fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Koronawirus: zdalne cięcia etatów w czasie epidemii

AdobeStock
Pracodawcy wypowiadają pracownikom umowy telefonicznie, e-mailem, przez Skype'a czy Zoom.

W czasie pracy zdalnej wymuszonej przez epidemię koronawirusa przedsiębiorcy mają utrudnione zwalnianie pracowników. Zgodnie z art. 98 tarczy 2.0, czyli ustawy z 16 kwietnia w sprawie szczególnych instrumentów wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, do wysyłki wypowiedzenia pocztą w czasie epidemii nie stosuje się zasady, w myśl której przesyłka dwukrotnie awizowana uznawana jest za dostarczoną.

Zwolnienie online może być skuteczne

– W praktyce oznacza to, że jeśli w czasie stanu epidemii i w okresie 14 dni po jego zakończeniu pracownik skierowany do pracy zdalnej nie odbierze listu od pracodawcy z wypowiedzeniem umowy, a nawet zwolnieniem w trybie dyscyplinarnym, to takie oświadczenie woli jest nieskuteczne i umowa z pracownikiem nie może zostać rozwiązana – mówi dr Magdalena Rycak z Rycak Kancelaria prawa Pracy i HR.

– Z odsłuchów rynkowych wiem, że są pracodawcy, którzy obecnie zwalniają pracowników ustnie, podczas rozmowy telefonicznej, za pośrednictwem aplikacji Skype czy Zoom albo e-mailem. Takie praktyki są jednak wadliwe, ponieważ wypowiedzenie umowy nie spełnia wymogu formy pisemnej przewidzianej w kodeksie pracy. Niemniej wypowiedzenie jest skuteczne, a więc umowa zostanie rozwiązana. Jeśli pracownik nie odwoła się od takiego wadliwego wypowiedzenia, pracodawca nie poniesie żadnych negatywnych konsekwencji – komentuje Agata Mierzwa z zespołu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych w kancelarii DZP.

Część prawników uważa jednak, że już teraz można zwalniać zdalnie, wystarczy do tego elektroniczny podpis kwalifikowany.

– Zgodnie z art. 30 § 3 kodeksu pracy wypowiedzenie musi mieć formę pisemną. Jednak zgodnie z art. 781 § 2 kodeksu cywilnego oświadczenie woli złożone w formie elektronicznej jest równoważne z oświadczeniem woli złożonym w formie pisemnej – zaznacza Bartłomiej Jędrzejak, adwokat współpracujący z kancelarią Gujski Zdebiak.

– Pojawia się więc pytanie, czy już teraz pracodawcy mogą zwalniać zdalnie. Sąd Najwyższy nie zajmował się do tej pory takim zagadnieniem. Jedyne orzeczenie, jakie może stanowić wskazówkę przy takich zwolnieniach, zapadło jeszcze w 2007 r. (sygn. II PK 178/06). Sąd Najwyższy uznał wówczas wypowiedzenie zawarte w e-mailu za skuteczne, nienaruszające wymogu wypowiedzenia umowy na piśmie, szczególnie że po kilku dniach do pracownika dotarło równolegle wysłane wypowiedzenie w formie papierowej – komentuje Bartłomiej Jędrzejak.

W praktyce wygląda to tak, że już teraz niektóre firmy wysyłają wypowiedzenie opatrzone podpisem elektronicznym i równocześnie kurierem dokumenty w formie papierowej. Inną metodą jest wysłanie wypowiedzenia

e-mailem i prośba o odczytanie takiej wiadomości przy świadkach, aby pracodawca miał potwierdzenie, że taka wiadomość dotarła do zwalnianego.

Potrzebne uzasadnienie

Nawet jeśli pracodawca zdecyduje się na przeprowadzenie redukcji zatrudnienia, musi pamiętać, że nie ma pełnej swobody i dowolności w doborze kandydatów do zwolnienia.

– Wbrew powszechnemu mniemaniu stan epidemiczny nie zwalnia z obowiązku uzasadnienia wypowiedzenia umowy rzeczywistą przyczyną, a jeśli rozwiązanie dotyczy tylko niektórych pracowników wśród większej grupy takich samych stanowisk, są potrzebne obiektywne kryteria doboru do zwolnienia – wyjaśnia Agata Mierzwa z DZP. I dodaje: – Brak tych ostatnich zostanie potraktowany jako wadliwe wskazanie przyczyny, ponieważ pracownik nie będzie de facto wiedział, z jakich powodów to on został zwolniony.

Jeśli pracodawca popełni błąd formalny podczas przygotowywania wypowiedzenia i wysyłki online lub merytoryczny, niesprawiedliwie wskazując osoby do zwolnienia, sąd pracy może przyznać zwolnionemu odszkodowanie w wysokości trzykrotności jego pensji. Możliwe jest także przywrócenie zwolnionego do pracy, co oznacza obowiązek zapłaty wynagrodzenia za czas procesu osobom chronionym, np. kobietom w ciąży, osobom w wieku przedemerytalnym czy związkowcom.

A postępowania przed sądem pracy znacząco się teraz wydłużą. Kumulacja spraw napływających do sądów, gdy przez epidemię praktycznie nie pracują, i fala pozwów o odszkodowania może oznaczać nawet kilkuletnie oczekiwanie na prawomocny wyrok w takiej sprawie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA