Książka Marcina Łuniewskiego „Rosja. Od rozpadu do faszystowskiej dyktatury. Scenariusze przyszłości 2026-2036” ukaże się za kilka dni nakładem Wydawnictwa Prześwity, Warszawa 2025
Według Stephena Kotkina (amerykański historyk – red.) upadek państwa mógłby zapoczątkować bunt podobny do buntu Prigożyna, który wymknąłby się spod kontroli, ogromna katastrofa naturalna, nad której skutkami Kreml nie byłby w stanie zapanować, sabotaż nuklearnych instalacji albo śmierć lidera. Do takiego wariantu może doprowadzić także nieudana próba zreformowania państwa przez technokratów, którą autor opisał w poprzednich rozdziałach, albo rasistowska i etnocentryczna polityka ultranacjonalistów na Kremlu. Prawdopodobieństwo rozpadu może zwiększyć deficyt charyzmy i legitymizacji nowego lidera po Putinie oraz niewydolność państwowych instytucji. Jednocześnie Kotkin podkreśla, że Rosja nie upadnie tak jak Związek Radziecki. Ten ostatni przypominał tabliczkę czekolady, której poszczególne części, czyli republiki związkowe, były łatwe do odłamania. Obecnie kraj w większości nie składa się z jednostek terytorialnych opartych na etniczności albo mających status quasi-państwa, stąd nie będzie go tak łatwo „podzielić”. Wyjątkiem mogą być islamskie republiki na Kaukazie, zwłaszcza Czeczenia oraz Kaliningrad, fizycznie odcięty od reszty kraju.