Kto przewodniczącym Komisji Europejskiej: Ursula von der Leyen, a może Mario Draghi?

Jeszcze kilka miesięcy temu Ursula von der Leyen mogła być pewna ponownego wyboru na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej. Teraz nad jej kandydaturą zbierają się chmury i pojawiają się inni kandydaci. Wśród nich Mario Draghi.

Aktualizacja: 26.04.2024 06:12 Publikacja: 26.04.2024 04:30

Ursula von der Leyen

Ursula von der Leyen

Foto: European Union, EC - Audiovisual Service/ Dati Bendo

Korespondencja z Brukseli

Kilkoro dyplomatów z państw członkowskich UE, z którymi nieoficjalnie rozmawiała „Rzeczpospolita", podkreśla, że ich rządy nie mają żadnego problemu z kandydaturą von der Leyen na drugą kadencję. Wręcz przeciwnie: uważają, że jest to obecnie najlepsza możliwa opcja.

Za co jest chwalona Ursula von der Leyen

– W takich trudnych czasach nie warto podejmować ryzyka. Von der Leyen sprawdziła się na tym stanowisku, więc po co ryzykować? – mówi nam jeden z ambasadorów. Niemka chwalona jest za wiele rzeczy. Najpierw za to, jak stawiła czoła pandemii. Po początkowych błędach UE ostatecznie miała wspólny mechanizm zakupu szczepionek, uniknęła też fragmentacji rynku wewnętrznego, a na koniec – z istotnym udziałem von der Leyen – państwa członkowskie uzgodniły po raz pierwszy w historii emisję unijnych obligacji na sfinansowanie programu odbudowy gospodarki po pandemii.

Ledwie udało się ugasić jeden pożar, już wybuchł drugi – Rosja najechała Ukrainę. W ekspresowym tempie Unia zaczęła wprowadzać sankcje na Rosję, dostarczać broń Ukrainie, uniezależniać się od rosyjskiego gazu, a wreszcie rozpoczęła proces akcesyjny dla Ukrainy. W tym wszystkim rola Niemki była kluczowa.

Pod jej rządami UE przeprowadza zieloną rewolucję i robi się bardziej asertywna wobec Chin. Wymyślone przez nią pojęcie „de-risking, not decoupling”, czyli zmniejszamy ryzyko w relacjach z Chinami, ale nie odcinamy się od nich, zrobiło zawrotną karierę i jest teraz używane nawet w Waszyngtonie. Zresztą von der Leyen ma bardzo dobre relacje z Joe Bidenem i stała się twarzą UE na scenie międzynarodowej, wypychając z tej roli bezbarwnego Charlesa Michela, przewodniczącego Rady Europejskiego. Niemka ma pozytywne oceny zarówno ze strony przywódców należących do jej rodziny politycznej (Europejska Partia Ludowa), jak i ze strony socjalistów i liberałów. Chwalą ją nawet Zieloni za Zielony Ład. I reprezentująca konserwatystów włoska premier Giorgia Meloni, która razem z von der Leyen firmuje zaostrzenie unijnej polityki migracyjnej. Dostała poparcie EPL na kolejną kadencję, EPL najprawdopodobniej wygra wybory, wydawałoby się więc, że nie ma powodu, żeby podważać jej szanse.

Dlaczego Macron boi się wyborów do PE

Sytuacja zaczęła się jednak komplikować wraz z ujawnianiem kolejnych sondaży przed zaplanowanymi na czerwiec wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wynika z nich, że chadecy, socjaliści i liberałowie powinni zachować większość, ale skrajna prawica rośnie w siłę. Tymczasem przewodniczący Komisji musi zapewnić sobie większość w PE. Nawet jeśli arytmetycznie taką udałoby się uzbierać, to wyniki wyborów mogą pokazać znaczące zwycięstwo ugrupowania Marine Le Pen we Francji. A to może zmusić Emmanuela Macrona do zmiany taktyki i wycofania poparcia dla von der Leyen, żeby pokazać nową europejską jakość we Francji. Tą nową jakością miałby być Mario Draghi, były premier Włoch, a wcześniej wieloletni prezes Europejskiego Banku Centralnego, który zasłynął tym, że jako prezes EBC w środku kryzysu finansowego w 2012 r. zapowiedział, że zrobi wszystko, aby uratować euro. To zniechęciło spekulantów do gry na upadek strefy euro i uratowało wspólną walutę. Macron ma nadzieję, że Draghi ze swoim wielkim doświadczeniem gospodarczym i politycznym przestawi UE na nowe tory ożywienia gospodarczego i będzie bliższy ekonomicznym pomysłom Paryża.

Przeciwko byłemu prezesowi EBC przemawiają trzy argumenty. Po pierwsze, dlaczego Giorgia Meloni miałaby popierać na wysokie unijne stanowisko polityka spoza jej ugrupowania? Nawet jeśli ma z nim dobre relacje? Po drugie, dlaczego Olaf Scholz miałby rezygnować z niemieckiego przewodniczącego KE? Tym bardziej że w myśl umowy koalicyjnej, jeśli Niemcy nie dostaną stanowiska przewodniczącego, to niemieckiego komisarza wskażą Zieloni, a nie SDP kanclerza Scholza. Po trzecie, dlaczego EPL, jeśli wygra wybory, miałaby rezygnować z prawa do wyznaczenia szefa KE? Bo Draghi nie jest z EPL. W gruncie rzeczy nie jest z żadnej partii. 

Kto zostanie szefem Rady, a kto komisarzem do spraw zagranicznych

Mniej ważne stanowiska w UE, to przewodniczący Rady Europejskiej i wysoki przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Jeśli stanowisko szefa KE pozostanie w rękach EPL, to przewodniczącym Rady prawdopodobnie zostanie socjalista, a wysokim przedstawicielem – liberał. Przez długi czas pewniakiem wśród socjalistów był były premier Portugalii Antonio Costa, ale jego szanse spadły po ujawnieniu afery korupcyjnej z udziałem szefa jego gabinetu. Teraz nieoczekiwanie w wyścigu może pojawić się Pedro Sanchez, premier Hiszpanii, który zagroził swoją dymisją w Madrycie. Nie wszystkim w smak te kandydatury. – Niemożliwe żeby Costa nie wiedział, co robi szef jego gabinetu – mówi jeden z dyplomatów. Inny wskazuje, że Sanchez skompromitował się flirtowaniem z katalońskimi nacjonalistami, żeby zachować stanowisko premiera. Ale jeśli socjaliści twardo staną za jednym z nich, inne ugrupowania raczej nie będą tego kwestionować.

W takiej układance stanowisko wysokiego przedstawiciela, które teraz piastuje Josep Borrell, powinno przypaść kandydatowi liberalnemu z Europy Północnej lub Wschodniej. Liberałką jest premier Estonii Kaja Kallas, wcześniej wymieniana w gronie kandydatów na szefa NATO.

Czytaj więcej

Premier Estonii Kaja Kallas: Niech Rosja zgaduje, co zrobimy

Cała ta układanka może wyglądać zupełnie inaczej w czerwcu, gdy unijni przywódcy zbiorą się na szczycie po wyborach do PE. Może się okazać, jak miało to miejsce pięć lat temu z von der Leyen, że kandydatem na przewodniczącego KE okaże się ktoś, o kim wcześniej nie spekulowano. Tym razem jednak, inaczej niż pięć lat temu, jest bardzo silny kandydat w osobie obecnej przewodniczącej. Trzeba by przedstawić poważne argumenty i znaleźć nazwisko naprawdę niebudzące kontrowersji, żeby jej szanse pogrzebać.

Korespondencja z Brukseli

Kilkoro dyplomatów z państw członkowskich UE, z którymi nieoficjalnie rozmawiała „Rzeczpospolita", podkreśla, że ich rządy nie mają żadnego problemu z kandydaturą von der Leyen na drugą kadencję. Wręcz przeciwnie: uważają, że jest to obecnie najlepsza możliwa opcja.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Dr Małgorzata Bonikowska: Pięć lat pełnych niespodziewanych wyzwań dla KE
Polityka
Sondaż z Wielkiej Brytanii zapowiada klęskę Partii Konserwatywnej
Polityka
Rosja chce wciągnąć Białoruś w wojnę z Ukrainą. Łukaszenko manewruje
Polityka
Epoka po upadku apartheidu dobiega końca. RPA odsuwa bohaterów
Materiał Promocyjny
Jakie są główne zalety systemów do zarządzania zasobami ludzkimi?
Polityka
Ministrowie proponują Putinowi usunięcie talibów z listy terrorystów. Czy Rosja uzna rząd Afganistanu?
Polityka
Parlament w Tbilisi przyjął "ustawę o agentach". Czy Gruzja straciła szanse na członkostwo w UE?