fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Podniesienie wieku emerytalnego konieczne

Marek Góra
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Możliwość wczesnego przechodzenia na emeryturę prowadziłaby do ubóstwa starców, czyli tych, których powinniśmy chronić. Co z tego, że byliby ubodzy „na własne życzenie"? – rozważa ekonomista
Kwestia wieku emerytalnego jest w centrum debaty publicznej tak w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. Dyskusję znacząco utrudnia szereg nieporozumień, założeń niezgodnych z rzeczywistością, wreszcie iluzji.

Im szybciej, tym lepiej

By dyskutować o tym, co rzeczywiście jest problemem, warto przypomnieć sobie, po co ok. 100 lat temu wymyślono systemy emerytalne. Chodziło o finansowanie późnej starości! Wiek 65 lat był 100 lat temu późną starością. Dzisiaj nie jest.
Gdyby przenieść na dziś parametry demograficzne z okresu, gdy tworzone były społeczne i ekonomiczne podstawy systemów emerytalnych, to wiek emerytalny musiałby wynosić jakieś 80 – 90 lat. To oczywiście nie jest możliwe.
Piszę o tym, by dać wyobrażenie skali odejścia systemów emerytalnych od pierwotnych założeń. Ktoś mógłby uznać, że jest to po prostu zdobycz socjalna. Problem jednak w tym, że dodatkowe finansowanie rosnącej liczby niestarych emerytów spada na pracujących. To nie Święty Mikołaj czy podszywający się często pod niego politycy finansują emerytury.
Jeżeli mamy złotówkę, to możemy wydać ją na opłacenie aktywności lub na finansowanie transferów emerytalnych. Nie ma od tego ucieczki. Im więcej wydamy na emerytury, tym mniej zostanie na opłacenie aktywności pracowników i przedsiębiorców.
Gdy finansujemy osoby rzeczywiście w podeszłym wieku, to jasne, że pomniejszamy nasze dochody i finansujemy ich emerytury. Gdy to są osoby niestare, w wieku niewiele przekraczającym 60 lat, to zasadne jest pytanie, czy mamy prawo obciążać finansowaniem ich emerytur tych, którzy pracują.
Pytanie jest szczególnie zasadne, gdy dostrzeżemy, że ryzyko ubóstwa osób w wieku 25 – 50 lat jest w Polsce wyższe niż osób w wieku 65+. Ubóstwo dzieci, które jest wstydem Polski, jest w poważnej mierze tego skutkiem. Osoby w wieku 25 – 50 to rodzice tych dzieci, którzy powinni móc im zapewnić nie tylko jedzenie, ubranie i dach nad głową, ale także możliwości rozwojowe. W kontekście wieku emerytalnego jest tu nad czym się zastanowić.
Jest również nad czym się zastanowić w odniesieniu do osób w bardzo podeszłym wieku, powyżej 80 lat. W wielu przypadkach wymagają oni znaczącej pomocy, którą trzeba z czegoś finansować. Dokonując ogromnego transferu od pracujących do osób w późnym wieku średnim, pozbawiamy się środków na finansowanie dzieci i starców. Nie można zamykać oczu na ten fakt. Poradzenie sobie z tym jest wielkim wyzwaniem.
Stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego, częściowo przynajmniej przywracające fundamentalny sens istnienia systemu emerytalnego, jest najbardziej racjonalnym działaniem, jakie możemy podjąć. Im szybciej, tym lepiej dla nas. Chodzi tu nie tylko o parametry budżetowe, lecz o fundamentalne cele społeczne.

Nie „czy", tylko „jak"

Dzięki głębokiej reformie emerytalnej wprowadzonej w Polsce w 1999 r. jesteśmy w lepszej sytuacji niż większość innych krajów Europy. Przypominam, że istotą tej reformy nie było wprowadzenie funduszy emerytalnych (to tylko jedno z zastosowanych narzędzi), lecz uczynienie systemu emerytalnego przejrzystym. Dzięki temu łatwiej jest dokonywać świadomych wyborów związanych z uczestnictwem w tym systemie, między innymi podejmować decyzje o zakończeniu aktywności zawodowej.
Wiemy bowiem, iż wysokość naszej emerytury (z nowego systemu) zależy od naszego wkładu do systemu (odpowiednio oprocentowana suma zapłaconych składek) oraz od wieku rozpoczęcia pobierania świadczenia. Im później przejdziemy na emeryturę, tym większa (znacząco) będzie nasza emerytura. Przechodząc na emeryturę wcześnie, skazujemy się na emeryturę niską.
Tu warto odnieść się do nieuzasadnionego mniemania, że emerytury z nowego systemu będą niskie. To nieporozumienie opierające się na bezzasadnym założeniu, że na emeryturę będziemy przechodzić w wieku tak młodym jak w przeszłości. Dyskusja o tym, czy podnosić wiek emerytalny, czy nie, nie ma sensu, bo wiek przechodzenia na emeryturę będzie wyższy – niezależnie od tego, co politycy dzisiaj na ten temat nam mówią.
Będziemy na emeryturę przechodzić później, a to znaczy, że będzie ona całkiem wysoka. Tak został skonstruowany nowy system. To zarówno sprawiedliwe, jak i sprzyjające wzrostowi naszego dobrobytu, ponieważ – o czym czasem się zapomina – to praca tworzy dobrobyt, a transfery to jedynie przekładanie z kieszeni do kieszeni (czasem potrzebne, ale to nic tu nie zmienia).
Dyskusja o tym, czy wiek emerytalny podnosić, czy nie, powinna być zastąpiona dyskusją o tym, jak zorganizować ten proces, by ułatwić ludziom zaadaptowanie się do tego, co nieuchronnie nastąpi. Chodzi tu o skuteczną profilaktykę zdrowotną oraz o „profilaktykę" zawodową, czyli dbałość o wyprzedzające adaptowanie kwalifikacji zawodowych do zmieniających się potrzeb (chodzi tu nie tyle o podnoszenie kwalifikacji, co o zmienianie zawodów). Im dłużej prowadzić będziemy dyskusję o tym „czy?", tym bardziej bolesne będzie zderzenie się z rzeczywistością. Potrzebna jest dyskusja o tym „jak?".
W dyskusji pojawia się także kwestionowanie potrzeby ustanawiania jakiegokolwiek wieku emerytalnego w powszechnym systemie. W polskim systemie ten, kto przejdzie na emeryturę za wcześnie, będzie miał po prostu znacząco niższą emeryturę. Ta perspektywa powinna przeciwdziałać za wczesnemu przechodzeniu na emeryturę.
Ten wątek z jednej strony cieszy – bo dowodzi, że rośnie rozumienie, jak nowy system działa. Niestety jednak dziesiątki lat działania systemu starego, w którym ta zasada praktycznie nie działała, pozostawiły w naszej świadomości przekonanie, że na emeryturę należy przechodzić jak najwcześniej. Stary system nagradzał pracujących krótko kosztem pracujących długo, motywując do wczesnego przechodzenia na emeryturę. Dzisiaj tak nie jest, ale minie jeszcze wiele lat, zanim to w pełni przeniknie do naszego intuicyjnego myślenia.

W kierunku wykluczenia

Wiele osób deklaruje jednak, że chcą móc przejść szybko na emeryturę, nawet jeśli wiązałoby się to z jej niskim poziomem. To niebezpieczne z dwóch powodów. Pierwszy to zakładanie, że przechodząc na emeryturę przed osiągnięciem rzeczywistej starości, będziemy dalej pracować – tyle że dostając emeryturę na dodatek do zarobków. Problem pojawi się jednak wtedy, gdy nadejdzie faktyczna starość i dalsze zarabianie się skończy. Wtedy pozostanie tylko niska emerytura.
Możliwość wczesnego przechodzenia na emeryturę spowodowałaby ubóstwo starców, czyli tych, których powinniśmy chronić. Co z tego, że byliby ubodzy „na własne życzenie"? System emerytalny nie powinien zastawiać takiej pułapki. Drugim problemem jest potencjalna chęć nadużycia polegająca na tym, że ktoś zakłada, że po przejściu na choćby niską emeryturę wymusi potem na politykach, by tak „niegodnie" niską emeryturę podnieśli (kosztem pracujących).
Minimalny wiek emerytalny jest zdecydowanie potrzebny nawet w systemie takim jak polski. Przy czym minimalny w dosłownym znaczeniu tego słowa. Począwszy od tego wieku, możemy, ale nie musimy, przechodzić na emeryturę. Nie jest ona bowiem dobrem, ale co najwyżej koniecznością. Gdy zaś koniecznością nie jest – bo możemy dalej pracować – lepiej na emeryturę nie przechodzić. Jest to bowiem droga do marginalizacji społecznej.
Praca jest jedną z najistotniejszych funkcji społecznych człowieka. Niepracowanie jest krokiem w kierunku wykluczenia. O tym mało się mówi, a warto.
Wczesne przechodzenie pracowników na emeryturę to mniejsze zatrudnienie, a więc mniejszy dobrobyt. Niestety pokutuje przekonanie, że przechodzenie starszych na emeryturę ułatwia znalezienie pracy młodym. Jest w gruncie rzeczy odwrotnie. Miejsce pracy to nie maszyna czy biurko, lecz sytuacja, która umożliwia produktywne połączenie pracy i kapitału, a odchodzący na emeryturę zabierają ze sobą pieniądze.
To, czego często brakuje, to nie praca do wykonania – tej jest dość – lecz pieniądze do zapłacenia za nią. A one poszły za emerytami. Gdy ktoś przejdzie na emeryturę, to młody, który szuka pracy, musi znaleźć taką, by nie tylko zarobić na siebie, ale także sfinansować emeryta. Taka praca nie zawsze istnieje, bo jest droższa. Stąd problem, w Polsce określany jako „śmieciowe" umowy, który w wielu krajach wypycha „oburzonych" młodych na ulice.
Podniesienie wieku emerytalnego jest jednym z warunków powodzenia poprawy sytuacji. Problemu w żaden sposób nie rozwiąże też postulowane przez niektórych zastąpienie wieku emerytalnego stażem pracy. To podejście retrospektywne, podczas gdy tu ważne jest to, jak długo (średnio) pracujący będą finansować konkretnego emeryta.

Praca musi być opłacona

Praca tworzy dobrobyt. Społeczeństwo, którego mała część pracuje, będzie bardziej narażone na ubóstwo i wolniej się będzie rozwijać. Praca musi być opłacona. Wysokie koszty transferów emerytalnych to nie koszt dla budżetu, tylko dla pracujących.
Im więcej kosztują emerytury, tym mniejsze są dochody netto pracującego społeczeństwa. Obciążanie go koniecznością finansowania zbyt wczesnych emerytur to nieuzasadnione zmniejszanie tych dochodów. Wtedy ludzie boją się mieć większą liczbę dzieci, są zachęceni do emigracji, są mniej zmotywowani do pracy w kraju. To wszystko jest szczególnie ważne w Polsce. Wciąż bowiem mamy przed sobą gigantyczne wyzwanie zmniejszenia luki w poziomie dobrobytu na mieszkańca między nami i bogatymi krajami Europy.
—not. puo
Marek Góra jest profesorem w Szkole Głównej Handlowej, zajmuje się rynkiem pracy i systemami emerytalnymi, jest współtwórcą projektu polskiego systemu emerytalnego działającego od 1999 r.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA