Praca, emerytury, renty

Emerytury w nowym systemie a renty rodzinne i emerytury małżeńskie

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Nie próbujmy tworzyć nowej teorii ubezpieczeń społecznych, włączając w nią konieczność dziedziczenia środków lub zwrotu wpłaconych składek – pisze Aleksandra Wiktorow, doradca prezesa ZUS
Ostatnio wzmogła się dyskusja nad emeryturami z II filaru. Przez wiele lat dyskutowano prawie wyłącznie o tym, kto ma nimi się zajmować, natomiast niewiele o tym, jakie one będą. Działo się tak, bo w powszechnej świadomości emerytura utrwaliła się jako świadczenie płacone indywidualnie, jednej osobie, co miesiąc, do końca życia. W naszym systemie ubezpieczenia społecznego nie było i nie ma emerytur małżeńskich, każdy ze współmałżonków ma swoją emeryturę obliczoną na podstawie własnych zarobków i własnego stażu pracy. Również w innych państwach w powszechnych systemach emerytalnych zależnych od zarobków, tworzonych i administrowanych przez instytucje publiczne, emerytury małżeńskie nie występują.
W systemach emerytalnych o takim charakterze jak polski – wypłata emerytury uzależniona jest od pracy, czyli wymaga opłacenia składki w okresie aktywności zawodowej i zależy od wysokości wcześniejszych zarobków oraz liczby przepracowanych lat – emerytura zawsze jest odrębna dla męża i żony. Tak jest m.in. w Niemczech, we Francji, Hiszpanii, Portugalii, we Włoszech i USA (jeśli tylko wymienić największe kraje). W niektórych państwach, zwłaszcza anglosaskich i skandynawskich, emerytura bazowa, powszechna jest wypłacana w jednakowej kwocie każdemu uprawnionemu (tzw. flat rate). Może być indywidualna albo dla pary. Emerytura dla pary jest niższa niż suma dwóch emerytur indywidualnych, gdyż uważa się, że koszty utrzymania w gospodarstwie domowym dwuosobowym są, w przeliczeniu na osobę, niższe niż w jednoosobowym. W większości tych państw za parę uważa się też konkubinaty, a w niektórych nawet dwie osoby tej samej płci prowadzące wspólnie gospodarstwo domowe (np. Holandia). Po rozwodzie lub śmierci jednej z osób tworzących parę druga zaczyna dostawać emeryturę indywidualną. Czasami takie emerytury są finansowane z budżetu (Finlandia, Norwegia, Australia) i przysługują wszystkim mieszkańcom danego kraju, jeśli żyją w nim określoną liczbę lat. Renty małżeńskie są znane w ubezpieczeniach na życie, gdzie można stworzyć indywidualny produkt dla każdej zgłaszającej się pary. Znane są wszystkie parametry danej pary dotyczące: wiek współmałżonków (ważna jest zwłaszcza różnica wieku między nimi), stan ich zdrowia itp. Wiedząc, jaką i kiedy chcą dostać rentę dożywotnią, konstruuje się dla nich konkretny produkt z konkretną składką. I jest to jedna składka płacona wspólnie.W ubezpieczeniu społecznym reguły są zawsze standardowe – ubezpieczeniem tym objęci są obowiązkowo wszyscy pracujący, czyli wielka liczba ludzi. Nie ma więc ani sensu, ani możliwości indywidualizacji warunków ubezpieczenia. Z racji skali ryzyko rozkłada się na wszystkich, bo w takiej masie ubezpieczonych znajdują się wszystkie możliwe sytuacje rodzinne, zdrowotne, dochodowe, związane z zatrudnieniem itp. Łatwiej zatem skalkulować wysokość składki i świadczenia standardowego. Nie ma natomiast możliwości indywidualnego skalkulowania emerytury