Zdawać by się mogło, że art. 17 ustawy z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (tekst jedn. DzU z 2007 r. nr 70, poz. 473 ze zm.) nie pozostawia wątpliwości co do tego, czy profilaktyczne – a więc zapobiegawcze – badanie stanu trzeźwości pracownika jest dopuszczalne. Przepisy art. 17 ust. 1 i 3 tej ustawy upoważniają i jednocześnie zobowiązują pracodawcę do żądania poddania się przez pracownika badaniu, gdy „zachodzi uzasadnione podejrzenie, że stawił się do pracy w stanie po użyciu alkoholu lub spożywał alkohol w czasie pracy". Literalna wykładnia wskazuje na to, że brak „uzasadnionego podejrzenia" uniemożliwia zobowiązanie pracownika do poddania się badaniu przez uprawniony do tego organ ochrony porządku publicznego.

Czytaj też:

Jak skontrolować trzeźwość pracownika

Badanie trzeźwości pracownika: kiedy musi dmuchać w alkomat

Na wszelki wypadek

Nie oglądając się na to, niektórzy pracodawcy stosują profilaktyczne badanie stanu trzeźwości, narażając się na zarzuty kierowane do nich ze strony związków zawodowych czy inspekcji pracy o bezprawność takich działań.

Na swoją obronę powołują ważkie argumenty, takie jak bezwzględny obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa w środowisku pracy czy wynikający z rodzaju prowadzonej działalności obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa osób trzecich. Tłumaczą, że brak profilaktycznej kontroli stanu trzeźwości – zważywszy choćby na to, jak często jest on u nas naruszany i  (niestety) tolerowany – sam w sobie może stanowić swego rodzaju zachętę dla zachowań niekoniecznie pożądanych. Pomna wynikających stąd zagrożeń policja bardzo często ucieka się do profilaktycznego badania stanu trzeźwości kierowców (i dobrze) i nikt z tego powodu nie robi problemów. Gdy podobne zachowania spotykamy w środowisku pracy, gdzie „bogactwo" zagrożeń wynikających bądź to z rodzaju wykonywanej pracy bądź warunków pracy lub jej organizacji jest duże, w ruch idą najcięższe zarzuty o uprawianym przez pracodawców bezprawiu. W szczególności o braku upoważnienia ustawowego do takich działań, o naruszaniu godności i innych dóbr osobistych pracowników.

Wątpliwe sytuacje

Nie raz, nie dwa spotykałem się z sytuacjami, w których „nie dający podstaw do uzasadnionych podejrzeń" pracownik w stanie po użyciu alkoholu stawał się ofiarą lub sprawcą wypadku. Dopiero wtedy zadawano pytania, czy, a jeżeli tak, to jak można im było zapobiec. Ludzie różnie się zachowują w stanie po użyciu alkoholu. Są i tacy, u których nie obserwujemy żadnych widocznych objawów. Niby to oczywiste, a jednak przepisy upoważniają do żądania poddaniu się badaniu tylko osób „podejrzanych". Wąchać wchodzących do pracy? Patrzeć im głęboko w oczy?

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ

Sprawa kierowcy

W pewnej firmie kierowca autobusu stawił się do pracy na wyznaczoną godzinę. Ustawił się w kolejce do dyspozytora, a ten zażądał od niego poddania się profilaktycznemu badaniu stanu trzeźwości. Pracownik odmówił i złożył wniosek o urlop na żądanie. Ot, jeden z wielu przypadków, jakich się zdarzają tysiące.

Z opisu stanu faktycznego sprawy wynika, że pracodawca przywiązywał dużą wagę do badania stanu trzeźwości swoich kierowców. Wydał nawet specjalne zarządzenia obligujące pracowników do poddania się takiemu badaniu. Badaniu profilaktycznemu przeprowadzanemu przez upoważnione osoby. Przewidział również, że odmowę poddania się badaniu będzie traktował jako przyznanie się do stanu nietrzeźwości. Stosując się do utrwalonej (niestety) wykładni sądowej i dokonywanej w doktrynie, można by powiedzieć – bezprawie.

Sąd Najwyższy rozstrzygając sprawę dyscyplinarnego zwolnienia tego kierowcy nieco inaczej to ocenił. W uzasadnieniu wyroku z 22 listopada 2018 r. (II PK 199/17) padło prawdopodobnie ważne dla praktyki zdanie. Otóż „zważywszy na rodzaj wykonywanej przez powoda pracy, wydaje się oczywiste, że poddanie się profilaktycznym badaniom na trzeźwość należy zakwalifikować do obowiązków [pracowniczych] podstawowych." Tylko tyle i aż tyle. Szkoda, że nie znalazło się to w tezach wyroku, ale i to dobre.

Grzegorz Orłowski radca prawny Orłowski Patulski Walczak