Ile w blokowaniu budowy K-Tower przy ul. Srebrnej w Warszawie jest polityki, a ile przestrzegania prawa i troski o ład przestrzenny?

To nie jest żadna afera, choć używa się przy tym argumentów, które dotyczą transparentności, konfliktu interesów między polityką a biznesem czy troski o zagospodarowanie przestrzenne. Ludzie, którzy posiłkują się tymi argumentami – m.in. Roman Giertych, politycy opozycji czy społecznik Jan Śpiewak – robią to jednak w sposób naiwny, oderwany od tego, jak dziś w praktyce wygląda polityka miejska w stolicy.

Czytaj także:

Możliwa hipoteka na działce przy Srebrnej

Wokół Srebrnej wielki plac budowy

Bardziej poseł niż biznesmen

Srebrna w wuzetce zamknięta

W pana ocenie ul. Srebrna to dobre miejsce na usytuowanie 190-metrowego biurowca składającego się z dwóch wież?

Tak, to bardzo ważny punkt w topografii Warszawy. Już dość dawno przyjęto, że tego typu skrzyżowania jak rondo Dmowskiego czy rondo ONZ powinny się odznaczać w sylwecie miasta i nawet wytyczać kierunki orientacyjne w jego krajobrazie. Plac Artura Zawiszy to również ważny węzeł na obwodnicy śródmiejskiej, której notabene rządząca przez 12 lat w Warszawie PO nie potrafiła zakończyć. Mimo że zaczęto ją tworzyć za czasów Gierka w roku 1975.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Niedaleko ul. Srebrnej, tuż przy siedzibie „Rzeczpospolitej", powstał plac Europejski ze swymi wieżowcami. Ale przedtem właścicielowi tego terenu unieważniono warunki zabudowy. Takie hamowanie inwestycji leży w rękach miejskich urzędników. I ma niewiele wspólnego z interesem publicznym. Oburzanie się zatem, że jakiś podmiot prawny – związany kiedyś z Porozumieniem Centrum i będący właścicielem działki przy ul. Srebrnej – chce zrealizować operację deweloperską, jest absolutnie bezzasadne.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zaznaczył w rozmowie z „Rzeczpospolitą", że działkę można zabudować, ale ze względu na sąsiedztwo budynków mieszkalnych czy muzeum inwestycja nie powinna być wyższa niż 30 m.

Jestem warszawiakiem, który ma duże doświadczenie w zadawaniu się z biurokracją miejską w sprawach budowlanych. I mogę powiedzieć tylko tyle – miasto chce funkcjonować jednocześnie w trzech rolach: być właścicielem ogromnej liczby nieruchomości, regulatorem tego, co na nich można zbudować, i w końcu graczem na rynku. I faktycznie tak jest – ze szkodą dla ładu przestrzennego.

Dlaczego na niewielkiej działce przy al. Jana Pawła II – w miejscu niewysokiego hotelu Mercure – mógł powstać bardzo ładny wieżowiec Q22? Ano dlatego, że władze Warszawy pozwoliły na tej akurat działce go zbudować. I właśnie ta uznaniowa taktyka: „pozwalam – nie pozwalam", spowodowała, że w jednym miejscu mamy ruiny domów opatrzone urzędowym stemplem z zakazem rozbiórki, a gdzie indziej nagle – często na peryferyjnych obszarach, w znacznie mniej ważnych węzłach miasta niż plac Zawiszy – powstaje jakiś ogromny budynek.

Chaos przestrzenny, który mamy w Warszawie, polega na tym, że miasto nie chce prowadzić i nie prowadzi polityki przestrzennej, nie chce ładu własnościowego. Ta niemożność urbanistyczna jest wynikiem świadomej decyzji i polityki miasta. Bez wizji rozwoju po prostu lepiej prowadzi się niejasne interesy.

Miasto działa jednak w granicach prawa...

Nie, to jest polityka nieprawości, która polega na tym, że urzędnicy bawią się w sędziów, a potem sędziowie zachowują się jak urzędnicy. Wyrazem tego była choćby sprawa otoczenia Pałacu Kultury, dla którego był zatwierdzony plan miejscowy, ale w ciągu ostatnich 18–20 lat nic nie powstało, a jednocześnie rozwijała się afera reprywatyzacyjna.

I to nie dlatego, że nie było regulacji prawnych, tylko dlatego, że prawo jest przez władze miasta egzekwowane w sposób wybiórczy. Jarosław Kaczyński na taśmach powiedział rzecz oczywistą i wszystkim znaną: władze samorządowe stolicy bywają tak stronnicze, że za każdym razem trzeba się zastanawiać, czy ma się jakąś drogę dojścia do uzyskania decyzji administracyjnej. Uwaga, która pada na taśmach, że jeśli Prawo i Sprawiedliwość nie wygra wyborów w Warszawie, to budowa na Srebrnej będzie dalej blokowana, w ogóle mnie nie szokuje. Tak po prostu jest.

I np. kiedy tak było?

Warto przypomnieć oburzenie premiera Tuska, gdy dowiedział się, że inwestor budujący stok narciarski w Sudetach chce interweniować u wicepremiera Schetyny, ponieważ nie pozwolono mu wyciąć kawałka lasu. Jako liberał powinien się raczej zastanowić, dlaczego tak się dzieje, dlaczego państwo polskie działa w ten sposób, że ktoś, kto inwestuje pieniądze, musi szukać dojścia do wicepremiera, żeby załatwić banalną sprawę. Przecież albo coś jest legalne, albo nie jest. I od czego byli urzędnicy poniżej wicepremiera Schetyny.

Między innymi z tego powodu nie rozumiem Jana Śpiewaka – który ma niewątpliwe zasługi w wykrywaniu warszawskich skandali reprywatyzacyjnych – gdy nagle pochyla się nad problemem warunków zabudowy dla działki przy placu Zawiszy, uznając je za coś świętego i ostatecznego. Tymczasem są one wydawane w sposób całkowicie arbitralny i dowolny.

- rozmawiał Tomasz Pietryga