małżeńskiej, uwzględniając dla każdej pary jej indywidualne specyficzne cechy. Np. żona może być dużo młodsza od męża, ale też może być dużo starsza, któryś z małżonków idzie na emeryturę dużo później i trudno przewidzieć kiedy, a nawet może umrzeć przed przejściem na emeryturę, mimo wcześniejszej deklaracji wyboru emerytury małżeńskiej. Bywa, że na utrzymaniu emeryta pozostają jego była żona (mąż) i dzieci z poprzedniego małżeństwa, bywa, że rozwodzą się emeryci. W różnym czasie i z różnych powodów małżeństwa podejmują decyzję o rozdzielności majątkowej. Musiałby więc nastąpić jakiś podział emerytury małżeńskiej. W ubezpieczeniu życiowym jest to łatwiejsze, bo dotyczy tylko tych konkretnych dwóch osób podpisujących specjalnie dla nich przygotowaną indywidualną polisę. W ubezpieczeniu społecznym mającym gwarancje państwa – trudniejsze, bo nie sposób przewidzieć wszystkich mogących wystąpić sytuacji, a ubezpieczenia te muszą mieć wszystkie warunki uregulowane ustawowo, w taki sam sposób dla całej objętej nimi populacji. Ci, którzy wybraliby emeryturę małżeńską, godziliby się na rezygnację z gwarancji minimalnej emerytury. Jednocześnie, ponieważ emerytura małżeńska dla zakładu emerytalnego stanowiłaby większe ryzyko niż emerytura indywidualna, byłaby od tej ostatniej dużo, dużo niższa. Nie zagwarantowałaby zatem tej drugiej osobie po śmierci współmałżonka wysokich dochodów. W ubezpieczeniu społecznym od zawsze funkcjonują renty rodzinne, co dla niektórych jest odkryciem. To one mają zapewniać utrzymanie współmałżonkowi, dzieciom, ewentualnie rodzicom czy rodzeństwu po śmierci osoby, która przyczyniała się do ich utrzymania. Rzecz jasna, jeśli spełnione są ustawowe warunki, np. wdowa (wdowiec) musi mieć co najmniej 50 lat albo być niezdolna do pracy, albo wychowywać dziecko do lat 16 (lub 18 jeśli się uczy). Więcej, osoba, która ma własne świadczenie (rentę, emeryturę), może je zamienić na rentę rodzinną po współmałżonku, jeśli ta jest wyższa. Na rentę rodzinną płaci się składkę, wszyscy w jednakowej procentowo wysokości. Nie można jej zlikwidować, bo umierają również ludzie młodzi, pozostawiając po sobie małe dzieci. Nadal będzie się przyznawać renty rodzinne po śmierci emerytów i rencistów otrzymujących renty ze starego systemu i po zmarłych pracownikach, którzy do OFE nie należeli. Nie można przecież pozbawić ich środków utrzymania. Trudno też zróżnicować składkę rentową w zależności od tego, czy pracownik należy do OFE czy nie. Niezbędne jest zatem dopasowanie rent rodzinnych do nowego kształtu emerytur i rent z tytułu niezdolności do pracy. Trzeba pamiętać, że do renty rodzinnej jest uprawniony także poprzedni współmałżonek (współmałżonkowie), jeśli zmarły płacił na nich alimenty. Z renty tej można dokonywać różnych ustawowych potrąceń, które trudno byłoby stosować przy emeryturze wspólnej dla dwóch osób. Wszystkie te sytuacje trzeba uwzględnić w nowym kształcie renty rodzinnej lub ewentualnej emeryturze małżeńskiej, chyba że zmieniony, czyli bardzo zawężony, byłby zakres uprawnionych. Stosując jednakowe reguły obliczania emerytur i rent dla wszystkich uprawnionych, korzysta się z danych właściwych dla całej populacji. Obliczając emeryturę bez wnikania szczegółowo w sytuację zdrowotną konkretnej osoby, nie wiadomo, czy będzie ona żyła na emeryturze długo czy krótko. Korzysta się z danych zawartych w tablicach przeciętnego dalszego trwania życia. Mówią one, jak długo ma szansę żyć osoba w konkretnym wieku. Nie znaczy to, że każdy, kto ma 60 lat, będzie żył 244,3 miesiąca, a mający 65 lat – 201,7 miesiąca (ostatnie dane GUS). Jedni umrą wcześniej, nawet w kilka miesięcy po przejściu na emeryturę, inni będą żyli nawet dłużej niż przewidywana przeciętna. Każda z tych osób musi dostawać emeryturę do końca życia. Jeśli zwrócilibyśmy rodzinie środki za ten okres, jakiego nie dożył do przeciętnej zmarły emeryt, to temu, kto żyje dłużej niż przeciętna, musielibyśmy przestać wypłacać emeryturę po osiągnięciu wieku przeciętnego trwania życia dla danego rocznika urodzenia. Nie byłoby bowiem środków, z których można byłoby to świadczenie finansować. Na tym polega ryzyko grupowe w ubezpieczeniach emerytalnych – wszyscy płacą jednakową składkę i wszyscy dostają dożywotnią emeryturę. Jeśli każdy (lub jego spadkobierca) dostawałby zwrotnie dokładnie tyle, ile wpłacił (plus ewentualny zysk z inwestycji), to nie byłoby miejsca na ideę ubezpieczenia, ponieważ zamieniłoby się ono w zwykłe oszczędzanie. W ubezpieczeniu tak jest, że wszyscy ubezpieczeni płacą składkę, natomiast świadczenia dostają tylko ci, których dotknie jakaś szkoda. Całe życie można płacić na ubezpieczenie mieszkania i nigdy nie dostać odszkodowania, bo mieszkanie nie zostało zalane, okradzione, spalone itp. Ubezpieczonemu nie przyjdzie do głowy żądać zwrotu składek wpłaconych wcześniej, bo wie, że zostały one spożytkowane na odszkodowania na tych, którym zdarzyło się nieszczęście. W ubezpieczeniu społecznym ta idea „ubezpieczenia”, że wszyscy płacą składkę, a świadczenia (odpowiednik odszkodowania z ubezpieczeń osobowych i majątkowych) dostają tylko ci, którzy spełnią określone warunki, jest rzadko rozumiana przez dużą część społeczeństwa. Często słyszymy: „mam dostać tyle, ile włożyłem”, „to mi się należy” itp. Edukacja społeczna w dziedzinie zasad działania ubezpieczeń jest bardzo mizerna i wydaje się, że dopiero ścisłe zastosowanie w praktyce zasady – dostajesz tylko tyle, ile włożyłeś – mogłoby ostudzić tego typu żądania. Bo wtedy okazałoby się, że dzieci nie dostaną renty rodzinnej po śmierci ojca, bo za wcześnie umarł i bardzo mało uzbierał ze składek. A przecież na renty rodzinne płacą też osoby, które nie mają współmałżonków i dzieci. Przy „idei” zwrotu wpłaconych składek one dla odmiany mogłyby się czuć bardzo pokrzywdzone. Nie próbujmy więc tworzyć nowej teorii ubezpieczeń społecznych, włączając w nią konieczność dziedziczenia środków lub zwrotu wpłaconych składek. Przy takim podejściu większa część społeczeństwa straciłaby źródło utrzymania w okresie, gdy najbardziej tego potrzebuje, a tylko mniejszość by zyskała po wczesnej śmierci swoich najbliższych. Jeśli państwo z budżetu, czyli z podatków, nie dodałoby tyle samo, ile wypłacono w ramach dziedziczenia emerytur kapitałowych, najstarsi emeryci nie dostaliby emerytur. Czyli chcemy wprowadzić karę za długie życie. Jeśli zaś budżet dodawałby na emerytury kapitałowe dla tych, którzy żyją dłużej niż przeciętnie, to powstaje pytanie: po co była reforma emerytalna?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL