Szok zmian polskiej transformacji nie był nadmierny

Pomimo sporych kosztów społecznych sposób przeprowadzenia transformacji w Polsce nie obniżył potencjału gospodarki.

Publikacja: 02.06.2023 03:00

Szok zmian polskiej transformacji nie był nadmierny

Foto: Bloomberg

Pokolenia, które pamiętają wybory 4 czerwca 1989 r., stanowią coraz mniejszą część społeczeństwa. Dla młodych, dla których wzrost cen o kilkanaście procent rok do roku jest pierwszym wydarzeniem inflacyjnym w życiu, niepojęte może być, że na początku transformacji inflacja wynosiła 100 proc. rocznie i więcej. Ceny rosły wtedy o jedną trzecią albo i o połowę co miesiąc. Na koniec 1989 r. inflacja wyniosła 640 proc., licząc rok do roku. Deficyt budżetowy sięgnął 12 proc. PKB. Zadłużenie zagraniczne, głównie w Klubie Paryskim (rządy) i Klubie Londyńskim (banki komercyjne), zbliżało się do 42 mld dol. W takiej sytuacji jesienią powstawał plan gospodarczy Leszka Balcerowicza. Większość zmian weszła w życie od 1 stycznia 1990 r.

Program składał się z dwóch filarów: stabilizacyjnego i  zmian systemowych. Najważniejsze było ograniczenie hiperinflacji. Na dominujące wówczas przedsiębiorstwa państwowe nałożono popiwek – podatek od ponadnormatywnego wzrostu wynagrodzeń. Wprowadzono restrykcyjną politykę fiskalną, równoważącą wydatki z dochodami.

Nie wszystkie założenia udało się zrealizować, m.in. polityką budżetową zachwiały zmiany emerytalne z 1990 r. W połowie roku, gdy wydawało się, że program przynosi pozytywne efekty, zdecydowano się na poluzowanie polityki budżetowej i kredytowej. Było to za wcześnie, we wrześniu 1990 r. inflacja znowu wzrosła, wymuszając ponowne zaostrzenie polityki pieniężnej, kredytowej i fiskalnej.

Zaczęły się pogarszać warunki zewnętrzne (w tym warunki współpracy handlowej z ZSRR, konsekwencja przemian ustrojowych w Niemczech), rosły koszty społeczne przemian, w tym bezrobocie. Na koniec 1990 r. wyniosło 6,5 proc., rok później 12,2 proc. Na kilkunastoprocentowym poziomie utrzymywało się latami. Jedną z przyczyn były niekorzystne zmiany na wsi i likwidacja Państwowych Gospodarstw Rolnych, inną chaos związany z prywatyzacją i liczne upadłości firm.

Koszty społeczne

Czy transformacja gospodarcza w pierwszych latach miała zbyt szokowy charakter, a prowadząc do dużego wzrostu bezrobocia i w efekcie masowej emigracji obniżyła potencjał rozwoju polskiej gospodarki? – pytaliśmy duże grono ekonomistów: z uczelni, instytucji finansowych, organizacji biznesowych. Większość z 56 uczestników sondy nie zgadza się z taką tezą.

Prof. dr hab. Małgorzata Iwanicz-Drozdowska z SGH: – Był to eksperyment na „żywym organizmie” o charakterze terapii szokowej, ale dzięki temu można było dość szybko odciąć się od balastu gospodarki komunistycznej.

Prof. Cezary Wójcik z tej samej uczelni tłumaczy: – Biorąc pod uwagę cały kontekst polskiej sytuacji wówczas, wybrana ścieżka była najlepsza. Polska była jednym z najszybciej rozwijających się krajów w ostatnich 30 latach na świecie. Obok Australii jesteśmy jedynym krajem, który nie miał recesji w ostatnich 20–25 latach – mówi. Jak dodaje, nie ma pewności, że gdyby początek transformacji był mniej szokowy, to Polska rozwijałaby się lepiej.

Niektórzy z postawioną w naszym pytaniu tezą się zgodzili: – W wielu przypadkach utracone zostały przedsiębiorstwa i całe gałęzie przemysłu, które miałyby możliwość przetrwania, gdyby otwieranie gospodarki było asymetryczne i stopniowe – uważa prof. Andrzej Cieślik z  WNE UW.

Spór o prywatyzację

Ekonomiści są niemal jednomyślni, że przystąpienie do UE w 2004 r. znacząco przyspieszyło tempo wzrostu gospodarczego Polski (nie zgadza się z tym tylko dwóch uczestników ankiety, a jeden nie ma zdania). Opinie o znaczeniu prywatyzacji nie są już tak jednomyślne. Ze stwierdzeniem, że dużym błędem transformacji gospodarczej było niedokończenie prywatyzacji firm, zgodziła się nieco więcej niż połowa ekspertów.

– Pozostawienie w domenie państwa sporej grupy największych przedsiębiorstw (w tym spółek giełdowych kontrolowanych przez państwo) miało negatywny wpływ na politykę: powstała przestrzeń dla pogoni za rentą polityczną, co politycy, przynajmniej niektórzy, skwapliwie wykorzystywali. Była i jest to jedna z ważnych przyczyn erozji państwa – uważa prof. Maciej Bałtowski z UMCS w Lublinie.

Innego zdania jest Piotr Dmitrowski z BGK. Uważa, że prywatyzacja niektórych sektorów była błędem (np. PZU, Pekao, PKP energetyka, TP SA) i popełniono wiele błędów: – Problematyczny był np. sposób prywatyzacji. Zamiast działań poprawiających wycenę przed prywatyzacją dokonywano działań obniżających wycenę – komentuje.

Rola państwa

Jednym z dzielących ekonomistów tematów jest ich stosunek do euro i tego, czy przyjęcie w przeszłości tej waluty przyspieszyłoby rozwój gospodarki. Dyskusyjne jest też to, czy Polsce udało się zbudować ład instytucjonalny, który zmniejsza wrażliwość gospodarki na błędy w bieżącej polityce ekonomicznej. Z tak przewrotnie postawioną tezą nie zgodziła się połowa ekonomistów.

– Dbanie o ład instytucjonalny jest działaniem ciągłym. Zaniechania w tym zakresie prowadzą do utraty wiarygodności ekonomicznej, co obserwujemy w ostatnich latach – uważa prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak z SGH.

prof. Małgorzata Zaleska, dyrektor Instytutu Bankowości SGH

Polska gospodarka jest mało wrażliwa na błędy w bieżącej polityce ekonomicznej, ale nie wynika to ze zbudowanego ładu instytucjonalnego, tylko z odporności przedsiębiorców na decyzje rządzących. Czy przyjęcie euro zapewniłoby Polsce szybszy wzrost? Rozwój zależy od wielu czynników, nie tylko od tego, jaką kraj ma walutę. Wśród państw strefy euro są zarówno te o stabilnych, jak i o chwiejnych fundamentach gospodarczych. Od kryzysu z 2007 r. polityka pieniężna odgrywa coraz większą rolę w gospodarkach, a ta prowadzona przez EBC nie jest dopasowana do potrzeb poszczególnych państw. 

dr Wojciech Paczos, wykładowca Uniwersytetu w Cardiff, prezes Fundacji Dobrobyt na Pokolenia

Transformacja w Polsce była sukcesem – przestawiła gospodarkę na ścieżkę szybkiego wzrostu, umożliwiła integrację z NATO i UE, zakotwiczyła nas we wspólnocie państw zachodnich. Faktem też jest, że transformacja poza wygranymi pozostawiła rzeszę przegranych, a przynajmniej w pierwszych latach odbywała się bez zabezpieczenia. Ale ojcowie transformacji świadomie wybrali drogę terapii szokowej, bo bali się jej „zatrzymania”. Dopiero z perspektywy czasu wiemy, że marsz Polski ku Zachodowi był udany i nie było po drodze istotnych zagrożeń. Wtedy tej pewności nie było. 

dr hab. Michał Brzeziński, profesor na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW

Relatywnie szybkie tempo reform przyczyniło się do istotnego wzrostu bezrobocia i spowodowało znaczące koszty ekonomiczne dla osób, które straciły pracę. Ale jest niewiele prac naukowych, które rygorystycznie pokazują, że inny model transformacji miałby mniejsze skutki społeczne. W długim okresie większość gospodarek postsocjalistycznych rośnie w podobnym tempie, więc charakter początku transformacji raczej nie wpłynął na potencjał rozwojowy. Wątpliwe też, by bezrobocie z lat 90. wpłynęło na skalę migracji z lat 2000. W każdym scenariuszu w 2004 r. różnice dochodów Polska-Zachód byłyby znaczące i skala emigracji duża. 

dr Łukasz Rachel, wykładowca w University College London

Zgadzam się z tym, że z czysto ekonomicznego punktu widzenia fala upadłości powstała wskutek terapii szokowej i łączący się z nią wzrost bezrobocia były bardzo kosztowne, i z dzisiejszej perspektywy można by poprowadzić transformację inaczej, bardziej stopniowo, lepiej wykorzystując ludzi i zasoby, jakie były wtedy dostępne. Natomiast w grę wchodziły czynniki polityczne i chęć utrwalenia zmian oraz wprowadzenia kraju na inne, nowe tory. Nie jestem przekonany, czy dzisiejsza perspektywa wielkiego sukcesu ostatnich 30 lat jest dobrym punktem wyjścia do oceny tamtej sytuacji. 

Panel ekonomistów, czyli lek na stronniczość

Wbrew pozorom w ekonomii niewiele pytań ma jednoznaczne odpowiedzi. Celem panelu ekonomistów „Rzeczpospolitej”, który zainaugurowaliśmy w 2020 r., jest pokazanie pełnego spektrum opinii na tematy ważne dla rozwoju polskiej gospodarki.

Do udziału w tym przedsięwzięciu zaprosiliśmy już ponad 70 wybitnych polskich ekonomistów z różnych pokoleń i ośrodków akademickich (także zagranicznych) oraz o różnorodnych zainteresowaniach naukowych. Tę grupę ekspertów, która się stale powiększa, mniej więcej raz na miesiąc prosimy o opinie i komentarze dotyczące aktualnych zagadnień z zakresu szeroko rozumianej polityki gospodarczej. Takie badania opinii cenionych ekonomistów pozwalają na recenzowanie bez uprzedzeń wszelkich pomysłów, które pojawiają się w debacie publicznej, i wysuwanie nowych. Będą one też rejestrem ewolucji poglądów ekonomistów. Wyniki wszystkich dotychczasowych sond oraz komentarze uczestników można znaleźć na stronie: www.klubekspertow.rp.pl. ∑

Pokolenia, które pamiętają wybory 4 czerwca 1989 r., stanowią coraz mniejszą część społeczeństwa. Dla młodych, dla których wzrost cen o kilkanaście procent rok do roku jest pierwszym wydarzeniem inflacyjnym w życiu, niepojęte może być, że na początku transformacji inflacja wynosiła 100 proc. rocznie i więcej. Ceny rosły wtedy o jedną trzecią albo i o połowę co miesiąc. Na koniec 1989 r. inflacja wyniosła 640 proc., licząc rok do roku. Deficyt budżetowy sięgnął 12 proc. PKB. Zadłużenie zagraniczne, głównie w Klubie Paryskim (rządy) i Klubie Londyńskim (banki komercyjne), zbliżało się do 42 mld dol. W takiej sytuacji jesienią powstawał plan gospodarczy Leszka Balcerowicza. Większość zmian weszła w życie od 1 stycznia 1990 r.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Gospodarka
Macron wzmocnił ekstremistów i zafundował krajowi impas
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Gospodarka
Długa lista lęków Polaków związanych ze zdarzeniami losowymi
Gospodarka
Polska w ogonie unijnej innowacyjności. Raport Komisji Europejskiej
Gospodarka
Sankcje UE nie zaszkodziły jeszcze Moskwie. Ale zaszkodzą
Gospodarka
Kreml klęka przed Indiami; od nich zależy rosyjska gospodarka czasu wojny