Dostał pan rekordowe 74 tysiące głosów w wyborach samorządowych. Traktuje pan te głosy jako sygnał do kontynuacji swojego mandatu jako marszałka na Mazowszu?
Bez wątpienia jest to wotum zaufania ze strony wyborców. To daje mi też uzasadnienie do dalszego pełnienia funkcji, którą aktualnie pełnię. To duża satysfakcja, że wyborcy, społeczeństwo doceniają pracę, którą wykonuję.
Czytaj więcej
KO odbija m.in. województwo łódzkie, PiS trzyma się mocno w swoich bastionach. Politycy PiS na Nowogrodzkiej odetchnęli nieco z ulgą po 7 kwietnia,...
Po pięciu kadencjach nie ma pan chęci zmiany gabinetu marszałka województwa na jakiś inny?
Miałem kilka różnych propozycji i były już różne okoliczności, w których do takiej zmiany miało dochodzić. Nie skorzystałem z nich. Czuję się odpowiedzialny za Mazowsze. I realizuję się w mojej pracy. Myślę również, że efekty są bardzo pozytywne. Także w wymiarze koalicyjnym. Nie czuje się wypalony, zmęczony, zniechęcony, znudzony. Żadne z tych określeń mi nie towarzyszą.
Gdy w wyborach samorządowych potrzeba nie setek, ale tysięcy kandydatów, to możliwości Polski 2050 są mniejsze.
Trzecia Droga to udany projekt?
Największe sukcesy Trzecia Droga odniosła w wyborach do Sejmu. To była nowa jakość. To powiedzenie, że „Trzecia Droga albo trzecia kadencja PiS” miało swój sens. To oferta dla tych, którzy nie mieszczą się w tych dwóch największych ugrupowaniach. I mają dość tego zwarcia między nimi. Uważam, że ten projekt ma przyszłość. Oczywiście nasi partnerzy, czyli Polska 2050, są dopiero na początku swojej politycznej drogi jako formacja polityczna. I gdy w wyborach samorządowych potrzeba nie setek, ale tysięcy kandydatów, to możliwości Polski 2050 są mniejsze. Ale my jako PSL wzięliśmy na siebie główny ciężar w tych wyborach i się to wszystko udało. Wynik jest analogiczny jak do Sejmu. W sumie 80 mandatów w całym kraju, we wszystkich sejmikach. Generalnie uważam, że partie demokratyczne wygrały wybory 7 kwietnia.
Czytaj więcej
W 748 gminach odbędzie się w niedzielę, 21 kwietnia, II tura wyborów samorządowych. Sztaby KO, PiS, Lewicy i Trzeciej Drogi liczą na to, że zwycięż...
Czyli sprawdza się taka mieszanka doświadczenia i świeżości? Politycy PSL czasami sygnalizują, że większość pracy w kampanii wzięli na siebie właśnie oni.
Tak było, ale musimy rozumieć, że jeśli jakaś partia jest na początku swojej drogi, to trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że na listach będą dominować nasi działacze i działaczki. Ale generalnie projekt się powiódł. Nie wszędzie może, zwłaszcza na poziomie powiatowym, spełnił nasze oczekiwania – tam było gorzej, w powiatach PiS intensywnie pracował, ale generalnie uważam, że projekt jest udany. Poza dwiema głównymi partiami, to my jako Trzecia Droga jesteśmy na trzecim miejscu.
Uważam, że model, w którym Trzecia Droga wystawia jednego kandydata lub kandydatkę w wyborach prezydenckich jest możliwy i nawet prawdopodobny.
W wyborach prezydenckich w 2025 PSL powinno mieć własnego kandydata, czy też postawić na sojusz?
Nasze doświadczenia z wyborami prezydenckimi są dość przykre. PSL dostaje duże poparcie w samorządach czy parlamencie. Wybory prezydenckie zwykle kończyły się dla nas wynikiem poniżej 5 proc. Swego czasu uważałem, że powinniśmy poprzeć kandydaturę Bronisława Komorowskiego, stało się inaczej. Dziś jest za wcześnie, by takie decyzje podejmować. Jeżeli dalej będzie dobrze się układała współpraca w ramach Trzeciej Drogi, to być może trzeba będzie się zastanowić nad wspólnym kandydatem. Ale do tej decyzji jeszcze dużo czasu minie.
Czytaj więcej
Podjęliśmy decyzję, że zawiązujemy koalicję. Stworzymy wspólne listy we wszystkich okręgach po to, by pokazać wszystkim, że jest możliwa trzecia dr...
Zakładam, że większość decyzji głównych sił, jeśli chodzi o wybory prezydenckie zapadnie na przełomie 2024/2025.
Zapewne tak. Po drodze dość szybko wybory do PE, wydarzenia bieżące. Co do personaliów, to naprawdę trudno dziś przesądzić, kto takim kandydatem lub kandydatką mógłby być. Uważam, że model, w którym Trzecia Droga wystawia jednego kandydata lub właśnie kandydatkę jest możliwy i nawet prawdopodobny.
Epidemia była wyzwaniem, ale też doprowadziła do realizacji wielu projektów, które wzmocniły nasza odporność jako regionu.
A jaki jest bilans tej kadencji w samorządzie mazowieckim? Długa kadencja, dwa duże kryzysy, jak to odbiło się na województwie?
Oczywiście ogromnym wyzwaniem była pandemia. Cała Polska zapłaciła za pandemię ogromną cenę, ponadnormatywne zgony są szacowane na ponad 150 tysięcy osób. To bez wątpienia olbrzymia cena. Po początkowym bardzo trudnym okresie pandemii udało się opanować sytuację. Udało nam się pieniądze z UE – za zgodą Komisji – uruchomić bardzo szybko, już w kwietniu 2020 roku. I wydawaliśmy je na sprzęt ochrony osobistej o wysokiej jakości, później na sprzęt ratujący życie, na aparaturę diagnostyczną. Kupiliśmy 170 ambulansów ratunkowych. Szpitale – było ich 80 – dzięki tym unijnym funduszom doposażyliśmy w naprawdę wartościowy sprzęt. I one dziś są dużo lepiej przygotowane do takich nadzwyczajnych sytuacji. Mamy nowe, nowoczesne oddziały zakaźne – w Płocku, Ciechanowie, które są teraz wykorzystywane na inne potrzeby ochrony zdrowia. Nie doszło do zapaści w ochronie zdrowia czy w urzędach. Udało się zrealizować duże projekty wsparcia dla szkół, teraz są one bardzo dobrze wyposażone. Epidemia była wyzwaniem, ale też doprowadziła do realizacji wielu projektów, które wzmocniły nasza odporność jako regionu.
Czytaj więcej
Kreml oświadczył w czwartek, że jakakolwiek nowa amerykańska pomoc wojskowa dla Ukrainy nie zmieni sytuacji na froncie.
A wyzwania związane z wojną?
To oczywiście na początek masowe przyjmowanie uchodźców. Tu największą rolę odegrały organizacje społeczne, obywatele. Ale samorządy też. Samorząd wojewódzki też odgrywał rolę. Np. dzięki temu, że udało nam się kupić nowe ambulanse, to te używane, ale sprawne i w pełni wyposażone – 20 z nich – przekazaliśmy Ukrainie. Tak bardzo jako mogliśmy pomóc, to pomogliśmy i pomagamy w dalszym ciągu. Oczywiście w kończącej się kadencji wielkim wyzwaniem był kryzys energetyczny, inflacja. Miało to wpływ na inwestycje, ale wszystkie najważniejsze udało się zrealizować lub są w toku. Przede wszystkim udało się zakończyć wydawanie środków europejskich, to 2 mld 100 mln euro. Dziś mogę powiedzieć, że wydaliśmy ponad 100 proc. tych środków. One są już w większości certyfikowane, czyli wracają do Polski. Przyjęliśmy też ważne projekty, jak uchwałę antysmogową. Generalnie uważam, że można tę całą bardzo trudną kadencję ocenić pozytywnie.
Przez 25 lat dystans między różnymi regionami Mazowsza się zmniejszył.
A jeśli chodzi o kwestie wyrównywania nierówności między różnymi regionami na Mazowszu, to jak ten bilans wypada?
Bardzo pozytywnie. Kiedy czyta się najnowszy „Raport spójności” prezentowany w Brukseli, to widać, że część województwa – ta poza metropoliami – ma nawet szybsze tempo wzrostu niż część metropolitalna. Oczywiście różnica będzie zawsze. Stolica koncentruje ponad 80 proc. przedsiębiorstw. Ale odpowiednie kierowanie i nasze programy wsparcia, wyrównywania szans – np. miliard złotych przekierowane na całe Mazowsze – mają swój efekt. Przez te 25 lat dystans między różnymi regionami Mazowsza się zmniejszył.
Czytaj więcej
Koniec z rządowymi komisarzami w gminach czy miastach, po wyborze wójta, burmistrza czy prezydenta do parlamentu lub europarlamentu. Zwolniony fote...
A co się zmieniło w samorządzie przez te ćwierć wieku?
Wzrosła znacznie aktywność organizacji samorządowych. Samorząd dojrzał. Coraz więcej osób ma samorządowe doświadczenie. Oczywiście w 2018 roku weszły w życie rozwiązania dotyczące dwukadencyjności – które moim zdaniem należy zmienić – i dla wielu samorządowców ta nowa kadencja będzie ostatnią. Niestety, rozregulowano przez lata finanse jednostek samorządu terytorialnego. To należy oczywiście zmienić. Zwłaszcza duże miasta bardzo straciły. Ale też wzrosła dopłata samorządów do usług publicznych. Poprzednia władza miała centralistyczne podejście, z jednej strony obserwowaliśmy rozdawanie „swoim” pieniędzy, a z drugiej ubywało dochodów własnych samorządu.
Kwestia KPO. To uważam za największe wyzwanie – racjonalne wydanie tych środków, a później ich rozliczenie tak, by żadne euro nie musiało wracać do Brukseli.
A co jest głównym wyznaniem nowej kadencji?
Po pierwsze racjonalne wykorzystanie unijnej perspektywy. Znów mamy 2 mld 100 mln euro. I ich wydatkowanie kończy się na koniec 2029 roku. Mamy opóźnienie związane z problemami dotyczącymi praworządności. Jest też kwestia KPO. To uważam za największe wyzwanie – racjonalne wydanie tych środków, a później ich rozliczenie tak, by żadne euro nie musiało wracać do Brukseli. A mamy 2024 rok, zostało pięć i pół roku do końca. Drugie wyzwanie to bezpieczeństwo – nie tylko polityczne i militarne.
Czytaj więcej
Byli parlamentarzyści zostali wybrani do sejmików województw. Najwięcej eksposłów wśród radnych ma Prawo i Sprawiedliwość.
Teraz karierę robi hasło „odporność”.
To jest odporność. Jest kwestia ochrony zdrowia, odpowiedni poziom opieki w szpitalach. Jest kwestia – to już jest po stronie państwa – adekwatnego finansowania ochrony zdrowia. To również oczywiście odpowiednie przygotowania służb ratowniczych, wyposażenie ich w najnowocześniejszy sprzęt. A także bezpieczeństwo energetyczne, OZE, przebudowanie sieci przesyłowych. Jest też bezpieczeństwo żywnościowe – Polska, UE musi być samowystarczalna żywnościowo. Nie może być tak, że rolnictwo przestanie być opłacalne.
A jakie ma pan oczekiwanie wobec rządu i Sejmu, jeśli chodzi o legislację? Jedna rzecz to jak rozumiem cofnięcie zmian, jeśli chodzi o kadencyjność.
Tak. Uważam, że to ludzie powinni decydować o wyborze wójta, burmistrza czy prezydenta. A nie jakiś przepis prawny. Ważne są też decyzje dotyczące finansowania wszystkich szczebli samorządu. Prace trwają, kwestie finansowe trzeba uporządkować. Widziałem już szkic założeń nowego systemu, wydaje się interesujący. Widzę w rządzie pozytywne nastawienie i chęć zmian. Nie od razu można zmienić filozofię z centralistycznej na decentralistyczną. Są sprawy, których nie można odwrócić w ciągu kilku miesięcy jak powołanie Wód Polskich. Ale liczy się tendencja.