Literatura

Milczenie Milana Kundery

Milan Kundera w Paryżu , 1969 r.
EAST NEWS/SIPA PRESS
Z Adamem Drdą, czeskim publicystą, o sprawie Milana Kundery rozmawia Piotr Semka
[b]Rz: Pięć miesięcy temu tygodnik „Respekt” przedstawił dokumenty z archiwów czechosłowackiej bezpieki wskazujące, że donos znanego pisarza Milana Kundery doprowadził w latach 50. do skazania na wieloletnie więzienie człowieka. Kundera zapowiadał podanie autora tekstu do sądu. Spełnił swoją groźbę?[/b]
Nie. Nic takiego się nie stało. Kundera wciąż milczy i sprawa jest jakby zamknięta. Po opublikowaniu dokumentów przez kilka tygodni trwała burzliwa debata medialna. Większość osób, które wypowiadały się w tej sprawie: polityków, dziennikarzy, autorytetów publicznych, uznała pisarza za ofiarę brudnych, niemoralnych ataków. Skoncentrowano się na donosie znanego pisarza, a pominięto zagadnienie jego komunistycznej przeszłości, jak również losy pana Miroslava Dvoraczka, który wskutek donosu Kundery powędrował za kraty.
[b]Czy pan Dvoraczek żyje?[/b] Tak, żyje, chociaż jest ciężko chory. Mieszka w Szwecji. Dokumenty, jakie opublikował „Respekt”, nie zostawiają mu zbyt wiele miejsca na wątpliwości, co do roli Kundery w jego aresztowaniu. Z drugiej strony nie sądzę, żeby w tej chwili zbytnio go to interesowało. Po odsiedzeniu wyroku i wyemigrowaniu nie miał możliwości dociekać, kto go wydał. Zresztą Kundera i Dvoraczek prawdopodobnie nigdy się w życiu nie spotkali. [b]Przypomnijmy całe wydarzenie.[/b] Dvoraczek wspólnie z kolegą byli w roku 1948 studentami Wojskowej Szkoły Lotniczej. Gdy komuniści dokonali zamachu stanu i objęli władzę, zdecydowali się na emigrację. Na Zachodzie trafili na generała Miroslava Moravca, który w czasie wojny był szefem tajnych służb czechosłowackiego rządu na wychodźstwie. Po wojnie zaczął współpracować z Amerykanami. Za pośrednictwem generała Moravca Dvoraczek i jego kolega zostali prawdopodobnie zwerbowani przez CIA. Zgodzili się kursować do kraju jako kurierzy z tajnymi misjami. [b]To były zadania od czeskiej patriotycznej emigracji?[/b] W jakimś stopniu pewnie tak, choć z pewnością CIA umiała w czasie takich misji zadbać o swoje interesy. Podczas jednej z takich misji w marcu 1950 roku w Pradze Dvoraczek spotkał swoją starą przyjaciółkę, nazwiskiem Iva Militska. Wcześniej zastanawiała się nad ucieczką z kraju wraz z nimi, ale ostatecznie została w Pradze i studiowała na uniwersytecie. Dvoraczek poprosił ją o przechowanie walizki. Militska się zgodziła, ale następnie zwierzyła się z tego swojemu przyjacielowi, niejakiemu Miroslavowi Dlaskowi. I dopiero w tym momencie pojawia się w całej opowieści Kundera. Dlask opowiada Kunderze o tym, że jego koleżanka zgodziła się przechować jakąś tajemniczą walizkę od faceta, który chyba przybył zza żelaznej kurtyny. Kundera, sam lub w towarzystwie Dlaska, idzie zgłosić na komendę milicji (SNB) obecność podejrzanej osoby. Osoby, której – podkreślam – nigdy nie znał osobiście. Czysto stalinowska gorliwość. Bezpieka 14 marca 1950 roku dociera do Dvoraczka. Na procesie otrzymuje karę 22 lat więzienia. Wychodzi dopiero po 20 latach jako schorowany wrak człowieka. Kundera w tym czasie zdobywa sławę socjalistycznego pisarza i laureata państwowych nagród. [b]Czy Kundera w ostatnim czasie wypowiedział się jakoś w tej sprawie?[/b] Kundera przemówił tylko raz, na samym początku. Wydał bardzo nerwowe oświadczenie dla Czeskiej Agencji Prasowej, w którym twierdzi, że to atak na jego osobę i że wszystkie podane informacje są kłamstwem. Nic więcej. [b]A czy ludzie, którzy go bronili, w jakiś sposób odnoszą się do jego obecnego milczenia?[/b] Nie. W ogóle cała ta obrona Kundery nie opierała się przeważnie na jakichś kontrargumentach, a raczej na sympatii. Na zasadzie „znam go i wierzę mu”. Mówiąc bardziej szczegółowo, można dostrzec dwie główne linie argumentacji obrońców Kundery. Pierwsza jest taka, że chodzi o dokumenty SB, a dokumenty SB to coś, czemu nie można wierzyć. Druga linia krytyki zaś, którą artykułowali niektórzy historycy i dziennikarze, opierała się na tym, że na podstawie jednego dokumentu z posterunku milicji nie można przesądzać jednoznacznie o winie Kundery. Niemniej jednak nawet ludzie, którzy próbowali argumentować w ten sposób, ostatecznie uciekali się do argumentów typu: Kundera to wielki człowiek i pisarz, któremu tyle zawdzięczamy, więc nie można z nim postępować w ten sposób i oskarżać go na podstawie jednego niewygodnego dokumentu. [b]Czyli można powiedzieć, że milcząca taktyka Kundery jest skuteczna?[/b] Była skuteczna dzięki temu, że po jego stronie stanęło bardzo wielu znanych i wpływowych ludzi, nie tylko zresztą w Czechach. Istnieje chociażby list 11 światowej sławy pisarzy w jego obronie. Kundera po prostu dostrzegł, że nie ma potrzeby, aby w tej sprawie się wypowiadał i cokolwiek wyjaśniał. To jest dla mnie najbardziej zasmucające. Ten gest: nie obchodzi mnie przeszłość, nie ma potrzeby się nią zajmować. Zwłaszcza kiedy wykonuje go człowiek, który aż do emigracji w 1968 roku z dużymi sukcesami piął się po szczeblach kariery w komunistycznym państwie. Był zwolennikiem ideologii, która spustoszyła nasz kraj, a teraz daje do zrozumienia, że nie widzi potrzeby się tą sprawą zajmować. [b]Ktoś może powiedzieć, że liczą się przecież jego książki, a nie biografia.[/b] Oczywiście, zgadzam się. Tu nie chodzi przecież o literaturę. Chodzi o to, że żywy Milan Kundera pojawia się w pewnej historii z czasów stalinizmu. Pojawia się tam zresztą nie jako wielki pisarz, tylko jako młody, 20-letni student, sympatyk ówczesnego reżimu. Pojawia się tam zresztą przypadkiem. Adama Hradilka, autora tego sławnego artykułu, z początku Kundera w ogóle nie interesował. Badał losy Dvoraczka, i tylko przypadkiem wpadł na trop pisarza... [b]Czy znaleziono jeszcze jakieś inne dokumenty dotyczące Kundery?[/b] O ile mi wiadomo, to jest tylko ten jeden dokument, raport z posterunku milicji, w którym mówi się, że student Milan Kundera zgłosił się, aby poinformować, iż zdaniem studentki Militskiej pojawił się w Pradze jakiś podejrzany osobnik. Więcej już się w całej sprawie jego nazwisko nie pojawia. I nic dziwnego. W całych Czechach tysiące ludzi trafiły do więzień właśnie dzięki donosom „sumiennych obywateli”, tak było np. przy większości nieudanych prób nielegalnego przekraczania granic. Ci donosiciele nie byli w aktach zbyt dokładnie odnotowywani, często zapisywano tylko ich inicjały. Ale nie o to tu chodzi. Gdyby Kundera wystąpił publicznie, powiedział – jak moim zdaniem postąpiłby normalny człowiek – „takie były czasy, bałem się, że to prowokacja” albo „bałem się, że to jakiś przestępca”. Ale on milczy. [b]Jakie stanowisko zajął w tej sprawie Vaclav Havel?[/b] Dla mnie osobiście to był wielki zawód. Havel natychmiast zaczął szukać alibi dla Kundery. Napisał do „Respektu” artykuł, w którym ostrzega, abyśmy przy badaniu przeszłości nie postępowali w ten sam sposób jak komuniści. Zasugerował też, że „Respekt” wydrukował tekst o Kunderze dla zysku, co jest niesmaczne. Znam historię powstawania tego tekstu, Havel nie ma prawa mówić takich rzeczy. [b]Jest pan surowy wobec Kundery. Akurat ten pisarz po roku 1989 nigdy nie stroił się w piórka „dysydenta” i bojownika z reżimem, tak jak robiło to wielu byłych stalinistów...[/b] Przyznam się, że mnie to nie interesuje. Tak samo jak nie interesuje mnie pognębienie Kundery. Nie chcę wydawać osądów, to sprawa jego sumienia. W całej sprawie przeszkadza mi tylko to, jak się zachowuje teraz, już po odkryciu tych faktów. To jest człowiek, który nie chce przyznać, że jego działania były logiczną konsekwencją poczynionych wyborów; tego, że uczestniczył w budowaniu systemu totalitarnego w Czechosłowacji. Oczywiście w pewnym ograniczonym zakresie, jako młody człowiek, student. A teraz nie zamierza wziąć odpowiedzialności za swoją przeszłość, za historię swojego życia. Moi przyjaciele z Paryża mówili mi, że we Francji uważany jest za przeciwnika komunizmu. Natomiast, biorąc pod uwagę jego życie w Czechach, mogę z zupełnym przekonaniem powiedzieć, że chodziło o człowieka, który zawsze płynął z prądem, zawsze zachowywał się w taki sposób, który pomagał w budowaniu kariery. W latach 50. był gorliwym stalinistą, potem miał jakiś zatarg z komunistami, ale szybko wrócił do partii, w latach 60. na fali odwilży został komunistycznym „reformistą”, a po 1968 roku wyemigrował. Tak więc z moralnego punktu widzenia to nie jest postać zasługująca na podziw czy jakiś szczególny szacunek. Jestem w stanie zrozumieć, że można nie chcieć wracać do przeszłości, niemniej jednak można w tej sprawie zachować się trochę lepiej, niż to zrobił Kundera. [b]Havel broni teraz Kundery. A jak to było w przeszłości, kiedy na jaw wychodziły agenturalne epizody w biografiach artystów, opozycjonistów czeskich itp.?[/b] Stanowisko Havla było zawsze raczej negatywne. Owszem, podpisywał ustawy lustracyjne, ale zawsze uważał, że grozi nam „polowanie na czarownice”, że lustracje to akty zemsty na ludziach, którzy ulegli i zostali złamani przez reżim i że stanowią one przeszkodę w budowaniu porozumienia i pokoju społecznego. Taka argumentacja była w zasadzie bezsensowna. Czeska ustawa lustracyjna nie ograniczała niczyich praw obywatelskich. Nie pozwalała tylko ludziom z określoną przeszłością pełnić określonych funkcji państwowych. Niemniej jednak Havel, posługując się niezwykle kiczowatą, pseudomoralną argumentacją, zawsze stawał w obronie osób, przeciwko którym formułowano takie oskarżenia. To na pozór taki piękny gest – stanąć w obronie osoby ostro krytykowanej. Ale co zrobić z prawdą o tej osobie? Zniszczyć? Zakopać? [ramka]Adam Drda – dziennikarz Czeskiego Radia, publicysta. Autor niezwykle popularnej serii audycji radiowych, tekstów publikowanych w dzienniku „Lidové Noviny” oraz spotkań edukacyjnych z młodzieżą pod tytułem „Opowieści o bezprawiu”, w których przedstawia losy zapomnianych ofiar systemu komunistycznego w Czechosłowacji. Jest autorem m.in. monografii o Komunistycznej Partii Czech i Moraw. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL