Reklama

Jak Władimir Putin odcina Rosję od światowego internetu

Rosja Władimira Putina przyspiesza proces odcinania kraju od globalnej sieci internetowej, podążając drogą Chin. To gwóźdź do trumny dla wolności słowa w tym kraju.

Publikacja: 19.02.2026 12:00

Rosja tworzy swoją wersję internetu, idąc śladem Chin

Rosja tworzy swoją wersję internetu, idąc śladem Chin

Foto: AFP

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie działania podejmuje Rosja, aby odłączyć swój internet od globalnej sieci?
  • Jakie mogą być konsekwencje blokady serwisu Telegram w Rosji?
  • Jakie są alternatywy dla rosyjskich użytkowników w obliczu internetowej cenzury?
  • W jaki sposób Rosja naśladuje chińskie podejście do cenzurowania internetu?
  • Jakie jest znaczenie i wpływ lokalnych mediów i platform społecznościowych w Rosji?

Wyobraźmy sobie bibliotekę, w której zamiast listy „zakazanych” książek przy wejściu widnieje lista „dozwolonych” pozycji. I tylko po te książki można sięgać, cała reszta – niedostępna. Mniej więcej tak przyszłość internetu w Rosji opisywali tamtejsi eksperci z branży IT latem ubiegłego roku.

Kreml od kilku lat testuje tzw. suwerenny internet i wszystko wskazuje na to, że proces ten jest na ostatniej prostej. Już niebawem Rosjanie będą mogli korzystać wyłącznie ze stron, komunikatorów i sieci społecznościowych, które znalazły się na tzw. białej liście – zaakceptowanych, dopuszczonych do użytku i kontrolowanych przez służby Kremla.

Cenzura w Rosji postępuje. Władimir Putin całkowicie zablokuje dostęp do Telegramu?

Rosjanom pozostał jedynie Telegram, z którego korzysta około 100 mln ludzi, czyli ponad 70 proc. mieszkańców kraju. Wiele jednak wskazuje na to, że dni popularnego komunikatora w Rosji (założonego przez Pawła Durowa, który wyjechał z Rosji po aneksji Krymu w 2014 r.) są policzone. Z danych prorządowego kanału w Telegramie, Baza, wynika, że komunikator zostanie całkowicie zablokowany w Rosji już 1 kwietnia. Roskomnadzor (rosyjski regulator telekomunikacji) jeszcze jesienią ogłosił rozpoczęcie działań spowalniających pracę Telegramu i WhatsAppa w Rosji. Ten drugi komunikator w Rosji już od dawna jest zakazany, bo należy do Meta, którą Kreml wpisał na listę „organizacji ekstremistycznych”. Z tego też powodu użytkownicy w Rosji nie mają dostępu do Facebooka czy Instagrama. Zablokowany jest też dostęp do YouTube’a i X.

Telegram ma jednak szczególne znaczenie dla Rosji i dzisiaj, za zachowaniem dostępu do tego komunikatora opowiadają się nie tylko przeciwnicy Putina (dla wielu nadających z zagranicy niezależnych mediów to jedyny kanał komunikacji z Rosjanami), ale też zwolennicy wojny. Nie jest tajemnicą w Rosji, że z Telegramu korzystają rosyjscy żołnierze na froncie. W środę przemawiający w Dumie minister cyfryzacji Rosji Maksut Szadajew radził im znaleźć inną aplikację do komunikacji i stwierdził, że Telegram jakoby pozostawił bez odpowiedzi około 150 tys. wniosków Moskwy o usunięcie bezprawnych treści. Przyznał, że to niejedyna przyczyna kłopotów Telegramu w Rosji.

Reklama
Reklama

– Dostęp do korespondencji w Telegramie mają zagraniczne służby specjalne, które wykorzystują te dane w ramach prowadzenia działań bojowych przeciwko naszym siłom zbrojnym – mówił.

Czytaj więcej

Putin będzie ręcznie sterował internetem w Rosji

Tymczasem pod koniec stycznia w obronie komunikatora w Rosji stanął wiceszef Dumy Władisław Diwankow, który w sieci pod odpowiednim apelem uzbierał ponad milion podpisów. Apel jednak adresowany jest nie tylko do władz w Moskwie, ale i do Durowa. Diwankow namawia go do otwarcia przedstawicielstwa firmy w Rosji (sugeruje, że to rozwiązałoby wszystkie problemy), co w warunkach trwającej wojny jest niezwykle mało prawdopodobne i mogłoby jedynie skomplikować sytuację komunikatora na Zachodzie.

