fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Idziemy po samodzielne rządy

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Jeżeli nie będziemy mieli większości do stworzenia rządu, to przystąpimy do rozmów. PO zrobi wszystko, żeby się przy władzy utrzymać. Mam jednak nadzieję, że Polacy przekonali się, że to jest partia, która nie powinna rządzić ani nawet współrządzić w jakiejkolwiek konfiguracji – mówi Pawłowi Majewskiemu wiceprezes PiS i kandydatka na premiera.

Rz: Ma pani w głowie skład rządu?

W tej chwili jest za wcześnie na taką giełdę personalną.

Struktura rządu zostanie zmieniona?


W zeszłorocznym programie PiS wskazaliśmy pewne zmiany i uważam, że są one dobre. Powinno powstać Ministerstwo Rozwoju z prawdziwego zdarzenia, z szefem, który byłby wicepremierem, i to jemu podlegałyby wszystkie resorty gospodarcze. To jest odejście od obecnego modelu, w którym minister finansów dyktował politykę gospodarczą rządu. Minister finansów musi pilnować finansów, być strażnikiem budżetu, dbać, żeby system podatkowy dobrze działał, a to nie zawsze idzie w parze z bardzo szerokim spojrzeniem na rozwój. Dlatego chcemy, żeby dużą rolę odgrywał minister, który ma kreślić długofalowe cele rozwojowe, który potrafi patrzeć w perspektywie dłuższej niż jeden budżet.

Powstaną jakieś resorty?


Proponujemy powstanie Ministerstwa Energetyki oraz likwidację Ministerstwa Skarbu Państwa, którego kompetencje przejęłoby silne Ministerstwo Gospodarki. To jest o tyle zasadne, że w tej chwili kompetencje pomiędzy tymi dwoma resortami są tak rozdzielone, że nie wiadomo, kto ma brać odpowiedzialność.

Widać to na przykładzie spółek węglowych – praktycznie rzecz biorąc powinien za nie odpowiadać minister Skarbu Państwa, a tymczasem jest to w kompetencjach ministra gospodarki. Efekt jest taki, że ani jeden, ani drugi do końca się tym nie zajmuje i polskie górnictwo jest w stanie opłakanym, więc to na pewno trzeba uporządkować. Inne zmiany zależą od kierunku, w którym pójdzie dyskusja programowa. Będziemy dążyli do tego, żeby ograniczać zbędną administrację, a nie ją rozbudowywać, bo wzrost liczby urzędników w czasie rządów PO–PSL był zupełnie nieuzasadniony. W administracji nacisk trzeba położyć na sprawność.

Ten superresort rozwoju będzie zajmował się rozdzielaniem środków unijnych?

On ma się zająć rozwojem państwa. To jest ostatni unijny budżet, który daje nam tak duże środki unijne, bo już w następnej perspektywie finansowej Polska będzie wśród tych państw, które otrzymują mniejsze pieniądze z UE. Dzisiaj do końca nie wiadomo, jak będą dla nas skutkowały decyzje państw strefy euro w sprawie Grecji, ale pewne jest, że w tej chwili przed nami jest kilka lat perspektywy, w której te środki unijne są jeszcze duże i trzeba je dobrze wykorzystać.

Premier Ewa Kopacz uspokajała, że nam nie grożą żadne perturbacje w związku z tym, co się dzieje w Grecji.

Ja przede wszystkim się cieszę, że nie spełnił swojej obietnicy Donald Tusk, który w 2008 r. w Krynicy zapowiedział, że w 2011 r. wprowadzi Polskę do strefy euro. Gdyby ta obietnica została spełniona, bylibyśmy dziś drugą Grecją. Przypomnę, że gdy Tusk chwalił się, że pokonaliśmy kryzys i jesteśmy zieloną wyspą, to na tej mapie oprócz nas w tym kolorze była właśnie Grecja. To był kraj, który został wciągnięty do strefy euro, mimo że był w ogóle nieprzygotowany, nie spełniał żadnych warunków. Natomiast jego wyjście otworzyłoby drogę do wyjścia kolejnym. Zobaczymy, jakie będą decyzje, ale jeśli w ciągu najbliższych kilku miesięcy to nie zostanie rozwiązane, nie zostanie podjęta jakaś decyzja, to może dojść do kolejnego poważnego kryzysu w strefie euro.

Czego bardziej się pani obawia? Kolejnej zrzutki Unii na ratowanie Grecji czy zacieśniania współpracy bez Polski w ramach Eurogrupy?

Dopuszczenie do powstania dwóch unii byłoby bardzo złe. Dzisiaj już i tak Polska nie funkcjonuje w Unii na takich samych warunkach jak te silniejsze gospodarki. To przede wszystkim Niemcy są obecnie dominującym gospodarczo krajem w Europie i to one dyktują warunki. Natomiast gdybyśmy dopuścili do tego, że powstaje Unia dwóch prędkości, to tak naprawdę wtedy już ta dominacja tych silnych jest tak duża, że ci mniejsi nie mają już kompletnie żadnego znaczenia. Wydaje mi się, że Unia powinna przeprowadzić dyskusję nad swoim kształtem.

Premier David Cameron też ma taki postulat.

Zdecydowanie nie zgadzam się z tezami, które głosi Cameron w kwestii imigracji, co dotyczy Polaków pracujących czy mieszkających w Wielkiej Brytanii. Natomiast podmiotowość państw narodowych powinna być dużo większa. Nie można się tak bardzo dać opleść tej biurokracji brukselskiej, bo jeżeli ktoś uważał, że uda się stworzyć jeden europejski kraj, to wiadomo, że to jest utopia. W UE każdy walczy o swoje, a politycy PO wciąż nie rozumieją, że to nie chodzi o poklepywanie po plecach.

A co będzie, jeśli kraje, które dopłacają, uznają, że nie będą tyle dokładać?

W tym jest ogromna rola dla Polski jako lidera regionu, bo przecież my nie jesteśmy jedynym nowym krajem UE. Mamy sąsiadów, z którymi po prostu trzeba pójść wspólnie. To jest trudne, bo to na pewno nie jest tak, że dzisiaj łatwo jest porozumieć się z Czechami, ze Słowakami czy z Węgrami. Budowanie wspólnego frontu to jest rola elit politycznych w Polsce. Nie chodzi tylko o puste awanse w europejskich strukturach jak ten Donalda Tuska, bo z tego nic nie wynika dla Polski. Politycy europejscy, którzy trafiali do struktur europejskich z innych krajów, budowali pozycję przede wszystkim swojego państwa.

Premier zdymisjonowała ministrów, którzy byli zamieszani w aferę taśmową. Czy sądzi pani, że powinna też cofnąć rekomendację dla komisarz europejskiej Elżbiety Bieńkowskiej?

Ewa Kopacz powinna się podać do dymisji, bo całe to towarzystwo powinno już dawno przestać rządzić w Polsce. Pani Bieńkowska, myślę, że jeżeli ma jakieś poczucie przyzwoitości, to sama powinna wiedzieć, co zrobić.

W swojej kampanii przekonujecie, że trzeba słuchać Polaków. In vitro, które było głosowane na tym posiedzeniu, to kwestia, która cieszy się dużym poparciem społecznym.

Kampania nie służy rozwiązywaniu trudnych tematów. Trzeba uporządkować sprawę, jeżeli chodzi o in vitro, dlatego że w tej chwili nawet episkopat podkreśla, że nie ma uregulowania w tej kwestii, ale trzeba zrobić to spokojnie, a nie w ramach kampanijnych emocji.

Jak będą podzielone kompetencje między panią i prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim?

Liderem politycznym Zjednoczonej Prawicy jest Jarosław Kaczyński, bo to on doprowadził do zjednoczenia. Teraz budujemy wspólne listy i program.

Jednym ośrodkiem władzy będzie rząd, a drugim partia?

Nie będzie dwóch ośrodków władzy. Jeśli Jarosław Kaczyński decyduje się nie być premierem, to nie będzie próbował ingerować w prace rządu.

Czy przedstawiciele waszych prawicowych koalicjantów znajdą się tylko na waszych listach czy też wejdą do rządu?

Idziemy teraz razem, więc jeśli będziemy tworzyć rząd, to znajdą się też osoby z zaplecza tych ugrupowań. Myślę, że będzie także wielu ekspertów, którzy nawet nie są politykami. Muszą ten rząd wspierać, bo jest dużo do zrobienia, przede wszystkim w gospodarce. Musimy wziąć do współpracy osoby, które mają nie tylko takie pomysły jak my i zbliżony punkt widzenia, ale też są dobrymi organizatorami i są skuteczne.

W jaki sposób koalicja z mniejszymi ugrupowaniami prawicowymi zmodyfikowała wasz program?

Są z nami nowi eksperci. Jest kilka nowych, ciekawych rzeczy, wartych, by wpisać je do wspólnego programu.

Z Pawłem Kukizem dzieli was stosunek do jego kluczowego postulatu – jednomandatowych okręgów wyborczych. Widzi pani jakieś szanse na współpracę?

Poza JOW Kukiz musi pokazać inne elementy swojego programu. Musimy wiedzieć, jak on chce zmieniać Polskę. Nie wydaje mi się, że głównym problemem w Polsce jest ordynacja wyborcza. Ona nie rozwiąże tych problemów, o których mówi Kukiz, a z pewnymi jego tezami się zgadzamy. My też uważamy, że państwo powinno sprawniej funkcjonować, że trzeba zmienić ten system stworzony przez koalicję PO–PSL przez te osiem lat. JOW tego nie rozwiążą. Sądzę, że w tej sprawie powinna się odbyć dyskusja i wszyscy powinni poznać dobre i złe strony takiej ordynacji. Ja jestem w stanie zaprezentować argumenty, które mówią, że tej zmiany nie powinno się przeprowadzać, ale wysłucham argumentów odwrotnych. Ta kwestia to jednak za mało, by na tym opierać jakiś program dla Polski. Czekamy, jakie pomysły Paweł Kukiz zaprezentuje na gospodarkę, finanse czy wymiar sprawiedliwości.

PO poprze postulaty Kukiza, a nieoficjalnie nie ukrywa, że liczy na konflikt, który sprawi, że nie dogadacie się z nim.

My wierzymy, że Polacy nam zaufają, że uda nam się zdobyć takie poparcie, które pozwoli na samodzielne rządy, choć zdajemy sobie sprawę, że to nie jest łatwe zadanie. Jeżeli nie będziemy mieli większości do stworzenia rządu, to wtedy będziemy rozmawiać. Nie mam wątpliwości, że PO zrobi wszystko, żeby się przy władzy utrzymać. Mam jednak nadzieję, że Polacy przekonali się, że to jest partia, która nie powinna rządzić ani nawet współrządzić w jakiejkolwiek konfiguracji.

Co miałoby być kołem zamachowym napędzającym gospodarkę po tym, gdy władzę objąłby PiS?

Musimy doprowadzić do wzrostu konsumpcji. Do tego są potrzebne nowe miejsca pracy i wynagrodzenia, które pozwalają nie tylko na utrzymanie, ale i inwestowanie, kupowanie mieszkań, bycie spokojnym, że kredyt, z którego będzie się je spłacać, nie okaże się zbyt dużym obciążeniem. Budowę polskiej gospodarki trzeba zacząć od wspierania naszych przedsiębiorców. Jeśli oni będą tworzyć miejsca pracy i zwiększać produkcję, to skorzysta na tym budżet. Do tego potrzebna jest zmiana systemu podatkowego na taki, który będzie promował inwestowanie. Należy stworzyć warunki, które pozwolą uwolnić zasoby, które są i teraz: nadpłynność banków i odłożone środki przedsiębiorców. To pieniądze, które w naszym programie nazywane są bilionem złotych na rozwój. W tym wszystkim są jeszcze środki europejskie, które powinny być skierowane na inwestycje. To da nam koło zamachowe i pociągnie za sobą większe wpływy do budżetu. Jeżeli będzie więcej pieniędzy w kieszeniach Polaków, to wpływy podatkowe będą rosły. To nie stanie się z dnia na dzień. Musimy mieć nie tylko plan i ekipę, ale też harmonogram wprowadzania zmian.

Zwiększenie kwoty wolnej od podatku i wsparcie dla rodzin wyrażone hasłem „500 zł na dziecko" może obciążyć finanse. Czy to oznacza, że obietnice socjalne będą realizowane stopniowo?

Trzy kwestie są najistotniejsze w tej chwili i wiem, że prezydent Andrzej Duda już przygotowuje projekty w tych sprawach, a my się pod tym podpisujemy. Chodzi o obniżenie wieku emerytalnego, zwiększenie kwoty wolnej od podatku i 500 zł na dziecko dla rodzin o mniejszych dochodach, a dla tych ze średnim dochodem 500 zł od drugiego dziecka. Na ten program chcemy wykorzystać środki europejskie. Zwiększenie kwoty wolnej od podatku sprawi, że ludzie będą mieli do wydania więcej pieniędzy, co też zwiększy wpływy budżetowe. Ale są też opracowania ekspertów, według których Polska traci około 30 mld zł z tytułu wyłudzania podatku VAT, czym zajmują się już zorganizowane grupy przestępcze.

My chcemy, by środki, które umykają z budżetu poprzez luki prawne, zaczęły go zasilać. Uporządkowanie ściągalności podatków jest podstawową kwestią, a naprawa systemu VAT znacznie polepszy sytuację finansów publicznych. Nie stosujemy filozofii PO, która przyjęła, że podatki trzeba zwiększać, my wolimy system uszczelnić. Proponujemy wręcz obniżenie danin, jak 15 proc. CIT dla małych przedsiębiorców, żeby dawać im możliwość inwestowania. Już cztery lata temu zaproponowaliśmy ustawy podatkowe, ale nie były przyjęte, dlatego od tego zaczniemy. Proste prawo podatkowe nie może budzić wątpliwości interpretacyjnych.

Ale czy da się to robić równolegle z realizacją obietnic socjalnych?

One oczywiście będą rozłożone w czasie. Szacowaliśmy, że kosztowałyby rocznie około 15 mld zł. Jeżeli wiemy, że z samego VAT budżet traci 30 mld zł rocznie, to widać, że nie jest to duże obciążenie. Jeśli ktoś wylicza, że na obietnice Dudy czy PiS potrzeba 250 mld zł, to dlaczego nie dodaje, że ta suma rozkłada się na wiele lat? Przy dobrze przygotowanym programie i harmonogramie wszystko to można zrealizować, a my to mamy wyliczone.

Czy w podatki od banków i hipermarketów wkalkulowane są zwyżki cen w sklepach i usług finansowych, co pokrzyżowałoby wasze plany związane ze zwiększeniem konsumpcji?

Nie spodziewam się wzrostu cen, bo przy tej konkurencji opodatkowanie wielkich sieci będzie dawać szanse naszym mniejszym firmom. Tu jest też duża rola Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz nadzoru, czy ktoś cen nie zawyża.

Kapitał zagraniczny może uznać Polskę za kraj, w którym nie opłaca się inwestować.

Wszyscy, którzy będą inwestować, szanować prawa pracowników i płacić tu podatki, są mile widziani. W czasie naszych rządów inwestycje zagraniczne były jednymi z najwyższych w ostatnich 25 latach. Jest wolny rynek, mam nadzieję, że polskie firmy będą również zwiększać swoje inwestycje za granicą. Nie chcemy tylko modelu, w którym przyjeżdża inwestor zagraniczny i kupuje polską firmę za bezcen, bo wcześniej doprowadzono ją do fatalnego stanu finansowego. To, że on zrobi na tym dobry biznes i nie zapłaci tu podatków, zatrudniając na umowach śmieciowych, nie przynosi państwu żadnego pożytku. Trzeba odchodzić od tego modelu. Inna rzecz to wspieranie polskich przedsiębiorców i budowanie naszej marki. Chodzi o to, by połączyć polską myśl technologiczną z produkcją. Nie może być tak jak w górnictwie, gdzie zamykaliśmy kopalnię, bo nie była opłacalna, po czym w to miejsce wchodził inwestor czeski czy niemiecki, któremu opłaca się otworzyć tę samą kopalnię.

Jak będzie wyglądać propozycja emerytalna PiS? Powrót do starego wieku emerytalnego czy też możliwość przejścia na emeryturę po 40 latach składkowych?

Nasz projekt to powrót do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Tę propozycję PiS przyjął w swojej kampanii również Andrzej Duda. Ponieważ potem doszło do porozumienia między nim a związkowcami z „Solidarności" i OPZZ, trwają w tej chwili prace nad wspólnym projektem.

Jak miałby wyglądać model pomocy dla frankowiczów? Koszty poniosą banki czy państwo?

Pomysł, by współfinansować to z naszych podatków, lansuje Związek Banków Polskich, a my się na niego nie zgadzamy. Banki nie mogą przerzucać odpowiedzialności za swoje działania. To one chciały zrobić biznes na tych kredytach. Pierwszy nasz projekt w sprawie frankowiczów z 2011 r. zakładał podzielenie się ryzykiem między bankiem i klientem. Są też propozycje stowarzyszenia frankowiczów czy przewalutowania kredytu na dzień jego zaciągnięcia. Są na stole propozycje, trzeba znaleźć konsensus korzystny dla klientów. Nie można oczywiście załamać systemu bankowego. Ale nie jest to duży problem. Jak powiedział mi jeden z prezesów banków, „chodzi tylko o to, że banki zmniejszą swój spory zysk".

A co z osobami, które miały kredyty w złotówkach i ponosiły większe koszty?

Znam wyliczenia, które mówią, że frankowicze skorzystali. Na kredyty w naszej walucie działa mechanizm stóp, a kredyty frankowe podlegały innym regułom. To nie jest tak, że zaciągali je tylko zamożni ludzie. Wciskano je ludziom, którzy nie mieli zdolności kredytowej w złotych. Ale chcę też jasno powiedzieć: wszyscy klienci banków muszą się czuć bezpiecznie i w kontaktach z nimi muszą mieć równe prawa, bo dzisiaj to banki w tej relacji mają dominującą pozycję.

W jakim kierunku chciałaby pani zmienić wymiar sprawiedliwości?

Dudapomoc pokazuje, że ta sfera generuje ogromną liczbę problemów. Większość ludzi, którzy potrzebują pomocy, została skrzywdzona właśnie przez wymiar sprawiedliwości. Z pewnością powrócimy do połączenia funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. Chcemy też dopuścić w większym stopniu stronę społeczną, a więc postawić na instytucję ławników. Będziemy również działać w kierunku przyspieszenia rozstrzygania spraw, stąd w naszym programie jest reforma dotycząca pracy sędziów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA