fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Podatek dochodowy

Wpierw zachęty, potem kary - kontrolę samozatrudnienia komentuje Tomasz Pietryga

Fotolia.com
Test przedsiębiorcy to pistolet, którym państwo może „odstrzelić" tysiące obywateli, doprowadzając ich wraz z rodzinami na skraj finansowej katastrofy.

Widmo testu przedsiębiorcy, restrykcyjnego narzędzia, które pozwoli zdecydować urzędnikom, kto jest przedsiębiorcą, a kto nie, straszy od miesięcy. Przedstawiciele władzy najpierw odżegnywali się od celów fiskalnych tego rozwiązania, wskazując na konieczność uporządkowania rynku pracy, by później trochę je przypudrować, usuwając z rządowych dokumentów groźnie brzmiące sformułowanie. Samozatrudnieni jednak nie mają złudzeń – państwo wzięło ich na celownik – klucząc, będzie próbowało wprowadzić groźny mechanizm w nieco ukrytej formie.

Jak będzie on groźny? Wyobraźmy sobie urzędnika, który uzna, że ty, przedsiębiorco Kowalski, testu nie przeszedłeś, bo zbyt mało faktur wystawiłeś. Ów administracyjnie stwierdzony nieprzedsiębiorca straci wszystko, być może również za lata wstecz. Opodatkowanie, składki na ZUS, możliwość odliczania kosztów, rat, leasingu samochodów, kosztów paliwa etc. – to wszystko będzie musiał zwrócić państwu, bo ktoś uznał według ad hoc przyjętych reguł, że przedsiębiorcę tylko udawał. Oznaczać to będzie odstrzelenie obywatela, doprowadzenie go na skraj finansowej katastrofy.

Tylko że ten obywatel nie jest oszustem kradnącym VAT z wykorzystaniem tzw. karuzeli, ale osobą, która w zaufaniu do stabilności państwa, przepisów prawnych i podatkowych działalność gospodarczą zarejestrowała i działała zgodnie z jej regułami, które nie zakładały żadnego testu przedsiębiorczości.

I może dlatego władza nieco się waha. W końcu tak znacząca zmiana, która może dotknąć dwóch milionów ludzi i ich rodzin, to politycznie niebezpieczna zabawa. I chyba właśnie tylko tym można wytłumaczyć niespójne komunikaty Ministerstwa Finansów, które wprowadzenie testu konsekwentnie zapowiada, i Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, które temu zaprzecza.

Jednak w świecie formalizmów i rządowych procedur liczą się fakty. A te wskazują, że wbrew twierdzeniom minister Jadwigi Emilewicz test przedsiębiorcy zostanie wprowadzony. Może trochę przypudrowany, pod zmienioną nazwą, trochę rozwodniony, ale będzie.

Rząd jak co roku jest zobowiązany uchwalić wieloletni plan finansowy państwa, na podstawie którego jest tworzony budżet. W ubiegłą środę rząd go przyjął, a w dokumencie znalazł się test przedsiębiorcy, chociaż pod zmienioną nazwą. Dokument zobowiązał właściwych ministrów do konsultacji i do jego wprowadzenia od 1 stycznia 2020 r. I żadne zaklinanie rzeczywistości nic tu nie da. Samozatrudnieni znaleźli się na celowniku państwa.

Cała historia ma też szerszy wymiar, pokazuje, jak bardzo polskiej klasie politycznej brakuje myślenia wielowymiarowego, świadomości, że państwo to pewna ciągłość, bo bez względu na zmiany władzy żyją w nim ciągle ci sami obywatele. Jak w tym kontekście wytłumaczyć fakt, że przez ponad dekadę władza zachęcała do indywidualnej przedsiębiorczości, dając nawet przyzwolenie na uelastycznienie relacji między pracodawcami i pracownikami, czego efektem był właśnie wysyp rejestrowanych indywidualnych działalności gospodarczych, a teraz zamierza za to karać?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA