Reklama

Gen. Jarosław Gromadziński: Przenieśmy działania wojenne na teren Rosji

W pierwszej fazie konfliktu możemy uderzyć głęboko w terytorium przeciwnika – mówi „Rzeczpospolitej” gen. broni rez. dr Jarosław Gromadziński, były dowódca Eurokorpusu, twórca 18. Dywizji Zmechanizowanej „Żelaznej”.

Publikacja: 25.01.2026 07:30

Gen. Jarosław Gromadziński

Gen. Jarosław Gromadziński

Foto: Wojciech Król/MON

Czy przyjęty właśnie Program Rozwoju Sił Zbrojnych do 2039 r. pokazuje, że zmienia się filozofia działania wobec Rosji na bardziej ofensywną?

W tym programie po raz pierwszy jest pokazane, że budujemy zdolności odstraszania poprzez możliwości oddziaływania na terytorium przeciwnika, czyli Rosji. Mówimy o głębokich uderzeniach. To warto podkreślić, ale na razie to są tylko słowa, bo poza deklaracjami nie widzę realnych działań mających na celu pozyskanie takich zdolności.

Reklama
Reklama

Jakie działania możemy podjąć po agresji Rosji? Czy tam, gdzie nie sięgniemy rakietami, uderzymy w cyberprzestrzeni – wyłączymy serwery, prąd, przepływ ropy?

Od dawna podkreślam, że powinniśmy pokazywać Rosji, że nie będziemy bierni i gdy tylko nas zaatakuje, to uderzymy wszystkimi możliwymi środkami, jakie posiadamy, aby też odczuła wojnę. Przeniesiemy działania na jej terytorium. I czytając nowy Program Rozwoju Sił Zbrojnych, można odnieść wrażenie, że będziemy mieć zdolności do uderzeń na głębokość tysiąca kilometrów i jeszcze dalej, a także że rzeczywiście będziemy aktywnie prowadzić obronę poprzez uderzenia na terytorium przeciwnika.

Czy posiadamy dzisiaj zdolności do przeprowadzania precyzyjnych głębokich uderzeń w terytorium Rosji?

Moim zdaniem nie.

Czytaj więcej

Jak pokonać Rosję? Jak zmieni się armia? Znamy plany

Mamy przecież lotnictwo i pociski manewrujące, np. F-16C/D wyposażone w pociski AGM-158 JASSM o zasięgu bazowym ok. 370 km oraz kilkaset pocisków AGM-158B-2 JASSM-ER o zasięgu do 1 tys. km.

Jeżeli chcemy precyzyjnie uderzyć, musimy mieć dokładne namiary na określone cele. Musimy zbudować system rozpoznania, dowodzenia, odpowiedniego poziomu analizy i komunikacji – to musi być spójny system, a przecież satelity dopiero kupiliśmy, one zaczynają działać. Moim zdaniem dzisiaj nie możemy precyzyjnie uderzyć bez wsparcia sojuszniczego.

Reklama
Reklama

Czyli kluczowy jest tzw. targeting, ustalenie dokładnych namiarów na określone cele.

Tak, targeting, który pozwoli zaplanować, a potem oceni skutki tych uderzeń. Dzisiaj Ukraina bez pewnych danych otrzymywanych od sojuszników nie mogłaby uderzyć w Rosję.

Czy to uderzenie może wyglądać tak jak w przypadku wojny dwunastodniowej Izraela i USA przeciwko Iranowi, gdy precyzyjne uderzenia z powietrza i działania wojsk specjalnych z lądu sparaliżowały system obrony przeciwlotniczej i zniszczyły instalacje jądrowe?

Taki scenariusz jest możliwy, ale w Iranie został pokazany w mniejszej skali. Rosja jest jednak potężnym krajem i ma systemy inaczej rozłożone, one działają jakby wyspowo. Iran miał w zasadzie jeden system obrony powietrznej, który został wyłączony. W przypadku Rosji tak nie będzie. Ona ma przede wszystkim większą głębię operacyjną. Musimy wziąć także pod uwagę Białoruś, która jest pomiędzy nami a Rosją.

Foto: Tomasz Sitarski

Ale moim zdaniem Program Rozwoju Sił Zbrojnych to dobry sygnał, aby wreszcie przestać być biernym i budować zdolności do oddziaływania głębokiego na terytorium przeciwnika, aby mu stworzyć dylemat strategiczny, że atak z jego strony mu się nie będzie opłacał, bo w odwecie my uderzymy u niego. Do tej pory zakładaliśmy, że walczymy do granicy, której nie można przekroczyć. Plan rozwoju Sił Zbrojnych RP w tym kontekście, a także patrząc na to, jakie zostały zawarte w nim marzenia – bo ja go na razie nie nazywam realistycznym – jest pewnym novum.

Zastanawiam się, czy w czasie tej wojny dwunastodniowej USA nie testowały w Iranie jednego z wariantów planów uderzeń odwetowych NATO wobec Rosji?

Ja bym tak daleko nie szedł, bo Stany Zjednoczone nic by nie zrobiły bez Izraela, który dokonał doskonałego rozpoznania i miał w Iranie siatkę wywiadowczą, która operowała z lądu. Podobnie było w Wenezueli. Bez takich elementów nie można przeprowadzić operacji wojskowej. Izrael nie miał tylko odpowiednich środków do dokonania uderzenia, m.in. odpowiedniej liczby samolotów i bomb, które mogły zniszczyć ośrodki jądrowe. Dlatego to była połączona operacja amerykańsko-izraelska.

Czytaj więcej

Operacja w Wenezueli i pojmanie Nicolása Maduro. Jak oceniają to Amerykanie?
Reklama
Reklama

Wracając do ewentualnego scenariusza wojny z Rosją, jakie mogłyby być główne cele naszych uderzeń odwetowych?

Naszym celem jest zniszczenie jej potencjału militarnego i gospodarczego do prowadzenia działań. Tak, aby dla tamtej strony wojna stała się nieopłacalną. Musimy uderzyć we wszystkie rezerwy wojskowe, węzły zaopatrzenia, infrastrukturę logistyczną. Słowem, w obiekty, które mają wpływ na prowadzenie działań wojennych. Wojsko potrzebuje zaopatrzenia, wsparcia, musi podejść z głębi operacyjnej, zatem naszym celem nie jest wojna z Rosją, ale z jej potencjałem wojskowym już na jej terytorium.

Czy wśród obiektów, które znalazłyby się ewentualnie na celowniku, są też bazy operacyjne Strategicznych Sił Rakietowych? Bo one stanowią dla nas chyba największe zagrożenie.

Bazy pewnie tak, ale to jest jak z ukraińskimi elektrowniami atomowymi – one nie są w szczególny sposób atakowane, aby nie doprowadzić do wybuchu i skażenia radioaktywnego. Nie rozwijałbym tego scenariusza, bowiem wojna NATO z Rosją oparta może być o pewną drabinę eskalacyjną. Sojusz ma lotnictwo strategiczne, dysponuje spektrum narzędzi oddziaływania na adwersarza, moim zdaniem bardziej prawdopodobna byłaby stopniowa, kontrolowana eskalacja. Bo Rosja też pewnie chciałaby zachować jakiegoś asa w rękawie. To nie jest wojna na śmierć i życie, która od razu uruchomi odwet jądrowy.

Czytaj więcej

Ppłk Maciej Korowaj: Rosyjska rakieta Oresznik nie jest niewidzialna. Jak ją wykryć?

O ile trudno Rosji będzie obronić Kaliningrad, o tyle Moskwa dzisiaj znajduje się poza zasięgiem naszych rakiet. Ale słabością Rosji jest rozległość jej terytorium, którego nie jest w stanie obronić, zaś zaletą możliwość rozproszenia sił.

Dlatego ważne jest dokonanie zmiany mentalnej wśród polityków i wojskowych w całym NATO. Jeżeli będziemy przedstawiać Rosji scenariusz, że w przypadku ataku na któreś z państw sojusz będzie oddziaływać nie tylko z kierunku państwa, które zostanie zaatakowane, ale na całe terytorium Rosji z różnych kierunków na całej długości granicy, to Kreml będzie miał świadomość, że nie jest w stanie ochronić swojego terytorium. Przecież granica w Europie rozpoczyna się w Turcji, a kończy w krajach skandynawskich, a patrząc z drugiej strony – jest także Alaska. Rosja musi być świadoma, że atak na jednego z sojuszników spowoduje oddziaływanie całego sojuszu w dowolnym miejscu. Musi stanąć przed dylematem strategicznym, że nie jest w stanie się obronić.

Co stałoby się z wojskami rosyjskimi, które zdecydowałyby się przekroczyć granicę np. na wysokości przesmyku suwalskiego? Porazi ich artyleria rakietowa, np. systemy HIMARS?

Nie możemy tego rozpatrywać z założeniem, że wojska rosyjskie przekroczą granicę. Tak się nie stanie. Musimy odejść od myślenia, że wojna polega na przekraczaniu linii granicznych. Wojna zaczyna się dużo wcześniej. Dzisiaj obserwujemy wojnę hybrydową, każdego dnia jesteśmy poddawani oddziaływaniu ze strony rosyjskiej – mamy ataki w cyberprzestrzeni, akty dywersji. Jeżeli doszłoby do konfliktu, to będzie on poprzedzony dużą operacją powietrzną. To nie będzie wyglądało tak, że czołg przekroczy granicę. Aby dokonać takiej operacji, muszą być zgromadzone odpowiednie siły i środki, wojska muszą znajdować się w określonej lokalizacji, a to wszystko jest widoczne dzięki rozpoznaniu satelitarnemu. Przypomnę przykład wojny na Ukrainie w 2022 r. My widzieliśmy wojska rosyjskie, śledziliśmy ich ruchy od pół roku. Zachód nie był zaskoczony ich obecnością, tyle że nie dowierzał, że Putin odważy się uderzyć na Kijów. 

Konflikty zbrojne na świecie

Konflikty zbrojne na świecie

Foto: Infografika PAP

Reklama
Reklama

Wniosek z naszej rozmowy jest moim zdaniem taki: powinniśmy uczestniczyć w programach budowy pocisków manewrujących o zasięgu ponad 1 tys. km.

Tak, powinniśmy mieć takie niezależne systemy. Uważam, w przeciwieństwie do tzw. wielkiej siódemki gen. Wiesława Kukuły, szefa Sztabu Generalnego WP, która jest moim zdaniem zbyt lakoniczna, że priorytetem dla naszych Sił Zbrojnych powinna być rozbudowa obrony przeciwlotniczej, przeciwrakietowej, przeciwdronowej, bo bez tego nie przetrwamy. Po drugie: rozbudowa wojsk lądowych potrzebnych do zatrzymania przeciwnika, a po trzecie – budowanie zdolności głębokich uderzeń na terytorium przeciwnika, aby przenieść konflikt na jego terytorium i odczuł skutki podejmowanych działań.

Jakie są ograniczenia, aby wykonać uderzenie w głąb Rosji? Czy taki atak wymagałby zgody NATO, które z założenia ma charakter obronny?

Wojna nie wybuchnie wtedy, gdy NATO będzie na nią czekać. Konflikt będzie narastał. Pierwsze dni wojny zawsze będą operacją narodową, bo to my będziemy zaatakowani.

Ale przecież Polska nie jest gotowa do długotrwałego konfliktu bez wsparcia sojuszników.

Zgoda, ale w pierwszych godzinach możemy użyć wszystkiego, czym dysponujemy i wtedy nie jesteśmy zależni od sojuszników. Na tym polega siła kraju. Powinniśmy mieć w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego jasno zdefiniowane nasze priorytety, a także kiedy reagujemy na potencjalne zagrożenie. Wpiszmy w dokumenty strategiczne, że w przypadku ataku Rosji na Polskę użyjemy wszystkich środków i uderzymy głęboko. Dopiero potem operacja narodowa przekształci się w operację sojuszniczą, którą będzie dowodził generał NATO.

Rozmówca

Jarosław Gromadziński

Generał broni Wojska Polskiego, doktor nauk społecznych, w latach 2016–2018 dowódca 15. Brygady Zmechanizowanej, w latach 2018–2022 dowódca 18. Dywizji Zmechanizowanej, w latach 2023–2024 dowódca wielonarodowego Eurokorpusu. 27 marca 2024 r. został odwołany z tego stanowiska przez ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza w związku z prowadzonym przez SKW postępowaniem. 31 stycznia 2025 r. zakończył zawodową służbę wojskową 

Wojsko
Ppłk Maciej Korowaj: Rosyjska rakieta Oresznik nie jest niewidzialna. Jak ją wykryć?
Społeczeństwo
Sondaż: Polacy nie wierzą w rychły pokój na Ukrainie
Społeczeństwo
Wojciech Piotrowicz: Jak w 2026 roku ominąć kryzys, oswoić strach i nie być słabym graczem?
Plus Minus
„Plus Minus” w Borodziance. Ukraińska prowincja wyrwana z rosyjskiej okupacji
Konflikty zbrojne
Rosja nie cofa się przed atakami na infrastrukturę medyczną
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama