząc na różnice. W Niemczech panuje wyraźna determinacja, by uniemożliwić politykowi AfD objęcie stanowiska premiera.
Czy to pewne, że do tego nie dojdzie?
Wyborcy zdecydują. Rządy muszą tłumaczyć obywatelom swoje działania i dzięki efektom swojej pracy odzyskać zaufanie ludzi. To jest zadanie stojące przed wszystkimi rządami w Europie.