fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Muszyński: Nieudolni pogromcy Trybunału Konstytucyjnego

Mariusz Muszyński
materiały prasowe
Profesorom prawa wypada wiedzieć, w jakich sprawach orzeka Trybunał i że konstytucja nie daje mu prawa do kontroli prezydenckiego aktu powołania I prezesa SN – pisze wiceprezes TK.

Kilka dni temu na stronie internetowej „Rzeczpospolitej" ukazał się artykuł pt. „Trybunał Konstytucyjny okiem adwokatów: konkurencja dla Ucha Prezesa", którego autorami są dwaj profesorowie prawa i adwokaci: Maciej Gutowski i Piotr Kardas. Obaj panowie pełnią także funkcje dziekańskie w Radzie Adwokackiej i od wielu miesięcy budują sobie medialny wizerunek „pogromców Trybunału Konstytucyjnego", wytykając rzekome grzechy tej instytucji.

We wspomnianym artykule przedmiotem „krytyki" jest wyrok w sprawie K 1/17 i sprawie K 3/17, a tekst wręcz roi się od zarzutów kierowanych w stronę Trybunału. Autorzy podnoszą m.in. naruszanie przez TK fundamentów prawa w postaci łamania zasady, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie, czy brak podstawowej wiedzy prawniczej i sugerują ironicznie, by skład orzekający przeczytał coś więcej niż „Wstęp do prawoznawstwa". Problem w tym, że to nie działanie Trybunału, ale publicystyka obu profesorów jest wręcz wzorcowym przykładem braku wiedzy i rzetelności, czego konsekwencją jest seria błędów, jakich osoby posiadające tytuł naukowy i wykonujące zawód adwokata powinny się wstydzić.

Nie doczytali, a krytykują...

I tak po pierwsze, dwaj profesorowie tak się śpieszyli, by uderzyć w Trybunał, że nie tylko nie raczyli sprawdzić, jak wygląda procedura powołania I prezesa Sądu Najwyższego, ale nawet nie przeczytali krytykowanych wyroków. Z lektury konstytucji lub uzasadnienia orzeczenia TK dowiedzieliby się, że na podstawie regulaminu Sądu Najwyższego nie dokonuje się „wyboru I prezesa", a prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie odbiera od wybranej tak osoby ślubowania. Uznany przez Trybunał za niezgodny z konstytucją regulamin wyboru kandydatów na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego zawierał jedynie przepisy dotyczące wyłaniania kandydatów na ten urząd.

Podstawą powołania I prezesa SN jest natomiast bezpośrednio konstytucja. Jej art. 183 ust. 3 stanowi, że „Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego". I z tej prostej przyczyny, przywołane przez autorów tekstu „dotknięcie protokołu ślubowania pierwszej prezes SN »zaczarowanym ołówkiem« prezydenta" rzeczywiście nie mogło uzdrowić „wyboru", bo takiego ślubowania nie było. Było za to wręczenie aktu powołania i jego publikacja w Monitorze Polskim.

Po drugie, obaj panowie nie znają zakresu konstytucyjnych kompetencji Trybunału. Uprzejmie więc ich informuję, że Trybunał dokonuje hierarchicznej kontroli prawa. Orzeka m.in. o zgodności ustaw z konstytucją lub o zgodności przepisów prawa wydawanych przez centralne organy państwowe (np. regulaminów organów państwowych) z konstytucją, ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi i ustawami. Nie jest natomiast uprawniony do oceny konstytucyjności stanów faktycznych.

W rozpoznawanych przez Trybunał sprawach, na które powołują się autorzy tekstu, wszystkie zarzuty odnosiły się do przepisów aktów prawnych. Nie zostały zakwestionowane stany faktyczne związane z konkretnie wskazanymi sędziami, gdyż to nie mieści się w kompetencjach Trybunału.

Z drugiej strony, jeśli panowie profesorowie usiłują powiązać część składu, w tym moją osobę, z faktem, że nasz stan faktyczny mógłby również pasować do dyspozycji zakwestionowanych norm, dokonują zwykłej manipulacji. Przyjęcie tak pokrętnej logiki skutkowałoby tym, że z orzekania o ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych musieliby się zawsze wyłączyć sędziowie posiadający mieszkania spółdzielcze, a w sprawach praw jazdy sędziowie posiadający uprawnienia do kierowania pojazdami itp. W przypadku znacznej części przepisów ustaw trybunalskich z ich oceniania musieliby być wyłączeni wszyscy sędziowie. Bo który z sędziów mógłby np. ocenić przepisy o postępowaniu dyscyplinarnym? Każdy jest przecież ich potencjalnym adresatem. Na marginesie tylko dodam, że rzecznik praw obywatelskich złożył wniosek o wyłączenie mojej osoby, używając właśnie pokrętnych argumentów przywołanych przez profesorów, a powołany stosowny skład TK odmówił wyłączenia.

...i wprowadzają w błąd

Kolejną „odkrywczą" uwagą, pokazującą rzeczywisty poziom wiedzy autorów o przedmiocie przygotowanego tekstu, jest przywołanie art. 193 konstytucji. Mecenasi z tytułem profesorskim uznają go za podstawę wyboru sędziów TK. Niestety, jest to przepis dotyczący pytania prawnego. Pozwolę sobie zacytować jego treść: „Każdy sąd może przedstawić Trybunałowi Konstytucyjnemu pytanie prawne co do zgodności aktu normatywnego z Konstytucją, ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi lub ustawą, jeżeli od odpowiedzi na pytanie prawne zależy rozstrzygnięcie sprawy toczącej się przed sądem". Obaj panowie zarzucają też Trybunałowi, że orzekł, iż prowadzenie działalności gospodarczej przez małżonka sędziego Trybunału stanowi zgodną z konstytucją podstawę do usunięcia takiego sędziego. Uprzejmie więc ich informuję, że w obydwu krytykowanych wyrokach nic na ten temat nie ma, bo problem ten nie był przedmiotem wniosku rzecznika praw obywatelskich (K 1/17) ani grupy posłów (K 3/17).

Panowie Gutowski i Kardas sugerują także, że „nie przeszkadza Trybunałowi pozbawienie obywatela kontroli konstytucyjnej nieobowiązującej już ustawy, choć na tej podstawie sąd ma orzekać w jego sprawie". I znów wprowadzają czytelników w błąd. Obywatel mógł i nadal może zainicjować postępowanie w sprawie nieobowiązującej już ustawy, jeśli jest to konieczne dla ochrony jego konstytucyjnych wolności i praw. Kontrola taka jest możliwa w trybie skargi konstytucyjnej, o czym wyraźnie mówi art. 59 ust. 3 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK. Panom profesorom skarga pomyliła się z wnioskiem konstytucyjnym, do złożenia którego obywatel nie posiada uprawnień.

I na zakończenie jeszcze jedna ciekawostka. Autorzy dokonują porównania dwóch prerogatyw prezydenta RP: instytucji powoływania sędziego na stanowisko I prezesa SN z prezydenckim uprawnieniem do podpisywania ustaw. W ten sposób kolejny raz chcą pokazać marność Trybunału. Schemat chwytu jest prosty. Skoro podpisanie przez prezydenta „zaczarowanym ołówkiem" uchwalonej ustawy nie wyłącza możliwości kontroli jej konstytucyjności przez Trybunał, to dlaczego TK orzekł o braku takiej możliwości wobec aktu powołania I prezesa SN?

Niestety, tym fragmentem ponownie potwierdzają brak wiedzy potrzebnej do analizy problemu. Przede wszystkim nie doczytali, że powołanie I prezesa SN nie było wcale przedmiotem kontroli w krytykowanej sprawie. Lektura wniosku lub sentencji pokazałaby im, że Trybunał oceniał jedynie normy ustawy o Sądzie Najwyższym i wydany na jej podstawie regulamin wyboru kandydatów na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego, a wnioskodawcy chcieli w bonusie aplikacyjnym tylko ewentualnego skasowania aktów wydanych na podstawie norm uznanych za niekonstytucyjne. A żaden z tych aktów nie był aktem powołania I prezesa SN, gdyż to prezydent RP dokonuje tego bezpośrednio na podstawie konstytucji w formie postanowienia.

Zasłona milczenia

Faktem jest natomiast, że w uzasadnieniu do wyroku w sprawie K 3/17 skład orzekający w jednym z wątków wyraźnie zaznaczył, że każda konstytucyjna prerogatywa prezydenta może być kontrolowana, jeśli konstytucja taką możliwość przewiduje. Ale profesorom prawa i adwokatom wypada wiedzieć, że Trybunał orzeka w sprawach zgodności ustaw z konstytucją, bo uprawnienie to daje mu art. 188 pkt 1 konstytucji. I to z mocy tego artykułu podpisanie ustawy przez prezydenta, mimo że jest wykonaniem prerogatywy, nie działa jak przywołany przez nich „zaczarowany ołówek", immunizując ustawę przed potencjalną kontrolą. Z kolei uprawnienia do kontroli prezydenckiego aktu powołania I prezesa SN konstytucja nigdzie nie tworzy. Dlatego zdaniem Trybunału nie jest to możliwe.

I w tym miejscu należy chyba spuścić zasłonę milczenia. Jeśli panowie Gutowski i Kardas przygotowują pisma procesowe tej samej jakości co opisany przeze mnie artykuł ich autorstwa, to ich klienci nie powinni czuć się bezpiecznie.

- Autor jest wiceprezesem Trybunału Konstytucyjnego, profesorem na Wydziale Prawa i Administracji UKSW

Zobacz także

Polemika Piotra Kardasa i Macieja Gutowskiego - „Wykładnia autentyczna” a nienaprawialność statusu tzw. dublera

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA