Pracodawcy mają wiele rekomendacji dla wicepremiera Jarosława Gowina, który przygotowuje tarczę prawną, czyli pakiet deregulacyjny. Ma ulżyć biznesowi w czasie kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa.

Pomysły na tarczę prawną

– Przedsiębiorcy pokładają bardzo duże nadzieje w zapowiedzianej tarczy prawnej. Oczywiście najważniejsze dla biznesu będzie zatrzymanie prac nad projektami wprowadzającymi dodatkowe obciążenia dla firm, ewentualnie odsunięcie tych, które zostały uchwalone w ostatnim czasie – komentuje Jakub Bińkowski, dyrektor departamentu prawa i legislacji w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Czytaj też:

Nowa tarcza antykryzysowa: czego nie powiedział premier

Praca zdalna a Covid: planowane przepisy i praktyka

Niepokorni przedsiębiorcy nie dostaną wsparcia

– Jednak niezależnie od tego firmy zwracają uwagę na potrzebę wprowadzenia wielu punktowych rozwiązań, również w przepisach regulujących zatrudnienie. Oczywiście zgłaszana jest potrzeba regulacji pracy zdalnej, ale akurat są już prowadzone odpowiednie prace.

Co może znaleźć się w pakiecie szykowanym w resorcie Jarosława Gowina? Z zapowiedzi ogłoszonych na zeszłotygodniowym posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego wynika, że zawieszonych zostanie nawet kilkanaście nowelizacji przepisów planowanych przez rząd na najbliższe miesiące. Jedną z takich spodziewanych regulacji jest pełne oskładkowanie zleceń, tak by należności do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych były potrącane od całości przychodów osób zarabiających na kilku takich umowach lub dorabiających sobie na kontrakcie do etatu czy działalności gospodarczej.

Autopromocja
FIRMA.RP.PL

Sprawdzona, pogłębiona i kompleksowa wiedza dla MŚP

CZYTAJ WIĘCEJ

Deregulacja ma dotyczyć również obowiązujących przepisów.

– Tak jak w pierwszej fali epidemii, przedsiębiorcy podkreślają konieczność usprawnienia procedur zatrudniania cudzoziemców. Ten problem należałoby akurat rozwiązać raczej administracyjnie, poprzez udrożnienie systemu udzielania zezwoleń na pracę – dodaje Jakub Bińkowski ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

– Niektóre branże zwracają również uwagę na potrzebę uelastycznienia zasad zarządzania czasem pracy.

Uzasadniają to przede wszystkim trudnościami wynikającymi z absencji spowodowanych zakażeniami i kwarantannami.

33 miesiące to za mało

Z kolei Konfederacja Lewiatan proponuje wydłużenie dozwolonego okresu zatrudnienia na umowach terminowych. Obecnie praca na takich umowach w jednej firmie nie może przekraczać 33 miesięcy. Wiele zatrudnionych na takich umowach osób straciło w ostatnim okresie pracę, gdyż przedsiębiorcy nie chcieli zaryzykować zatrudnienia ich na czas nieokreślony w czasie kryzysu.

Proponuje także przejęcie przez ZUS obowiązku wypłaty wynagrodzenia chorobowego dla pracowników w czasie zwolnienia lekarskiego czy kwarantanny.

Kolejnym postulatem jest wprowadzenie kont czasu pracy lub wynagrodzeń, umożliwiające rozliczenia z pracownikami w 24-miesięcznym okresie. To powinno ustabilizować zatrudnienie w czasie kryzysu.

Podobnie jak wydłużenie okresu zatrudnienia pracownika tymczasowego u jednego pracodawcy-użytkownika z 18 do 30 miesięcy.

Pracodawcy proponują także wydłużenie z trzech do dziewięciu miesięcy okresu, w którym przedsiębiorcy mogliby korzystać ze wsparcia finansowego w formie dopłat do wynagrodzeń pracowników, gdy ci na zasadach ustalonych w porozumieniu z załogą czy z działającymi w firmie związkami zawodowymi zostali objęci przestojem ekonomicznym czy został im obniżony wymiar czasu pracy.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan

Bardzo ważnym elementem deregulacji mogłoby być wydłużenie dozwolonego zatrudnienia na umowach o pracę na czas określony. Obecne przepisy są tak skonstruowane, że w jednej firmie zatrudnienie w ten sposób może trwać maksymalnie 33 miesiące. A po upływie tego okresu takiego pracownika trzeba zatrudnić na czas nieokreślony. A to oznacza wiele dodatkowych obowiązków dla przedsiębiorców, którzy nie chcą ich brać na siebie w czasie kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa. Kończy się więc na tym, że przedsiębiorcy rozstają się z takimi pracownikami, bo nie chcą ryzykować przekształcenia ich umowy w bezterminowe zatrudnienie. Prosta, tymczasowa zmiana tego przepisu pozwoliłaby na zachowanie pracy wielu osobom.