Świat

Fundacja bez Szaroty

prof. Tomasz Szarota
Rzeczpospolita
Znany polski historyk: „Nie chcę pełnić roli listka figowego”.
Tak profesor Tomasz Szarota tłumaczył w rozmowie z „Rz” (potwierdzając informacje „Gazety Wyborczej”) swoją decyzję o wycofaniu się z udziału w pracach rady naukowej niemieckiej fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie. Fundacja została specjalnie powołana do utworzenia w Berlinie kontrowersyjnego muzeum wypędzeń. Polski historyk został członkiem rady pięć miesięcy temu. Wycofał się po pierwszym posiedzeniu tego gremium w poniedziałek.
– Moje zastrzeżenia wzbudził pomysł wystawy fundacji, która ma zostać zaprezentowana, nim powstanie muzeum – tłumaczy Szarota. Projekt wystawy nosił tytuł „Spojrzenie na innych”, sugerujący, że chodzi o przedstawienie wysiedleń z perspektywy innych narodów. Jednak w podtytule była mowa o „utracie stron ojczystych w związku z II wojną światową” (Heimatverlust im Zusammenhang mit dem II Weltkrieg). – Użycie określenia „Heimat” wskazuje, że zasadniczym tematem wystawy ma być utrata stron ojczystych przez Niemców, na czym opiera się koncepcja Eriki Steinbach. Jej sens sprowadza się do tezy, że Niemcy byli także ofiarami II wojny światowej, podobnie jak wiele innych narodów i wobec tego nie ma powodów, by czynić sobie wzajemnie wyrzuty – mówi Szarota.
Profesor ustąpił na znak protestu przed taką interpretacją historii. Nie podoba mu się także, iż szefem rady naukowej został Hans Meier, a jego zastępczynią Helga Hirsch, zwolenniczka utworzenia Centrum przeciwko Wypędzeniom. Jego decyzja jest tym bardziej zaskakująca, że jeszcze niedawno mówił o pozytywnych doświadczeniach ze współpracy z Niemieckim Muzeum Historycznym, w którego strukturach działa fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie. Uczestniczył w przygotowaniu wielkiej wystawy o napaści niemieckiej na Polskę w 1939 roku. – Ubolewamy z powodu rezygnacji Tomasza Szaroty. Zastanowimy się, jak pozyskać innego eksperta z Polski – oświadczył wczoraj Manfred Kittel, dyrektor fundacji.Powołana przed rokiem fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie jest w założeniu kompromisem pomiędzy Centrum, lansowanym od lat przez Erikę Steinbach i wspieranym przez CDU/CSU, a przeciwnikami takiej formy upamiętnienia przymusowych wysiedleń, wywodzącymi się z SPD, Zielonych, FDP oraz partii niemieckich postkomunistów. Fundacja miała być złotym środkiem, który uspokoi opinię publiczną w Niemczech i za granicą. Zwłaszcza w Polsce, gdzie szczególnie ostro protestowano przeciwko upamiętnieniu wysiedleń zgodnie z koncepcją Eriki Steinbach. Utworzenie fundacji stonowało protesty Warszawy, tym bardziej że oficjalny Berlin dawał wyraźnie do zrozumienia, że w projekcie nie będzie uczestniczyć szefowa Związku Wypędzonych (BdV), a przyszłe muzeum będzie służyć pojednaniu. Tak rozumie też sens działania fundacji szef niemieckiej dyplomacji Guido Westerwelle. Sprzeciwia się udziałowi Steinbach w radzie fundacji, 13-osobowym gremium decyzyjnym. – Zadaniem dziewięcioosobowej rady naukowej jest współdziałanie w opracowaniu projektu koncepcji przyszłego miejsca pamięci – tłumaczyła nam wczoraj Helga Hirsch.Po rezygnacji Tomasza Szaroty w radzie pozostaje dwoje zagranicznych historyków. – Nie mam żadnych zastrzeżeń do działalności fundacji. Jeśli pojawi się jakiś problem, zawsze mogę zrezygnować – powiedziała wczoraj „Rz” czeska historyczka Kristina Kaiserova. Zdaniem Węgra Kristiana Ungvary zaproszenie zagranicznych historyków do udziału w pracach fundacji dowodzi, że Niemcy „są zainteresowani innym punktem widzenia”. Polski historyk nie jest pierwszym, który zrezygnował z miejsca w radzie. Uczyniła to wcześniej prof. Claudia Kraft, którą mianowano, nie pytając jej o zgodę. – Mam uzasadnione obawy, że berlińskie muzeum skoncentruje się na historii wypędzeń Niemców po II wojnie światowej, ze szkodą dla przedstawienia tej problematyki w kontekście europejskim – tłumaczyła „Rz”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL