fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Duże odszkodowanie za kiepski wniosek o dotację z UE

123RF
Przedsiębiorca, który nie uzyskał dotacji z funduszy unijnych z powodu niestarannie przygotowanego wniosku przez firmę doradczą, ma prawo nie tylko do zwrotu zapłaconego jej wynagrodzenia, ale również rekompensaty za utracone korzyści.

Tak orzekł Sąd Okręgowy w Poznaniu w wyroku z 30 września 2015 r. (IX GC 1229/13).

Wojciech Ł. prowadzi działalność gospodarczą w dziedzinie protetyki – zajmuje się m.in. przygotowaniem i dopasowaniem protez zębowych. Zamierzał rozwinąć firmę i skorzystać z dotacji unijnej na adaptację i wyposażenie gabinetu. Przygotowanie wniosku o dofinansowanie w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego zlecił spółce X specjalizującej się w tego typu usługach. W ramach umowy „aplikacja dotacyjna" spółka miała również sporządzić biznesplan na potrzeby projektu oraz świadczyć konsulting i doradztwo w trakcie trwania umowy. Za wykonanie umowy spółka miała otrzymać 6,1 tys. zł brutto wynagrodzenia, a jeśli przedsiębiorca uzyskałby dotację – dodatkowo równowartość 5 proc. uzyskanego dofinansowania.

Pieniądze przepadły

Jak się okazało, przygotowany przez spółkę X wniosek był obarczony wieloma brakami formalnymi. Urząd Marszałkowski wezwał Wojciecha Ł. do skorygowania i uzupełnienia aplikacji w ciągu 5 dni. Poprawkami zajęła się spółka X, ale nie dość, że zrobiła to niestarannie, to jeszcze popełniła kolejne błędy. Wniosek został odrzucony jako niespełniający wymogów formalnych. Wojciech Ł. próbował jeszcze odwołać się od decyzji Urzędu Marszałkowskiego, jednak komisja odwoławcza oddaliła jego protest w całości. W efekcie protetyk nie otrzymał ponad 81 tys. zł dofinansowania, o które wnioskował.

Przedsiębiorca uznał, że wszystkiemu winna jest spółka X, która nienależycie wykonała umowę. W pozwie żądał zasadzenia od niej zwrotu wypłaconego wynagrodzenia oraz zapłaty odszkodowania za utracone korzyści w kwocie równej nieotrzymanej dotacji .

Staranne działanie czy rezultat

Spółka uznała powództwo za bezzasadne. W jej ocenie umowa została wykonana prawidłowo. Była to jednak umowa o świadczenie usług i należy do niej stosować przepisy o zleceniu. Od zleceniobiorcy zaś można wymagać starannego działania, lecz nie można go obarczyć odpowiedzialnością za brak rezultatu. Rezultat w postaci uzyskania dofinansowania nie był objęty umową i nie wchodził w zakres zobowiązania spółki. O staranności spółki X i prawidłowym wywiązaniu się przez nią z umowy świadczyć miała m.in. korespondencja mailowa Wojciecha Ł. z pracownikami pozwanej, a także fakt, że powód wypłacił przewidziane umową wynagrodzenie – 6,1 tys. zł.

Roszczenie powoda o zwrot utraconych korzyści spółka X również uważała za bezzasadne, ponieważ uzyskanie dotacji zależało od oceny merytorycznej, a nie formalnej wniosku aplikacyjnego. Innymi słowy - gdyby wniosek nie został odrzucony z przyczyn formalnych, nie oznaczałoby to automatycznie przyznania dofinansowania.

Dodatkowo spółka zarzuciła Wojciechowi Ł. brak należytej współpracy z jego strony, przez co nie mogła zweryfikować i poprawić wszystkich danych w terminie wyznaczonym przez Urząd Marszałkowski.

Pełnomocnik Wojciecha Ł. przyznał, że strony łączyła umowa starannego działania, lecz właśnie staranności w działaniu pozwanej spółce nie sposób przypisać. Podkreślił, że błędy spółki X popełnione już na początkowym etapie procesu starań o dofinansowanie spowodowały, że projekt Wojciecha Ł. nie mógł być oceniany merytorycznie.

Niechcący przyznała się do błędu

Sąd rozpatrujący ten spór przyjrzał się błędom, które zaważyły na decyzji o odrzuceniu wniosku. Chodziło m.in. o niezgodne z wytycznymi wyliczenia wartości dofinansowania projektu, a także niespójne informacje w dokumentacji projektowej. W dwóch różnych tabelach dla tego samego wskaźnika „Liczba zakupionych środków trwałych" wpisane zostały inne dane.

Sąd zgodził się w pełni z opinią przedstawioną przez powołanego w sprawie biegłego - specjalisty ds. funduszy europejskich, a niegdyś członka komisji decydujących o przyznaniu dotacji. Stwierdził on stanowczo, że gdyby nie błędy popełnione przez pozwaną, powód z pewnością uzyskałby dofinansowanie. Za błędne uznał twierdzenia spółki X, że o przyznaniu danemu wnioskodawcy dofinansowania decydują wyłącznie względy merytoryczne. - Zanim bowiem dojdzie do merytorycznej oceny wniosku, komisja dokonuje weryfikacji formalnej i odrzuca wniosek zawierający rażące błędy - wyjaśnił biegły. Podkreślił, że wniosek sporządzony przez pozwaną, jako profesjonalistkę w tej dziedzinie, powinien być od razu przygotowany bez błędów.

Szczególnie istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia miały także zeznania świadka zgłoszonego przez pozwaną spółkę. Otóż przyznał on wprost, że w wyniku niepomyślnego efektu współpracy z powodem spółka zmieniła swój system pracy i zaczęła zwracać większą uwagę na sposób przygotowywania wniosków o dofinansowanie.

– Nie sposób zatem podzielić stanowiska pozwanej, iż dołożyła ona należytej staranności w przygotowywaniu wniosku dla powoda. Gdyby bowiem tak było, pozwana nie zmieniałaby wewnętrznych procedur. Taka zmiana świadczy niejako o przyznaniu się do błędów – stwierdził sąd.

Profesjonalista musi lepiej niż inni

Jego zdaniem w wyniku działań spółki X Wojciech Ł poniósł szkodę w dwojakiej postaci: wypłacił spółce nienależne jej wynagrodzenie i nie uzyskał wzbogacenia, które uzyskałby, gdyby nie nienależyte wykonanie zobowiązania przez pozwaną. Polegało ono na niedołożeniu należytej staranności w realizacji obowiązków umownych, przy czym zgodnie z brzmieniem art. 355 § 2 Kodeksu cywilnego należytą staranność dłużnika w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej określa się przy uwzględnieniu zawodowego charakteru tej działalności. Oznacza to jeszcze wyższy poziom wymaganej od spółki X staranności niż w przypadku podmiotów nieprofesjonalnych, czyli nie zajmujących się zawodowo przygotowaniem wniosków dotacyjnych.

– Błędy wskazane przez Urząd Marszałkowski, które w ostatecznym rozrachunku okazały się przyczyną odrzucenia wniosku powoda, były błędami o charakterze podstawowym, wręcz szkolnym. Wynikały one z niestaranności, być może pośpiechu, lecz także niedopatrzenia, a być może nawet z braku odpowiednich kompetencji pozwanej. Nie można wykluczyć, iż gdyby Wojciech Ł. zdecydował się przygotować wniosek samodzielnie, to by takich nie popełnił – wyjaśnił sąd.

Jego zdaniem między zachowaniem pozwanej a szkodą powoda zachodzi związek przyczynowy i jest to związek adekwatny, bowiem następstwo w postaci szkody po stronie powoda jest normalnym, przewidywalnym następstwem zaniedbania pozwanej spółki. Dlatego zdaniem sądu roszczenie Wojciecha Ł. musiało zostać uwzględnione w całości.

Wyrok jest prawomocny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA