fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Tworzenie dobrego prawa zawsze jest możliwe

AdobeStock
Oprócz obywateli, których to zawsze dotyka, ofiarą nadaktywności legislacyjnej padają w pierwszej kolejności sądy

To praktyka ocenia jakość legislacji. Jeżeli dokonuje się zmiany prawa dla rozwiązania określonych problemów, a nowelizacja przynosi poprawę – to znaczy, że stworzono właściwy przepis. Takie ogólne stwierdzenie nie oddaje wysiłku, jaki trzeba włożyć w tworzenie dobrego prawa. Albowiem całe akty prawne i poszczególne przepisy poddawane są nieustannej presji, bo każdy chce, aby to właśnie jemu były na rękę.

Czytaj także: Prawnicy: Przestrzegajcie zasad tworzenia prawa

Żyjemy dziś w czasie nieznanego dotychczas wzmożenia działalności prawotwórczej, ponieważ panuje przekonanie (czy słuszne?), że lekiem na różne problemy mają być kolejne nakazy i zakazy ustawodawcy. Tych jednak nigdy dosyć, a tymczasem wiele problemów nie znika, wręcz się nasila. Każdy, kto wykonuje zawód polegający na stosowaniu prawa, wie, jak wiele przepisów i innych norm trzeba uwzględnić nawet w prostej sprawie. Tymczasem z historii i wspomnień starych prawników dowiadujemy się, że jeszcze niedawno, bo kilkadziesiąt lat temu (a nie np. przed pierwszą wojną albo w średniowieczu) przepisów było kilkadziesiąt razy mniej i prawnicy nie potrzebowali komputerów przeszukujących ogromne zasoby specjalistycznych programów typu lex omnia.

Ta niespotykana komplikacja ustawodawstwa w części da się usprawiedliwić. Gwałtowny rozwój technologii oraz dobrobytu doprowadził do zjawisk wcześniej nieznanych, jak powszechne używanie samochodów, komputerów, praca za granicą, korzystanie z internetu itd. W efekcie mamy odpowiednio: korki, wypadki, brak miejsc do parkowania, kradzież danych i RODO, majątki i podatki zagraniczne, internetowe oszustwa i tak dalej. Aby temu przeciwdziałać, nie da się uniknąć dodatkowych przepisów i regulacji. W niektórych dziedzinach jednak należy mieć wątpliwości, czy rządzenie prawem jest na pewno właściwym rozwiązaniem. Oprócz obywateli, których to zawsze dotyka, ofiarą nadaktywności legislacyjnej padają w pierwszej kolejności sądy. Jeżeli bowiem pojawia się dodatkowa norma prawna, to jest pewne, że będzie ona kiedyś powodem spraw sądowych. Zawsze przecież znajdzie się ktoś pokrzywdzony i sąd będzie musiał rozważyć, czy słusznie domaga się ochrony.

Można powiedzieć: przecież od tego są sądy. Otóż takie podejście zaowocowało wieloma zjawiskami, z których części nie dostrzegamy. A powinno się widzieć je wszystkie i negatywnie oceniać, gdy dobrych skutków nie przynoszą. I tu dochodzimy do sedna sprawy.

Prawo jest po to, aby każdy wiedział, jak ma postępować, a rolą sądów nie jest rozwiązywanie problemów merytorycznych, tylko karanie za naruszanie prawa.

Inaczej mówiąc, dobre prawo pozwala każdemu mieć pewność, że działa legalnie i skutecznie, a większość problemów uda się rozwiązać samodzielnie, bez pomocy sądu, na podstawie samych przepisów. Ochrona sądowa będzie konieczna dopiero w odpowiedzi na naruszanie prawa i brak woli przestrzegania go. Prawidłowe ustawodawstwo opiera się więc na zasadzie subsydiarności, podczas gdy problemy rozwiązują sami zainteresowani z pomocą przepisów, literatury, a czasami prawników.

Wadliwe postrzeganie prawa polega na tym, że zamiast reguł prawnych mamy odesłanie do uznaniowej decyzji sądu. Przykładem niech będzie art. 201 kodeksu cywilnego, który stanowi, że do czynności zwykłego zarządu rzeczą wspólną potrzebna jest zgoda większości współwłaścicieli. W braku takiej zgody każdy ze współwłaścicieli może żądać sądowego upoważnienia do dokonania czynności. Wadą tej regulacji pozostaje brak jakichkolwiek przesłanek dla współwłaścicieli i sądu, jakie decyzje należy uważać za uprawnione i nie należy się im przeciwstawiać, bo sąd i tak je zaakceptuje. W efekcie mamy wiele spraw sądowych spowodowanych czystą chęcią sporu, których osądzenie opierać się będzie wyłącznie na swobodnym uznaniu sądu. Najpierw co do zasady (czym jest czynność zwykłego zarządu), a potem przesłanek rozstrzygnięcia w danej sprawie (komu i dlaczego należy przyznać rację). Sądom przystoi działać racjonalnie i stronić od swobodnego uznania, więc szukają pomocy u biegłych, aby rozstrzygnięcie zracjonalizować. Co z tego mamy?

1. Absurdalny konflikt rzeczywistości z wydumaną projekcją wykreowaną w opinii biegłych – ponieważ biegli powołują się na normy i zasady techniczne w odniesieniu do żądania lub oczekiwań stron, ale niedostatecznie w odniesieniu do opisywanego przedmiotu i zastanego stanu faktycznego. W efekcie sądy dzielą prawnie budynki i tworzą lokale samodzielne wyłącznie na papierze, a potem taki stan wykazuje się w księgach wieczystych jako istniejący. Podstawowy błąd logiczny oraz fałszowanie rzeczywistości polega na tym, że sąd pyta, czy podział jest możliwy, a nie czy w obrębie nieruchomości znajdują się lokale samodzielne, które można uznać za przedmiot odrębnej własności. Prawidłowa odpowiedź spełnia warunek tu i teraz, a nie, czy uda się to, czego nie ma (i nie wiadomo, czy istnieć będzie).

2. Wydawanie opinii w sprawach niemożliwych lub nonsensownych – pozostając w kręgu problemów współwłasności (generujących morze przewlekłych postępowań sądowych), warto wskazać na art. 211 kodeksu cywilnego, z którego wywiedziono fałszywy wniosek o pierwszeństwie podziału fizycznego przed innymi formami rozliczenia współwłaścicieli. Wniosek ten jest fałszywy z semantycznego punktu widzenia (ustawodawca zastosował odwrotną składnię zdania), ponieważ liczne warunki i zastrzeżenia w drugiej części przepisu wskazują raczej na domniemanie niepodzielności rzeczy, które trzeba obalić, gdy ktoś podziału żąda. Z niepojętych przyczyn doktryna doszła jednak do wniosków odwrotnych, a sądy doprowadziła do wyjątkowej przewlekłości spraw działowych, które trwają zwyczajowo lat dziesięć lub więcej.

Większość rzeczy wartościowych jest i pozostaje niepodzielna, ponieważ ze swej natury bezproblemowo dzielą się tylko rzeczy zbiorowe oraz pieniądze. Dlatego rzeczy niepodzielne wypada spieniężyć, a uzyskane pieniądze dzielić według udziałów. Takie podejście radykalnie ogranicza rolę sądu do nadzoru sprzedaży i przekazywania środków, bo sam podział pieniędzy jest już czynnością rachunkową i raczej bagatelną.

3. Krytyczne dla stosowania prawa przepisy są nader często anachroniczne i nie pasują do rzeczywistości – pozostając w sferze zniesienia współwłasności (art. 210–221 k.c.), na 20 jednostek tekstu (paragrafy lub samodzielne artykuły) aż 14 dotyczy podziału gospodarstwa rolnego, który to problem dzisiaj w takim kształcie już nie występuje. Występuje natomiast problem dziedziczenia działalności gospodarczej i podziału przedsiębiorstwa – do czego konieczne są odpowiednie normy prawne, a tych brak.

4. Zastosowanie anachronicznych reguł może doprowadzić do oczywistej niesprawiedliwości – np. przyznanie nieruchomości na własność jednemu ze współwłaścicieli z obowiązkiem spłaty pozostałych nawet przez dziesięć lat jest rażące (art. 212 § 2i 3). Typowy przykład to dziedziczenie nieruchomości, jak symbolicznego domku po babci. Z chwilą dziedziczenia każdy spadkobierca zyskał dodatkowy majątek w postaci spadku, a więc przysporzenie w postaci praw, których wcześniej nie posiadał. Osoba, która z babcią mieszkała, domaga się wówczas przyznania domku ze spłatą w ratach przez wiele lat, wskazując, że przecież nie ma gdzie mieszkać.

Taka argumentacja jest fałszywa i niesprawiedliwa. Kto z babcią mieszkał i nie miał mieszkania, ten nadal go nie ma, ale zyskuje prawo do spadku, więc jego sytuacja się poprawia. Nie może więc mówić, że straci mieszkanie, ponieważ nigdy do niego nie należało, o czym doskonale wiedzieć powinien. Skoro wcześniej o nie nie zadbał, a zechce zachować mieszkanie spadkowe, to powinien spłacić współwłaścicieli od razu, bo od razu mieszkanie nabywa. Zasada jednoczesności świadczenia wzajemnego wyklucza rozliczenie w ratach (art. 488 k.c.). Bo spłata w ratach przez wiele lat oznacza odziedziczenie kredytu udzielonego współspadkobiercom zamiast spadku. Takie nierówne potraktowanie spadkobierców jest rażące i niesprawiedliwe – jeden spadkobierca otrzymuje ponad swój udział od razu, a pozostali wierzytelność wraz z ryzykiem, czy zostanie spłacona, nawet w obliczu zabezpieczenia. A wspomniany przepis przewiduje, że sąd na wniosek dłużnika może odroczyć płatność rat już wymagalnych, czyli pozbawić kogoś spadku. Przecież każdy prawnik wie, że zabezpieczenie spłaty nie gwarantuje, a użycie zabezpieczenia jest czasochłonne i kosztowne. Dlatego przyznane spłaty powinny być płatne natychmiast i przed przeniesieniem własności udziału – tak samo jak w zwykłym obrocie rynkowym. Od udzielania kredytów są zaś banki, a nie współwłaściciele – chyba że dobrowolnie wyrażą zgodę (art. 3531 k.c.), a ustawodawca powinien skrócić czas spłaty z obecnych dziesięciu lat przynajmniej o połowę.

Sądy nie są młotem do rozbijania oporu materii i legitymizowania rozwiązań niepasujących do rzeczywistości. Wypada więc zmienić wiele przepisów, szczególnie o rozliczeniach majątkowych, które generują wyjątkowo dużo spraw sądowych genetycznie beznadziejnych i przewlekłych. Bo opartych na podstawie prawnej o charakterze kompetencyjnym (sąd obciąży, podzieli, oznaczy itd.) zamiast normie merytorycznej (czym się kierować przy decyzji np. według wielkości udziałów).

Jest to jak najbardziej możliwe, ponieważ ustawodawca dokonał właśnie takiej zmiany, która weszła w życie 23 sierpnia 2018 r. Chodzi o ustawę z 5 lipca 2018 r. o zmianie ustawy o własności lokali. Zmiany pozwalają na ustanawianie własności lokali tylko faktycznie istniejących jako samodzielne, a ponadto w pełni zgodne z przepisami prawa budowlanego. Czyli wybudowane na podstawie pozwolenia na budowę, które jest zgodne z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego lub decyzją o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Ponadto budowa musi być zakończona i wydane pozwolenie na użytkowanie. Gdyby budynek nie spełniał podanych warunków lub nie istniały w nim lokale samodzielne, sąd nie będzie mógł znieść współwłasności przez wydzielenie samodzielnych lokali, tylko poprzestanie na ustaleniu udziałów we współwłasności. Czyli dla jej zniesienia poprzez wyodrębnienie lokali nie będzie już fantazjowania biegłych o przebudowie nieruchomości, której nikt nie traktował poważnie prócz sądu, co często prowadziło do zmian wyłącznie na papierze i zabetonowania fikcji w księgach wieczystych. Teraz sąd poprosi o zaświadczenie o samodzielności lokali i na tym można postępowanie dowodowe zakończyć. Oczywiście wartość lokali nie musi odpowiadać proporcjom udziałów, ale stosownego rozliczenia można dokonać szybko ze względu na istnienie lokali i znajomość cen rynkowych.

Czy na tym wspaniałym obrazie jest jakaś rysa? Niestety tak! Na starych zasadach z wszystkimi wymienionymi wadami mają być sądzone sprawy „starych" budynków – wielomieszkaniowych sprzed 1 stycznia 1995 r., a jednorodzinnych sprzed 11 lipca 2003 r. Szkoda, bo przebudowa każdego budynku niezbędna do wydzielenia odrębnych lokali wymaga dopełnienia wymogów technicznych i prawa budowlanego zawsze – bez względu na datę pozwolenia na budowę i ukończenia inwestycji. Jeśli przebudowa jest zbyteczna, zaświadczenie o samodzielności lokalu zostanie wydane według stanu faktycznego na dzień sporządzenia zaświadczenia bez względu na wiek, ale z uwagi na stan budynku.

Autor jest sędzią sądu gospodarczego w Krakowie, głównym specjalistą w Departamencie Nadzoru Administracyjnego w MS

* Na przykładzie ustawy z 5 lipca 2018 r. o zmianie ustawy o własności lokali

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA