– Funkcjonujemy od wydarzenia do wydarzenia, od posiedzenia komisji do posiedzenia komisji i od „pożaru” do „pożaru”, podczas gdy potrzebny jest proces i praca systemowa, np. w stylu „białej księgi” barier administracyjnych w handlu dwustronnym, którą opracowała Jadwiga Emilewicz jako pełnomocnik rządu Mateusza Morawieckiego. Potrzebny jest stały mechanizm, który będzie sprzyjał rozmontowywaniu problemów, np. gospodarczych – kontynuuje.
Polaków i Ukraińców łączą wspólne interesy. Ale najpierw historia, potem biznes
Badani otrzymali zadanie: ocenić priorytety polityki państwa wobec Ukrainy. W skali od 1 do 10 określali ważność poszczególnych zadań. Najważniejsze jest ich zdaniem doprowadzenie do pochowania wszystkich ofiar Rzezi Wołyńskiej (średnia ważona: 7,0; dla porównania: w lutym 2024 r. było to 7,1, w grudniu 2024 r. – 7,6). Na drugim miejscu plasuje się popularyzacja polskiej kultury i języka polskiego wśród Ukraińców (6,3). Na trzecim zaprzestanie upamiętniania przez państwo ukraińskie osób lub formacji odpowiedzialnych za popełnione w przeszłości zbrodnie na Polakach (6,2). Na czwartym ułatwienie działania polskiego biznesu na Ukrainie (6,2).
Podczas gdy 33 proc. ankietowanych postrzega Ukraińców jako konkurentów, 31 proc. widzi w nich partnerów gospodarczych. Tyle samo badanych mówi o Ukraińcach jako o sojusznikach. Dla 24 proc. Polaków to przyjaciele, 26 proc. uważa odwrotnie. Po świadczące o szczególnie bliskim stosunku do Ukraińców określenie – to bracia i siostry – sięga 17 proc. osób.
Aż 42 proc. Polaków zapytanych o zdanie uważa, że Polskę i Ukrainę łączą wspólne interesy, ale badanych różni ocena tego, ile ich jest – „wiele” odpowiedziało 22 proc. (to wzrost o 11 pkt. proc. w porównaniu do lutego 2024 r.), a „niewiele” odpowiedziało 20 proc. O tym, że Polski i Ukrainy nie łączą wspólne interesy jest przekonanych 28 proc. (to z kolei mniej w porównaniu do dwóch poprzednich pomiarów). Odpowiedzieć na to pytanie nie umie 30 proc. badanych. – To, że dostrzegamy, iż łączą nas wspólne interesy może wynikać z tego, że lepiej się poznaliśmy po pełnoskalowej agresji Rosji. Znaczenie może mieć również rozpoczęcie polskich prac ekshumacyjnych na Ukrainie – wspólnym wysiłkiem poprzedniego i obecnego rządu udało się w tym obszarze uzyskać mniej więcej tyle decyzji, co wcześniej na przestrzeni trzech dekad. A to przecież poważny problem w relacjach z Ukrainą zdaniem większości Polaków – konkluduje Cichocki.
Ukraina nas chroni, ale może też wciągnąć w wojnę
Czy Polska powinna popierać członkostwo Ukrainy w NATO? „Tak, bezwarunkowo, bo to najlepszy sposób powstrzymania Rosji” odpowiedziało 20 proc. Polaków (to spadek o 10 pkt. proc. w porównaniu do lutego 2024 r. i 6 pkt. proc. w porównaniu do grudnia 2024 r.) „Tak, pod warunkiem zakończenia wojny z Rosją i zawarcia pokoju” uważa 32 proc. badanych (bez zmian). „Nie” odpowiedziało natomiast 24 proc. ankietowanych (to o 10 pkt. proc. więcej niż w lutym 2024 r. i 6 pkt. proc. w porównaniu do grudnia 2024 r.). Zdania nie ma 25 proc.
– Polscy i europejscy politycy wszystkich opcji powtarzają, że do NATO nie może wstąpić państwo, które jest w stanie wojny, podczas gdy opinia ta nie znajduje oparcia w Traktacie Północnoatlantyckim. Przecież gdyby tak było, zachęcałoby to Putina do agresji wszędzie tam, gdzie pojawia się pragnienie dołączenia do Sojuszu. Prowokując zbrojny konflikt, każdorazowo blokowałby rozszerzenie organizacji. Zakończenie wojny jest w przypadku Ukrainy kryterium członkostwa wyłącznie w tym sensie, że dopiero wówczas miałaby szansę wypełnić pozawojskowe warunki integracji, czyli np. rządy prawa, wolne i sprawiedliwe wybory, równy dostęp do środków masowego przekazu. Wojna fizycznie nie sprzyja wprowadzaniu tak podstawowych, ale niewystępujących nad Dnieprem mechanizmów, jak cywilna kontrola nad armią czy transparentny system zakupów sprzętu wojskowego i uzbrojenia. Zasłanianie się ws. przyjęcia Ukrainy do NATO rosyjską agresją wynika z lęku przed wciągnięciem sojuszników do wojny, w tym wysłaniem natowskich żołnierzy na front. To nie wpływa pozytywnie na siłę odstraszania Sojuszu – wyjaśnia Cichocki.