Prezydent Zełenski domaga się, by w ramach negocjacji pokojowych Unia Europejska wyznaczyła dokładną datę przyjęcia Ukrainy do Wspólnoty. Skąd ten pośpiech?
Bo to kwestia dotycząca gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, ale też przyszłej architektury bezpieczeństwa całej Europy. Ukraina nie prosi o przystąpienie do UE wyłącznie z powodu własnych przyszłych powojennych potrzeb. Ukraina namawia Europę do przebudowy swojego systemu bezpieczeństwa, bo nasz kraj ma bogate doświadczenie i mógłby pomóc w realizacji nowej koncepcji militarnej. Zwłaszcza że kluczowym zagrożeniem dla Europy pozostanie Rosja, która nie przestanie inwestować w technologie dywersyjne wymierzone w Europę: drony i cyberataki. Ukraina może być trzonem zjednoczonych sił zbrojnych Europy. Będzie to miało szczególne znaczenie, jeżeli USA postanowią zmniejszyć swoją obecność wojskową w Europie. Możemy definitywnie pogrzebać pozostałości po Związku Radzieckim, do którego reanimacji dążył Putin, rozpoczynając wojnę z Ukrainą.
A czy afery korupcyjne w Kijowie, których ofiarą ostatnio padł m.in. były szef biura prezydenta Andrij Jermak, nie komplikują drogi Ukrainy do UE?
Korupcja niestety zawsze była częścią gospodarek w państwach postradzieckich. Rosjanie byli autorami szarej strefy w poszczególnych sektorach gospodarczych, narzucali i dotowali te procesy. Postkomunistyczne elity w poszczególnych państwach też były podatne na korupcję. W Ukrainie zaś udało się zbudować bardzo skuteczne organy antykorupcyjne, które ostro reagują na wszelkiego rodzaju doniesienia dotyczące korupcji, zwłaszcza jeżeli dotyczą przedstawicieli nomenklatury. Media i społeczeństwo obywatelskie w Ukrainie nie tolerują korupcji, domagają się sprawiedliwych procesów sądowych i wyroków. W Ukrainie nie da się zamieść pod dywan afery korupcyjnej tak jak w niektórych innych krajach, bo presja ze strony społeczeństwa jest ogromna. Prezydent Zełenski podejmuje bardzo ostre kroki polityczne, jeżeli ujawniono korupcję dotyczącą urzędników najwyższej rangi. Rozumiemy to, że procesy związane z korupcją trwają długo, bo dotyczą gospodarki i wymagają wielu ekspertyz. Ale prezydent domaga się, by takie osoby natychmiast ponosiły konsekwencje polityczne i podawały się do dymisji. Reszta pozostaje już w rękach kompetentnych organów.
Czy nie obawiają się w Kijowie wzrostu popularności skrajnie prawicowych populistycznych ugrupowań w Europie?
Europa powinna zadać sobie pytanie: dlaczego zyskują skrajnie prawicowi populiści, którzy wystraszonym współczesnymi wyzwaniami wyborcom obiecują proste rozwiązania? Obiecują też, że dogadają się z Putinem i zmniejszą ryzyka. To nieprawda. Prawicowi populiści nie dogadają się z Putinem i ryzyka dla Europy jedynie wzrosną, a stan europejskiej gospodarki będzie się pogarszał. Gwałtownie wzrosną wpływy rosyjskie, zwiększy się szara strefa. Niektórzy populiści dobrze zarobią. Problem polega na tym, że współczesne partie mainstreamowe nie reagują na wiszące nad Europą ryzyka, czekają albo coś robią, ale bardzo powoli.
Co pan ma na myśli?
Mam na myśli to, jak Europa reaguje na wlatujące w przestrzeń powietrzną poszczególnych państw UE rosyjskie drony. Drony te pojawiają się nad różnymi obiektami i blokują działania lotnisk. W odpowiedzi na to europejskie elity rządzące nie podejmują prawie żadnych aktywnych działań. Wyborcy europejscy słyszą natomiast niekończące się dyskusje. A w tym samym czasie w Europie mnożą się pochodzące z Rosji projekty polityczne, które zapewniają, że znajdą szybkie rozwiązania. To bardzo niebezpieczne. Europejscy politycy muszą zrezygnować z nadmiernego kolektywizmu, podejmować szybkie, stanowcze decyzje i brać na siebie odpowiedzialność.
Jeżeli więc chcemy osiągnąć sukces w rozmowach pokojowych, musimy zwiększyć presję na Rosję, w tym również poprzez zaostrzenie sankcji. Rosja musi zostać odcięta od źródeł dochodu na globalnych rynkach.
Mychajło Podolak, doradca w biurze prezydenta Ukrainy
Prezydent Ukrainy niedawno spotkał się z liderką wolnej Białorusi Swiatłaną Cichanouską. Po raz pierwszy od sfałszowanych w 2020 r. wyborów prezydenckich na Białorusi. Z czym jest związana zmiana polityki Kijowa wobec białoruskiego ruchu demokratycznego?
Zmiany te mają związek z tym, że Aleksander Łukaszenko stwarza globalne ryzyko i wciąga społeczeństwo białoruskie do wojny. Na początku wojny udostępnił Rosjanom terytorium swojego państwa do ataku na Ukrainę. Następnie przekonywał, że nie był świadomy tego, co się dzieje na jego terenie. Ale dzisiaj udostępnia Rosjanom teren do rozmieszczenia skrajnie niebezpiecznej broni – międzykontynentalnych rakiet balistycznych, które Putin nazywa „Oriesznikiem”. To stwarza bardzo niebezpieczną sytuację zarówno dla Ukrainy, jak i dla całej Europy. Na Białorusi Rosja rozmieściła też specjalne środki radiolokacyjne – anteny sterujące dronami, którymi Rosja atakuje ludność cywilną w Ukrainie. Widzimy też, że Białoruś prowadzi działania prowokacyjne na granicy z Polską i państwami bałtyckimi. Ukraina uważa więc, że współpraca z opozycją demokratyczną jest ważna, by do Białorusinów docierał właściwy przekaz. Poza tym Swiatłana Cichanouska jest uznawana za legalną przywódczynię Białorusi przez naszych europejskich partnerów. Dlatego powinniśmy wykorzystywać wszelkie instrumenty, by uniemożliwić katastrofę i nie pozwolić na wciągnięcie Białorusi do wojny.
Rosja ciągle bezpodstawnie o coś oskarża Ukrainę. W Rosji dzisiaj dochodzi do wielu przestępstw. Z wojny wraca wielu żołnierzy, którzy do wojska trafili prosto z więzienia, gdzie odsiadywali wyroki m.in. za zabójstwa i rozboje. Zamach na wiceszefa GRU był bardzo dziwny i Ukraina nie ma z tym nic wspólnego. Według nas był skutkiem porachunków wewnętrznych w rosyjskich kręgach wojskowo-politycznych. Aleksiejew był autorem wielu rosyjskich operacji przeprowadzonych za granicą. Odpowiadał za prywatne korporacje wojskowe i nie chodzi tylko o Grupę Wagnera. Niedawno doszło do skandalu z udziałem innej takiej grupy – Espanola, której szef został zamordowany. Aleksiejew też przyczynił się do zdemaskowania korupcji w najbliższym otoczeniu byłego już ministra obrony Siergieja Szojgu. Widzimy też, że w Rosji ostatnio doszło do serii śmierci ważnych urzędników państwowych, menedżerów korporacji, ale też byłych i obecnych wojskowych. Prawdopodobnie chodzi o podział wpływów, zasobów i odpowiedzialności. To dziwne, że Aleksiejew przebywał bez ochrony w dziwnym miejscu. Radykalna grupa w elitach rosyjskich może być zainteresowana zerwaniem rozmów pokojowych i dyskredytacją Ukrainy w oczach USA. Mogli pójść na taki krok, by spowolnić i tak skomplikowane rozmowy pokojowe.
Kogo pan, oprócz Putina, zalicza do rosyjskiej „partii wojny”?
Problemem jest bez wątpienia Putin, który dąży do dominacji poprzez przemoc, reanimacji Związku Radzieckiego i odbudowy stref wpływów. Nienawidzi suwerennego państwa ukraińskiego. To prawda, że nie jest osamotniony. W jego otoczeniu są ludzie zainteresowani kontynuacją wojny. Mam na myśli przede wszystkim rosyjską generalicję, bo robią biznes na wojnie i przekrętach w przemyśle zbrojeniowym. To tzw. partia Patruszewa (Nikołaj Patruszew, były szef FSB i sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji - red.), który chce sformować nowe powojenne elity wokół swoich krewnych i przyjaciół. Są też ludzie w otoczeniu Putina, którzy wierzą w ekspansję „russkiego miru”. Ale nie brakuje też tam zwolenników zakończenia konfliktu, którzy rozumieją, że gospodarka Rosji się sypie i kraj traci dostęp do rynków globalnych. Jak na razie, niestety, dominuje partia wojny.