W tym roku mija 20 lat, gdy zajmuję się podatkami. I ciągle słyszę, że są skomplikowane i zagmatwane. Czy w ogóle jest możliwe ich uproszczenie?

Adam Mariański: Jestem przekonany, że tak. Przede wszystkim trzeba się zastanowić, co zrobić z podatkami dochodowymi. To najgorsze z możliwych podatków: najbardziej skomplikowane, najtrudniejsze i najkosztowniejsze w poborze oraz najłatwiejsze w unikaniu. Dlatego jestem za ich likwidacją, bo służą głównie politykom i urzędnikom.

Receptą na skomplikowany system może jednak być też podatek przychodowy, forsowany przez grupę posłów z Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego oraz niektóre organizacje gospodarcze.

O co chodzi w tej koncepcji?

Firmy mają płacić podatek od przychodu, czyli od swojego obrotu. A nie, jak obecnie, od dochodu, czyli przychodu pomniejszonego o koszty jego uzyskania. Stawka dla spółek płacących CIT ma wynosić 1,49 proc. Oczywiście jej ostateczna wysokość musi być ustalona po analizach ekonomicznych skutków tej zmiany, zarówno dla budżetu, jak i podatników.

Rewolucja?

Taka koncepcja to rewolucja, ale uważam, że warto ją przeprowadzić. Korzyści będzie sporo. Dla fiskusa będzie to łatwiejszy i tańszy podatek do poboru. Będzie mógł skupić się na walce z szarą strefą, a wymiar podatku dla osób ukrywających swoje zarobki będzie bardzo łatwy, bo wystarczy oszacować jeden element: przychody. Obliczenia będą bardzo proste. Spory mogą dotyczyć tylko powstania i wysokości przychodu, czyli niewielkiej części dotychczasowych problemów.

Czy to sprawiedliwe? Załóżmy, że są dwie spółki, które mają taki sam obrót, ale różne dochody. Ponoszą bowiem różne koszty działalności. W nowej koncepcji zapłacą tyle samo podatku, ale dla jednej z nich będzie to większe obciążenie niż dla drugiej.

Patrząc na to z tej strony, faktycznie podatek przychodowy może być niesprawiedliwy. Ale warto się zastanowić, czy niskie dochody (albo w ogóle ich brak) nie są spowodowane właśnie kreowaniem kosztów uzyskania przychodów. Wiele firm rozlicza w działalności wydatki, które mają bardziej charakter osobisty niż służbowy, wiele też przeprowadza transakcje z podmiotami powiązanymi, które mają na celu przerzucenie dochodu do innego kraju.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Jeśli wprowadzimy podatek przychodowy, takie działania będą bezcelowe. I może okazać się, że dochody wielu spółek wzrosną.

A firmy płacące PIT?

Dla nich też przewidziany jest podatek przychodowy. Dla najmniejszych proponuje się 15 proc. daninę (zawierającą też składki ZUS). Moim zdaniem to trochę za wysoka stawka, skoro w innych krajach podatek dochodowy jest jej równy lub niższy. Ale jej wysokość na pewno będzie jeszcze przedmiotem analiz i wyliczeń. Większe firmy będą płacić podatek przychodowy oraz odrębnie składki publiczne. Te składki wyniosą 550 zł miesięcznie, czyli o połowę mniej niż teraz.

Oczywiście w podatku przychodowym dla PIT-owców, podobnie jak w CIT, nie będzie kosztów uzyskania przychodów.

Sporo przedsiębiorców już teraz płaci taki podatek, przecież mamy przepisy o ryczałcie. Czy one nie wystarczą?

Faktycznie, ustawa o ryczałcie przewiduje kilka stawek podatku naliczanego od przychodów. Ich wysokość jest uzależniona od branży, w której działa dany przedsiębiorca. Problem w tym, że przepisy przewidują też sporo wyłączeń z tej formy rozliczenia. Ryczałtu nie mogą płacić większe firmy (które przekraczają limit przychodów) i wiele zawodów, np. prawnicy.

Nie prościej więc byłoby zlikwidować te wyłączenia? Wtedy przedsiębiorca wybierze sobie to, co mu najbardziej odpowiada – ryczałt, skala podatkowa, stawka liniowa.

To mógłby być pierwszy etap reformy – dopuszczenie do ryczałtu wszystkich przedsiębiorców. Jeśli ta metoda się sprawdzi, można zrezygnować z podatku płaconego od dochodu na rzecz przychodowego. Planuje się, żeby jego wysokość wynosiła połowę stawek, które obecnie przewiduje ustawa o ryczałcie.

Wtedy będzie łatwiej prowadzić firmę?

Łatwiej, bo przedsiębiorcy nie będą musieli poświęcać tyle czasu na analizę swoich rozliczeń. I taniej, bo wydadzą mniej pieniędzy na usługi doradcze, bez których dzisiaj ciężko się obyć.

Zauważmy też, że podatek przychodowy to dużo mniej pracy dla administracji skarbowej. Najwięcej sporów toczy się przecież o ustalenie wysokości dochodu, tj. o to, czy przedsiębiorca miał prawo do naliczenia kosztów uzyskania przychodów, czy też nie. Po uproszczeniu przepisów tych sporów już nie będzie. Przy podatku przychodowym, o czym już wspomniałem, firmy nie będą miały większych szans na optymalizację. Daje to nadzieję na wzrost wpływów budżetowych. I oszczędności dla Skarbu Państwa, poprzez zmniejszenie kosztów poboru podatku i jego kontroli.

Oprócz przedsiębiorców są pracownicy, zleceniobiorcy, wykonujący umowę o dzieło. Co z nimi?

Firma, która ich zatrudnia, płaciłaby podatek od funduszu płac. Wynosiłby 25 proc., ale zawierać ma też wszystkie składki ubezpieczeniowe. Oczywiście trzeba je jakoś wyodrębnić, żeby można było przypisać składkę emerytalną do indywidualnego konta danej osoby.

Czy pracownik na tym zyska?

Tak, bo jego obciążenia znacznie spadną. Jeśli teraz pracodawca wydaje na wynagrodzenie 5 tys. zł, pracownik dostaje 3 tys. zł. Po zmianie otrzyma 3750 zł. Ale zyska też pracodawca, bo będzie miał dużo mniej pracy przy rozliczaniu pensji zatrudnionych.

Co na to prawo unijne?

Podatek przychodowy nie narusza unijnych przepisów. Oczywiście nie może być ukształtowany w sposób prowadzący do nieuzasadnionej dyskryminacji podatników, chociażby zagranicznych. To kwestia dopasowania nowych regulacji do unijnych dyrektyw i orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Niektórzy przedsiębiorcy się tych zmian obawiają, wychodząc z założenia, że lepsze stare i znane niż nowe i niepewne.

W prawie podatkowym ciągle mamy coś nowego. Przykładowo, w tym roku podatnicy PIT inaczej będą liczyć kwotę wolną. Z kolei duże firmy muszą gruntownie zmodyfikować zasady dokumentowania transakcji z podmiotami powiązanymi. Poświęcą mnóstwo czasu na dostosowanie się do nowych regulacji. Takie zmiany są elementem nieustannej walki między fiskusem a podatnikiem, a najlepsze pole tej walki to właśnie podatki dochodowe. Jestem przekonany, że musimy coś z nimi zrobić, bo inne państwa stają się coraz bardziej konkurencyjne, np. na Węgrzech w tym roku zmniejszono CIT do 9 proc. A przeniesienie firmy do innego kraju nie jest trudne.

Uważam, że lepsza jest kompleksowa reforma – nawet rewolucyjna – niż coroczne łatanie systemu. Dlatego wierzę, że propozycją podatku przychodowego jak najszybciej zajmie się Ministerstwo Finansów.

Wróćmy jeszcze do pomysłu likwidacji podatków dochodowych. Czy to realne?

Światowy mainstream naciska na ich utrzymanie, stąd problemy z likwidacją bądź zastąpieniem innymi daninami. Tymczasem podatek dochodowy powinien być wyeliminowany tylko z tego powodu, że nie jest możliwe jego skonstruowanie zgodnie z zasadą sprawiedliwego opodatkowania.

Politycy nie zaproponują takiego rozwiązania, ponieważ podatki są im potrzebne do agitacji wyborczej. Ponadto po dziesiątkach lat propagandy wyborczej o progresywnym opodatkowaniu osób bogatszych i ich większym wkładzie w wykonywanie zadań państwa, dla wielu byłaby to propozycja zbyt drastyczna. Oznaczałaby zaprzeczenie tej ideologii, którą im sprzedawano przez dekady.

Niemniej na świecie widzimy wyraźny trend do obniżania stawek obydwu podatków dochodowych. Z tym próbują walczyć stare demokracje, jak np. Francja, która jest krajem wysokiej redystrybucji poprzez progresywne opodatkowanie. Skutkiem jest jednak ucieczka firm oraz osób fizycznych do bardziej przyjaznych krajów, nawet w ramach Unii Europejskiej. Dlatego proszę wszystkich Czytelników o zadanie sobie pytania: czy Polska stałaby się bardziej konkurencyjna, gdyby zniesiono podatki dochodowe?

Adam Mariański – prof. dr hab., doradca podatkowy, adwokat, partner zarządzający w Kancelarii Prawno-Podatkowej Mariański Group, pracownik Katedry Materialnego Prawa Podatkowego Uniwersytetu Łódzkiego