Roskomnadzor ciągle udoskonala też metody walki z serwisami VPN, za pomocą których Rosjanie sięgają do zakazanych stron i sieci społecznościowych. Od września w kraju obowiązuje zakaz reklamowania serwisów VPN, które są automatycznie blokowane za umożliwienie dostępu do stron „ekstremistycznych”.

Max, Rutube i inne odpowiedniki zakazanych w Rosji zachodnich serwisów

„Omijanie blokad nie zniknie, ale stanie się droższe, trudniejsze i będzie wymagało bardziej zaawansowanych rozwiązań” – tłumaczy jeden z ekspertów rosyjskiego sektora IT. A to oznacza, że mniej zdeterminowani użytkownicy rosyjskiego internetu (przyzwyczajeni do całkowicie darmowego poruszania się w sieci) wybiorą rozwiązania podsunięte przez Kreml.

Działający od niespełna roku rosyjski komunikator Max (utworzony z inicjatywy resortu cyfryzacji) pochwalił się w styczniu w tamtejszych mediach, że ma już ponad 85 mln użytkowników.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Paweł Durow wróży koniec wolnego internetu i uderza w Europę

Z kolei w Rutube twierdzą, że mają już ponad 23 mln użytkowników dziennie, sprzyja temu postępujące ograniczenie dostępu do YouTube’a. Władimir Putin chce dobić nadające z zagranicy niezależne rosyjskie media i popularnych vlogerów, którzy wyemigrowali i nie popierają jego wojny z Ukrainą. Do grona tego można zaliczyć Jurija Dudia, który w YouTube ma ponad 10 mln subskrybentów (skazany w Rosji zaocznie), czy Aleksieja Piwowarowa, którego kanał obserwuje ponad 4 mln ludzi.

Władze Rosji od lat popularyzują własne sieci społecznościowe, m.in. Vkontakte i Odnoklassniki, które działają przeważnie za pieniądze Gazpromu i innych instytucji państwowych.

Jak Rosja Władimira Putina naśladuje Chiny Xi Jinpinga

Proces ograniczania dostępu do wolnego internetu w Rosji zaczął się długo przed rosyjską inwazją na Ukrainę. Jeszcze w 2017 r. rosyjscy dziennikarze śledczy informowali o tajnych spotkaniach kierownictwa Roskomnadzoru z przedstawicielami Chińskiej Administracji Cyberprzestrzeni (CAC). Kraje od lat zacieśniają współpracę, zbliżając Rosję do poziomu obowiązującej w Chinach totalnej cenzury w sterowanej przez władze sieci. Od lat działają tam własne odpowiedniki wszystkich popularnych na Zachodzie portali i sieci społecznościowych (WeChat – odpowiednik Facebooka, Weibo – chiński X, Xiaohongshu – odpowiednik Instagrama czy Youku – chiński YouTube).

Czytaj więcej

Chiny i Rosja zwierają szeregi. „Pekin stawia kropkę nad i”

W 2015 r. Rosja podpisała z Chinami umowę dotyczącą m.in. „wspólnego przeciwdziałania wykorzystywaniu technologii informacyjnych do ingerencji w sprawy wewnętrzne państw”. Swoją drogą rosyjski regulator podpisał z chińską CAC szereg umów i memorandów dotyczących „zwalczania nielegalnych treści w sieci”. W ubiegłym roku Władimir Putin i Xi Jinping wydali nawet wspólne oświadczenie, z którego wynika, że kraje łączą też siły w walce ze Starlinkiem.

Reklama
Reklama

– Strony kategorycznie nie akceptują prób ingerencji w wewnętrzne sprawy państw z wykorzystaniem niskoorbitalnych systemów satelitarnej łączności internetowej – stwierdzili rosyjski i chiński dyktatorzy.

Polityka
Co się stało na Grenlandii? Donald Trump wysłał tam amerykański statek szpitalny
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Polityka
Ukraina odpowiada na groźby Węgier i Słowacji: Postawcie ultimatum Kremlowi
Polityka
Ambasador USA o aneksji Bliskiego Wschodu przez Izrael: Nie miałbym nic przeciwko
Polityka
Gen. Polko ostro o Radzie Pokoju Trumpa: Człowiek nie wiedział czasem, gdzie oczy podziać
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama