Historia

Wojna po nowemu

Rzeczpospolita
Budując narzędzia wojowniczej polityki, Filip II potrafił wykorzystać zmiany społeczne i gospodarcze. Idąc śladem Ludwika VI, zacieśnił więzi z wasalami, ale zadbał też o milicje komunalne w rozwijających się bujnie miastach.
Popierał choćby „Bractwa szlachetnych igrców z kuszą”, które oswajały plebejów z tą straszną (i budzącą opory Kościoła) bronią. Obowiązek wojskowy uczynił mniej uciążliwym, pozwalając wykupić się od służby niezdolnym do jej pełnienia. Ich pieniądze szły na zaciągi najemne.
Zmienny charakter wojny wymagał nowoczesnej armii. Nie mogła się ona składać tylko z feudalnego rycerstwa, gdyż poza czołowym zderzeniem na polu walki pojawiały się już bardziej wyrafinowane rozwiązania. Trzeba było różnicować uzbrojenie i specjalizować oddziały. Poza ciężka jazdą i ustawionymi za nią giermkami, pojawili się więc lżej uzbrojeni i zwrotniejsi konni „sierżanci” i kusznicy. Osobne zadania miała piechota, podzielona na stuosobowe kompanie „sierżantów pieszych” oraz oddziały kuszników i łuczników. Częste oblężenia i obrony zamków sprawiły, że w końcu XII wieku kiełkują już oddziały inżynieryjne. Przenosząc na grunt francuski doświadczenia krucjat, Filip II (tak jak Ryszard Lwie Serce) rozwinął sztukę fortyfikacji i ich zdobywania. Zniknęły ostatecznie drewniane donżony, a tych nowych, kamiennych, broniły podwójne linie murów flankowane przez coraz potężniejsze wieże ze strzelnicami. Jak później powie Bonaparte, wojna potrzebuje trzech rzeczy: „pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy”. Z tego banalnego powodu stała armia królewska liczyła na początku XIII wieku ledwie 3 tys. ludzi, w tym najwyżej 800 powoływanych okresowo na prawie lennym rycerzy. Czuwająca nad bezpieczeństwem handlu i sprzyjająca mu monarchia czerpała zyski z rozwoju gospodarczego, co pozwalało zaciągać najemników. Zawodowcy z Brabancji czy Nawarry walczyli we wszystkich armiach, słynąc z bezwzględności i grabieży. Filip II zdołał jednak nie tylko zaprząc ich do służby, ale i narzucić dyscyplinę. Bohater szturmu na Chateau-Gaillard w 1204 roku, wódz Brabantczyków Lambert Cadoc stał się królewskim ulubieńcem.
Reformując system dowodzenia, król nie mianował następcy zmarłego w 1191 roku hrabiego Blois, dziedzicznego wielkiego seneszala obarczonego układaniem i wykonaniem planów wojennych. Jego funkcje podzielił między zarządzającego intendenturą pałacową wielkiego mistrza a dowodzącego armią i odwoływalnego konetabla (od łac. comes stabuli – hrabia nadzorca stajni). Jego pośrednikami w kontaktach z książętami, hrabiami i baronami stali się marszałkowie. Swego dowódcę miała piechota, która za Ludwika IX, wraz z łucznikami, kusznikami, milicjami i saperami znajdzie się pod rozkazami wielkiego mistrza kuszników. Bajliwowie odpowiadali za obronność zamków i prowadzili milicje komunalne oraz drobne rycerstwo.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL