Opinie

Krzyż i śpiew muezina

Plany przekształcenia komina fabrycznego w minaret w Poznaniu
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Kościół w Europie jest dzisiaj między Scyllą idei wolności religijnej a Charybdą postulatu obrony chrześcijańskiej tożsamości kontynentu – pisze katolicki duchowny ks. Andrzej Draguła
[b]Czytaj także [link=http://www.rp.pl/temat/394704.html]Batalia o krzyże[/link] - raport specjalny "Rz" [/b]
Za zakazem budowy minaretów 29 listopada opowiedziało się w referendum 57,5 proc. Szwajcarów. Wcześniej, 3 listopada, Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok zakazujący obecności krzyża w sali szkolnej. Obie decyzje – choć w odniesieniu do różnych religii – dotyczyły obecności symboli religijnych w ogólnie rozumianej przestrzeni publicznej. O ile w stosunku do wyroku Trybunału świat chrześcijański stanął zasadniczo przeciwko wyrokowi, o tyle w ocenie decyzji szwajcarskiego referendum zdania były o wiele bardziej spolaryzowane. Stosunek do referendum zależy bowiem od odpowiedzi na pytanie, czy chcemy bronić religii czy chrześcijaństwa. [srodtytul]Minarety czy dzwonnice?[/srodtytul]
Analizując racje decyzji przeciwko budowie minaretów w Szwajcarii, można wskazać przynajmniej na trzy motywy. Przede wszystkim strach przed islamem rozumianym bardziej jako siła polityczna niż religijna. Zapewne część Szwajcarów (podobnie jak innych Europejczyków) utożsamia islam z fundamentalistami islamskimi, a meczety postrzega jako zaplecze terrorystów. Szwajcarzy nie są w tej dziedzinie odosobnieni. [wyimek]Jan Paweł II w Betlejem po kazaniu przerwał mszę św., by nie zagłuszyć śpiewu muezina[/wyimek] W badaniu przeprowadzonym wśród Francuzów 41 proc. ankietowanych sprzeciwiło się budowie meczetów, a 46 proc. – minaretów. Jeszcze tuż po zamachach z 11 września 2001 r. przeciwnikami wznoszenia muzułmańskich miejsc kultu było tylko 22 proc. Francuzów. Jednocześnie dla 44 proc. islam jest religią bardziej niepokojącą niż inne. Według „Corriere della Sera”, gdyby we Włoszech odbyło się podobne referendum, przeciwko budowie minaretów wypowiedziałoby się 46 proc., a 52 proc. Włochów obawia się, że w muzułmańskich miejscach kultu prowadzona jest działalność terrorystyczna. Drugi motyw to obawa przed stopniową utratą chrześcijańskiej tożsamości Europy. Wyniosłe minarety konkurowałyby ze strzelistością wież kościelnych, a śpiew wzywającego na modlitwę muezina mieszałby się z dźwiękiem dzwonów przypominających o mszy św. Wraz z minaretami przywędrują burki i szarijat – mówią przeciwnicy obecności islamu w Europie. „Teologiczne” podstawy dla takiego poglądu są bliższe pewnej ideologii o chrześcijańskim zabarwieniu niż wartościom płynącym z ewangelii. W tym miejscu argumenty niektórych środowisk katolickich związanych z prawicą spotykają się z przekonaniami tych, którym bliskie są przekonania republikańskie, ateistyczne czy nawet feministyczne. Sztandarowym przykładem może być tutaj antyislamska krucjata Oriany Fallaci wyrażona w jej słynnym tekście „Wściekłość i duma” z roku 2001. W wizji Fallaci nie ma miejsca na symbiozę dwóch tradycji religijnych: chrześcijańskiej i islamskiej: „[…] nasza tożsamość kulturowa nie może przyjąć fali imigrantów złożonej z osób, które w ten albo inny sposób chcą zmienić nasz system życiowy. Nasze wartości. Twierdzę, że nie ma u nas miejsca dla muezinów, minaretów, fałszywych abstynentów, dla ich pieprzonego średniowiecza, dla ich pieprzonego czarczafu. A gdyby było, i tak bym ich nie wpuściła. Bo to by znaczyło tyle, co wyrzucić Dantego, Leonarda, Michała Anioła, Rafaela, renesans, zjednoczenie kraju, wolność, którą wywalczyliśmy sobie na różne sposoby, naszą Ojczyznę”. Do tych dwóch motywów należy dodać jeszcze trzeci, którym jest postępująca laicyzacja społeczeństwa europejskiego. Łączy się ona z coraz większą niezgodą na obecność religii w przestrzeni publicznej. Wyrok Trybunału w Strasburgu jest wyrazem coraz bardziej powszechnej tendencji do wypierania elementów religijnych ze sfery publicznej, co się przejawia choćby w laicyzacji treści świąt chrześcijańskich, zakazach noszenia znaków identyfikujących religijnie, a nawet w neurotycznej potrzebie usuwania krzyży ostrzegających przy drogach. Niejednokrotnie ci, którzy nie chcą głosu muezina, nie chcą także śpiewu kościelnych dzwonów. Reakcje Kościoła i środowisk katolickich na wynik szwajcarskiego referendum wahały się od oskarżeń o ksenofobię po gloryfikację odwagi Szwajcarów. Biskupi szwajcarscy przegłosowanie kontrowersyjnego wpisu do konstytucji ocenili jednoznacznie negatywnie. Już 2 grudnia w komunikacie na zakończenie zebrania plenarnego hierarchowie stwierdzili, że wynik referendum stanowi przeszkodę i wielkie wyzwanie na drodze integracji. Zakaz budowania minaretów jest według nich znakiem kryzysu tożsamości chrześcijańskiej w społeczeństwie. Decyzja ta nie rozwiąże żadnego problemu wynikającego z koabitacji z muzułmanami, może jedynie zaowocować pogorszeniem się sytuacji chrześcijan mieszkających w krajach muzułmańskich. Podobne głosy pojawiły się ze strony innych Kościołów europejskich oraz instytucji podejmujących dialog chrześcijańsko-muzułmański. Na przeciwległym biegunie sytuują się komentarze prawicowych obrońców chrześcijańskiej tożsamości Europy. Charakterystyczne są tutaj komentarze związanej z rodziną Berlusconi gazety „Il Giornale”. Pochwała wobec decyzji Szwajcarów łączy się tutaj z wyraźną naganą wobec postawy Kościoła. Szczególnie krytykowany jest postulat wolności religijnej: „Niestety nie pomaga nam także Kościół, jeśli weźmie się pod uwagę to, że większość kleru dała się zaangażować w realizację projektu wzajemnej równości”. „Jezusa obronimy sami – pisze Ida Magli. – Obronimy katedry, dzwonnice, chorał gregoriański, freski Giotta. Nie pierwszy raz przychodzi włoskim świeckim ratować Jezusa przed błędami kleru”. Tu i ówdzie (Włochy, Holandia, Dania) rozlegają się głosy populistycznych i prawicowych polityków wzywające do naśladowania Szwajcarów i odrzucenia prawa do budowania minaretów w kolejnych krajowych referendach. [srodtytul]Wolność i tożsamość[/srodtytul] Konflikt dwóch postaw wewnątrz tej samej chrześcijańskiej tradycji jest coraz wyraźniejszy. Zwolennicy pierwszej opcji wychodzą z założenia, że wolność religijna dla wszystkich – w tym dla muzułmanów – jest warunkiem wolności dla chrześcijan. Jeszcze przed referendum biskupi szwajcarscy napisali, że postulowany zakaz budowy minaretów jest problemem, który dotyczy nie tylko określonej religii, ale także ostatecznie praw wszystkich religii. „Minarety, tak jak wieże kościelne, są znakiem publicznej obecności religii” – napisali biskupi. Nie chodzi tutaj o obronę wolności religijnej jako wartości dla niej samej. Reakcja biskupów Szwajcarii oraz głosy docierające ze strony Watykanu pokazują obawę Kościoła, czy kiedyś wieże kościelne nie podzielą losu minaretów. Wyniku referendum i wyroku Trybunału nie można widzieć osobno. „Nie” powiedziane minaretom oznacza także „nie” dla widzialnej obecności religii w życiu publicznym, a wyrok Trybunału w Strasburgu to inny przejaw wywieranego nacisku przeciwko widzialnej obecności religii. Poza tym nie można się domagać wolności religijnej dla chrześcijan żyjących w krajach arabskich bez zapewnienia swobody wyznawania islamu w państwach o chrześcijańskich korzeniach. Zwolennicy drugiej opcji chwalą Szwajcarów, krytykując jednocześnie sędziów ze Strasburga. Domagają się zarówno prawa do wieszania krzyży, jak i zakazu wznoszenia minaretów. Europa to niejako kanoniczne terytorium chrześcijaństwa, a właściwie – kultury, która z niego wyrasta. Widać to choćby w podkreślaniu kulturowo-politycznego znaczenia krzyża z uszczerbkiem dla jego znaczenia religijnego. Pojawiły się głosy krytykujące takie podejście do rozumienia roli tego znaku w życiu społecznym. Komentator „La Stampy” stwierdził, że w ten sposób sprowadza się symbol chrześcijaństwa do swego rodzaju plemiennego idola, nadając mu tym samym znaczenie totemiczne, wyrywając go z przestrzeni wiary. W odezwie wydanej przed referendum biskupi Szwajcarii pisali: „W debatach podejmujących kwestię islamu wzmocnienie tożsamości chrześcijańskiej jest szczególnie konieczne”. Pozostaje tylko pytanie, jak tę tożsamość rozumieć. Kościół w Europie jest dzisiaj między Scyllą idei wolności religijnej a Charybdą postulatu obrony chrześcijańskiej tożsamości kontynentu. Czy da się przepłynąć przez tę cieśninę bez uszczerbku? W kontekście postępującej islamizacji Europy podkreślanie przez Kościół urzędowy soborowej idei wolności religijnej jest postrzegane przez wielu członków tego Kościoła jako zdrada ewangelii. Jako zdradę ewangelii winno się jednak także postrzegać wykorzystanie krzyża wyłącznie do celów politycznych. Niebezpieczeństwo instrumentalizacji religii i jej wykorzystania do doraźnych celów politycznych leży po obu stronach. Dopóki głos z minaretu będzie wzywał jedynie do modlitwy, a krzyż do pokłonu, oba znaki nie będą przeszkadzały ani sobie, ani nikomu innemu. Wiedział o tym Jan Paweł II, który w Betlejem po kazaniu przerwał mszę św., by nie zagłuszyć śpiewu muezina. [i]Autor, duchowny katolicki i rzecznik prasowy Inicjatywy Ewangelizacyjnej „Przystanek Jezus”, jest teologiem i publicystą. Publikuje m.in. w „Gazecie Wyborczej” [/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL