Reklama

Marek Kutarba: Czy Niemcy będą bronić przesmyku suwalskiego przed Rosją?

Rosja już w 2026 roku zajmuje przesmyk suwalski w trzy dni, a NATO jest sparaliżowane i kompletnie bezradne - wynika z niemieckiej symulacji. Przerażające? Niekoniecznie. Obnaża to bardziej słabość Niemiec niż NATO - pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

Publikacja: 10.02.2026 04:30

Ćwiczenia wojskowe TUMAK-22 w okolicach przesmyka suwalskiego w 2022 roku

Ćwiczenia wojskowe TUMAK-22 w okolicach przesmyka suwalskiego w 2022 roku

Foto: PAP/Artur Reszko

Od kilku dni w polskich mediach bardzo popularnym tematem jest opisana przez „Die Welt”, jeden z głównych niemieckich dzienników ogólnokrajowych, gra wojenna dotycząca rosyjskiego ataku na Litwę w rejonie przesmyku suwalskiego. Popularność zawdzięcza wynikowi, który sprowadzony został do całkowitej porażki NATO w zaledwie trzy dni. Chociaż dodajmy od razu, że te trzy dni to już raczej wynik fantazji opisujących, a nie wnioski z symulacji.

Jak się robi gry wojenne po niemiecku?

W dużym skrócie: gra symuluje kryzys na granicy litewsko-białoruskiej w październiku 2026 r. Rzecz dzieje się po wymuszeniu na Ukrainie niekorzystnego pokoju. Zespół „czerwony” (Kreml) konstruuje prowokację wokół „korytarza humanitarnego” do Królewca. Standardowo rosyjskie siły po manewrach prowadzonych na Białorusi nie wracają do kraju, lecz zajmują południową Litwę (rejon Mariampol/Suwałki), budując fortyfikacje i blokując lądowe połączenie NATO z krajami bałtyckimi. W akcji bierze udział kilkanaście tysięcy rosyjskich żołnierzy.

Zespół „niebieski” (utożsamiany z Berlinem) reaguje uruchomieniem procedur kryzysowych – ogłoszeniem stanu zagrożenia, kampaniami informacyjnymi, zastosowaniem europejskiej klauzuli art. 42 Traktatu UE (klauzula tzw. wzajemnej obrony) i uruchomieniem sił szybkiego reagowania (5 tys. żołnierzy). Co jednak w całej symulacji najważniejsze – zespół „niebieski” i całe NATO unika bezpośredniej konfrontacji kinetycznej. Niemiecka brygada na Litwie nie rusza się nawet z miejsca stacjonowania. Powód: Rosjanie zaminowali podejścia do bazy.

Równocześnie USA dystansują się od sytuacji – sekretarz stanu występuje w roli mediatora, lecz blokuje pełne uruchomienie obronnych planów NATO. Polska w tej układance – poza ruchami politycznymi (konsultacje, propozycje działań testujących Rosjan, oczekiwanie na decyzje USA) – pozostaje militarnie bierna, a jej rola jest wyraźnie drugoplanowa.

Z kolei Rosja w symulacji stosuje „kij i marchewkę” wobec Niemiec (groźba ataków na infrastrukturę, oferty gazu dla wschodu RFN). Symulacja kończy się otwartym pytaniem: czy korytarz zostanie utrzymany? Wynik: Rosja osiąga cele bez silnej odpowiedzi militarnej ze strony NATO, a Europa tkwi w debatach politycznych.

Reklama
Reklama

Czy Niemcy potrafią podejmować decyzje?

Warto przy tym podkreślić, że gra zorganizowana przez German Wargaming Center nie zakłada pełnoskalowej wojny, lecz test spójności NATO poniżej progu art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Autorzy symulacji chcieli w ten sposób pokazać słabości niemieckich schematów decyzyjnych. I ten cel akurat udało im się osiągnąć.

Symulacja opisana przez „Die Welt”, która przeprowadzona miała być w Helmut-Schmidt-Universität der Bundeswehr w Hamburgu (uczelnia dla oficerów i podchorążych sił zbrojnych RFN, gdzie działa German Wargaming Center), trafnie odsłania polityczno-decyzyjne słabości Niemiec. A także części Europy. Jednak jako model realnej rosyjskiej operacji przeciw Litwie jest obarczona istotnymi błędami, nad którymi nie sposób przejść do porządku dziennego.

Jej nagłośnienie w mediach ma bowiem ten skutek, że zamiast pobudzić do dyskusji o politycznych słabościach systemu decyzyjnego zachodniej Europy, symulacja niepotrzebnie sieje społeczną panikę, przy okazji nieświadomie, ale za to doskonale wpisując się w rosyjskie działania hybrydowe związane z sianiem strachu w społeczeństwach zachodnich.

Tymczasem opisana symulacja (gra wojenna) ma tylko jedną zaletę. I całe mnóstwo wad, które powodują, że alarmistyczne doniesienia mediów oparte na jej wynikach są zupełnie bez sensu.

Czytaj więcej

NATO już nie istnieje? Tak twierdzi amerykański politolog

Dlaczego Berlin nie jest już pępkiem Europy?

Scenariusz, w którym Rosja po wymuszeniu niekorzystnego pokoju z Ukrainą przeprowadza operację przeciwko Litwie, jest oczywiście prawdopodobny. Jest to jednak prawdopodobieństwo umiarkowane i na pewno nie w perspektywie czasowej kreślonej przez Niemców. Mimo ciągłych doniesień o zachomikowanych przez Rosjan nowych dywizjach, tysiącach czołgów i niemniejszej liczbie innego sprzętu (co nigdy nie zostało w żaden sposób potwierdzone) oraz alarmistycznych komunikatów ze strony byłych wojskowych wieszczących kolejne daty rozpoczęcia się wojny Rosji z NATO, jest mało prawdopodobne, by Rosja była do tego gotowa w perspektywie lat 2026–2028.

Reklama
Reklama

Niemniej możliwość rozpoczęcia takiej operacji to w praktyce jedyny element, który jest w niemieckiej grze wojennej realny. Cała reszta założeń trzyma się już rzeczywistości dość luźno.

W efekcie otrzymujemy scenariusz, w którym to Niemcy (pod nieobecność Amerykanów) decydują o wszystkim. I to bez udziału tychże Niemiec, które grzęzną w proceduralnych i politycznych debatach, NATO nie jest w stanie nic zrobić i przegrywa starcie z Rosją.

To typowo niemiecki berlinocentryzm, który nie bierze w ogóle pod uwagę zmienionej architektury północnej i wschodniej flanki NATO. Tymczasem zarówno północ Europy (po rozszerzeniu NATO o kolejne państwa nordyckie), jak i Polska niespecjalnie opierają dziś swoje bezpieczeństwo i decyzje na zachowaniu osłabionego militarnie i gospodarczo Berlina. Mimo to gra została rozegrana tak, jakby Niemcy nadal były militarną potęgą z końca zimnej wojny, której wahanie może doprowadzić do przegranej NATO.

Słusznie oprotestowała to zresztą sama Litwa, która stwierdziła, że z agresją Rosji w skali opisanej przez Niemców poradziłaby sobie zapewne własnymi siłami. Przynajmniej w zakresie obrony Mariampola. Premier Litwy Inga Ruginiene w wywiadzie udzielonym „Die Welt” stwierdziła wprost: „Jesteśmy świadomi zagrożeń. Nawet jeśli mamy silny sojusz i obowiązuje artykuł 5, wiemy, że przez krótki czas bylibyśmy najpierw sami”.

Dlaczego Niemcy nie powinny marginalizować Polski?

A zatem dwa podstawowe (ale nie jedyne) błędy w założeniach niemieckiej gry strategicznej to przecenienie zdolności Rosji i nadmierne skupienie się na niemieckiej perspektywie, która niemal całkowicie pomija rolę północnej i wschodniej flanki NATO. A przypomnijmy, że właśnie te państwa, a nie Niemcy, mają zgodnie z planami NATO wziąć na siebie pierwsze 72 godziny ewentualnego konfliktu z Rosją.

Osobiście nie wierzę, że wobec agresji w rejonie przesmyku suwalskiego Polska – jak zakładał to niemiecki scenariusz – pozostałaby bierna w oczekiwaniu na to, co zrobią Amerykanie. Łatwiej uwierzyć, że Polska bierze udział w starciu od pierwszych jego godzin, ruszając (i słusznie) Litwinom na pomoc i – co wcale nie jest nieprawdopodobne – przeprowadzając uderzenie „odwetowe” w kierunku Królewca. Do tego właśnie przygotowywane są dwie polskie dywizje: 16. Dywizja Zmechanizowana na kierunku królewieckim i 18. Dywizja Zmechanizowana na kierunku białoruskim.

Reklama
Reklama

Z polskiej perspektywy byłoby to najskuteczniejsze działanie, wymuszając reakcję i Amerykanów, i reszty NATO. W identyczny sposób zachowałyby się w takiej sytuacji także państwa nordyckie. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

Czytaj więcej

Gen. Jarosław Gromadziński: Przenieśmy działania wojenne na teren Rosji

Czy Amerykanie mogliby porzucić Polskę?

Z tego powodu moim zdaniem całkowicie nierealistyczne jest także założenie, że w takiej sytuacji Amerykanie porzuciliby Europę na pastwę Rosji. Amerykanie mogą wiele mówić na temat europejskich słabości. Trudno sobie jednak wyobrazić, aby w obliczu agresji na terytorium NATO stali spokojnie z boku. Byłoby to sprzeczne z ich strategicznymi interesami. I to nawet w czasach Donalda Trumpa.

Jest też drugi powód, dla którego jest to mało realny scenariusz. Zastanówmy się bowiem, jaki byłby to sygnał dla amerykańskich sojuszników na Pacyfiku (Korei Południowej, Japonii, Australii)? A bez ich wsparcia Amerykanie nie mają co liczyć na sukces w rywalizacji i w ewentualnym konflikcie z Chinami.

Czytaj więcej

Ilu jest żołnierzy amerykańskich w Polsce? Znamy liczbę
Reklama
Reklama

Niemiecki scenariusz mocno pesymistycznie odmalowuje też Europę jako sparaliżowaną strachem i skrajnie podzieloną. Taką chciałaby widzieć ją Rosja. Rzeczywistość na szczęście wcale aż tak czarna nie jest. I chociaż zachodnioeuropejskie społeczeństwa na pewno do wojny z Rosją się nie rwą, to jednak wyraźnie widać, że na północnej i wschodniej flance NATO społeczeństwa są coraz bardziej zdeterminowane, by w razie rosyjskiej agresji dać jej wyraźny odpór.

Z kolei budując w scenariuszu wątek związany z zastraszeniem Zachodu przez Rosję eskalacją konfliktu poprzez użycie broni jądrowej, całkowicie pominięto aspekt związany ze zdolnościami odstraszania NATO. Broń jądrowa jest w posiadaniu nie tylko Amerykanów, ale także dwóch innych państw NATO: Francji i Wielkiej Brytanii. Te dwa państwa w grze Niemcy też praktycznie pominęli. Tak jakby cała rozgrywka odbywała się wyłącznie między Rosją, Amerykanami i Niemcami. I chociaż rozumiem cel, w jakim zbudowano taki właśnie scenariusz, to uważam, że Niemcy zdecydowanie przecenili w symulacji swoje znaczenie.

Powiedzmy też sobie jasno. Na poziomie strategicznym Rosji łatwiej jest osłabić Zachód przez działania hybrydowe niż otwarty – nawet jeśli miałby ograniczony zasięg – konflikt militarny (czyli jak się go obecnie określa, kinetyczny). Rosja udowadnia to zresztą nieustannie. Nie tylko atakami na infrastrukturę krytyczną (energetyczną, kolejową, wodociągową), ale także poprzez opisane niedawno sabotaże skierowane przeciwko niemieckim okrętom w portach Niemiec i Grecji.

Czy mamy spodziewać się Rosjan pod Suwałkami?

Scenariusz przedstawiony przez „Die Welt” to moim zdaniem użyteczne ćwiczenie polityczno-społeczne, które dobrze pokazuje: że decyzje w przypadku kryzysu mogą być podejmowane zbyt wolno, działanie NATO bez Amerykanów będzie bardzo trudne, a wewnętrzne spory polityczne w Niemczech są dziś wyjątkowo silne.

Z drugiej strony symulacja ta szybko traci na wiarygodności, gdy weźmiemy pod uwagę nierealistyczne założenia samej gry, takie jak przecenienie obecnego potencjału militarnego Rosji, nadmierna wiara w spójność rosyjskich działań, niewielka rola w ciągu zdarzeń Polski, państw skandynawskich i Wielkiej Brytanii oraz nierealistyczne założenie o zachowaniu całkowitej obojętności przez USA. Dlatego symulacja pokazuje raczej słabość samych Niemiec niż realistyczną prognozę biegu wydarzeń w przypadku konfliktu z Rosją.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Rozpad Federacji Rosyjskiej jest nieunikniony. Bunt na froncie wśród scenariuszy

W konsekwencji uważam, że nagłaśnianie takiej oderwanej od realiów gry wojennej jest nieskuteczne. Zamiast budzić polityków do głębszych przemyśleń (a mam nadzieję, że taki właśnie był cel całego zamieszania), niepotrzebnie straszy społeczeństwa zachodnie, budując w nich przekonanie o słabości i bezradności Zachodu oraz NATO wobec wszechpotężnej Rosji. A Rosja taka już nie jest. Nie jest też, jak w niemieckim scenariuszu, nieomylna i perfekcyjnie sprawna. Wojna na Ukrainie udowodniła to dobitnie. I tak, to nadal kraj będący atomowym mocarstwem. I dlatego nie należy jej lekceważyć. Pamiętajmy jednak, że to także kraj z coraz bardziej niewydolną gospodarką, rosnącymi problemami demograficznymi, w niewyobrażalnym stopniu uzależniony od chińskich – i jak się niedawno okazało w sprawie Starlinków Elona Muska – także zachodnich technologii.

Nie podzielam medialnej paniki. Tak, symulacja faktycznie pokazała słabość. To jednak słabość Niemiec. A nie słabość NATO. I warto o tym pamiętać, czytając materiał „Die Welt”.

Polityka
Iran zawarł z Rosją tajną umowę na dostawę pocisków. Prezydent Trump „jest ciekawy”
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Polityka
Co się stało na Grenlandii? Donald Trump wysłał tam amerykański statek szpitalny
Polityka
USA-Izrael. Donald Trump na zawsze z Beniaminem Netanjahu
Polityka
Ukraina odpowiada na groźby Węgier i Słowacji: Postawcie ultimatum Kremlowi
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama