fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Ochrona prawna a sądocentryzm

Fotolia.com
Rolą sądów jest stać na straży praw obywatelskich.

Gdy przyjrzeć się przepisom, doktrynie i praktyce, to widać, że prawo unijne traktuje ochronę prawną jako sumę trzech rodzajów uprawnień; roszczeń wynikających z prawa materialnego, prawa do sądu i skutecznej egzekucji. Podobnie do sprawy podchodzą instytucje międzynarodowe: biorą pod uwagę całość analizowanej sytuacji zamiast porównywać wyselekcjonowane syntetyczne wskaźniki.

Czytaj także: Respektowanie niezawisłości sędziów to obowiązek rządu

Na przykład Bank Światowy, który od lat przygotowuje swoje raporty Doing Business, bierze pod uwagę warunki prowadzenia biznesu w różnych krajach i porównuje je, podając co roku nowe wyniki rankingu. Za rok 2016 Polska uzyskała dobre 24. miejsce, a za rok 2017 przyznano jej już tylko 27., mimo że wynik uzyskany w 2017 r. był nieco lepszy (77,12) od wyniku za rok poprzedni (77,30). Dowodzi to konkurencji oraz tego, że poszczególne kraje nieustannie i skutecznie starają się o swój rozwój. Wracając do ochrony prawnej – w realiach naszego prawa funkcjonuje ten sam termin, ale raczej w innym kontekście. Ochrona prawna to bowiem wiele zadań i kompetencji wynikających z przepisów proceduralnych, których wykonywanie powierzono w sądach referendarzom.

Czytaj także: Bój o Sąd Najwyższy bez szans na szybki finał

Mamy więc do czynienia z dwoma podejściami do tego samego problemu i dwoma rodzajami efektów, jakie przynoszą. Podejście wąskie jest pomocne w organizowaniu pracy sądu, ponieważ referendarze sprawnie i szybko wykonują powierzone im zadania. Podejście szerokie do ochrony prawnej bliższe jest temu, co w naszym systemie prawnym zwykło się kojarzyć z wymiarem sprawiedliwości. Czy więc można powiedzieć, że ochrona prawna i wymiar sprawiedliwości to w gruncie rzeczy to samo? Otóż nie, ponieważ wymiar sprawiedliwości nie musi polegać na ochronie prawnej. Przyjmując, że ochrona prawna łączy się zazwyczaj z ochroną praw majątkowych, a wymiar sprawiedliwości wiąże się zazwyczaj ze stosowaniem sankcji karnych, można powiedzieć więcej. Efektywna ochrona prawna dotyczy jednostki i nie musi być związana z wymiarem sprawiedliwości, a wymiar sprawiedliwości służy bardziej dobru publicznemu niż ochronie praw jednostek. Przykładowo – odzyskiwanie należności służy dobru konkretnego wierzyciela, a zaleganie ze spłatą długu nie jest czynem zabronionym połączonym z sankcją karną. Większość czynów karalnych jest ściganych z oskarżenia publicznego bez względu na wolę osób pokrzywdzonych przestępstwem, podczas gdy naprawienie wyrządzonej im szkody wymaga osobnego postępowania, jakie należy prywatnie wytoczyć przed sądem cywilnym.

Aby oddać odmienność natury ochrony prawnej i wymiaru sprawiedliwości (nieco upraszczając), można rzecz ująć następująco:

– Ochrona prawna (zwłaszcza w podejściu unijnym) składa się z trzech elementów (roszczenie, prawo do sądu, wykonanie), a brak któregokolwiek z nich sprawi, że ochrony prawnej nie ma. Wysiłek unijnych instytucji zmierza więc do tego, aby poprzez odpowiednie akty prawa zapewnić wprowadzenie wszystkich tych elementów do legislacji krajów członkowskich. Rozporządzenia mają moc bezpośredniego obowiązywania w każdym kraju Unii, a dyrektywy zobowiązują każdy kraj do włączenia odpowiednich zasad w poczet norm prawa krajowego. Całości systemu dopełnia Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, który egzekwuje wykonanie obowiązku inkorporacji zasad do prawa krajowego oraz odpowiada na pytania prawne sądów krajowych dotyczących stosowania prawa unijnego. Przykładem rozporządzenie unijne jest RODO.

– Wymiar sprawiedliwości w ujęciu polskiego prawa koncentruje się na roli sądu (patrz art. 175 konstytucji), zatem konieczny jest sąd, który tę sprawiedliwość wymierzy. Należy podkreślić, że system prawa polskiego został dostosowany i spełnia wymagania unijne, czego dowodem jest członkostwo naszego kraju w Unii. Charakterystyczny dla naszego kraju jest więc „sądocentryzm", czyli pogląd, że niezbędny jest udział sądu w każdej sprawie, także w sprawach majątkowych. Przyczyny takiego podejścia można wiedzieć w dominujących u nas poglądach i zwyczajach prawnych. Skutkiem jest takie ukształtowanie systemu prawa materialnego (prawo zbyt często odsyła nie do reguły prawnej, ale decyzji sądu) i proceduralnego (sądy mają sprawdzać nawet dobrowolnie zawarte porozumienia), że bez udziału sądu nie da się skierować do egzekucji dobrowolnych porozumień. Istnieje wiele powodów, dla których wolą stron będzie egzekucja dobrowolnie uznanych należności na drodze komorniczej. Albowiem dłużnik może stracić majątek lub chęci spłaty długu, a wierzyciel chce przejąć nieruchomości dłużnika za dług tylko bez obciążeń. Osoby prawne wiedzą, że udział komornika może gwarantować uchylenie zarzutów o pokrzywdzeniu niektórych wierzycieli lub pewność, że dłużnik jest niewypłacalny. Niestety Polacy z jakichś powodów zanadto lubią się sądzić i potrzebują do tego sądów. Tak rodzi się sądocentryzm jako postawa przerośniętych oczekiwań wobec sądów, a także przecenianie ich roli w życiu społecznym.

I. Syndrom przeciwstawnych emocji i inne skutki

Rolą sądów jest stać na straży praw obywatelskich. W życiu codziennym sąd ma być przeciętnemu człowiekowi niepotrzebny. Wystarczy mu świadomość, że może swoich praw bronić i uzyska ochronę ze strony obiektywnego i niezawisłego sądu, ale skorzysta z nich dopiero w obliczu zagrożenia. Wydaje się jednak, że oczekiwania wobec polskich sądów są przerośnięte, skoro trafiają do nich sprawy mogące znaleźć inne rozwiązanie. Przykładem tego jest znikoma popularność nabycia spadku przed notariuszem. Tymczasem rolą sądów jest udzielać ochrony w obliczu zagrożeń realnych i poważnej potrzeby. Sięganie po sądowe werdykty z byle powodu jest formalnie zgodne z prawem do sądu (gwarantowanym w art. 45 Konstytucji RP i art. 6 europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności), ale oczywiście społecznie szkodliwe, skoro prowadzi do przeciążenia sądów i zaległości we wszystkich sprawach. Niestety, a może na szczęście – żaden sąd nie ma prawa oceniać, która sprawa jest ważna, by zająć się nią w pierwszej kolejności. Ocena ważności sprawy należy do wnoszącego i jest zupełnie subiektywna.

Rzeczą ustawodawcy jest więc tę ocenę zobiektywizować, co jest możliwe za pomocą wielu kryteriów formalnych i finansowych. Konfrontacja z nimi pokaże zainteresowanemu, czy rzeczywiście wniesienie sprawy warte jest wysiłku spełnienia warunków oraz wymaganych kosztów. Prawo unijne posługuje się tutaj ciekawą zasadą: aby dochodzenie praw gwarantowanych prawem unijnym nie napotykało nadmiernych utrudnień prawa krajowego. Realizacja prawa unijnego dokonuje się bowiem poprzez krajowe prawo i sądy, które tylko w szczególnych przypadkach stosują wprost prawo Uni.

Większość krajów unijnych ma w swoim prawie wiele zabezpieczeń, aby tamowały nadużywanie prawa do sądu. W naszych realiach mamy raczej odwrotne problemy. Dostęp do sądu nie napotyka istotnych ograniczeń formalnych w postaci np. obowiązku kosztownego pełnomocnika procesowego lub wysokich opłat (najniższa opłata sądowa od kilkunastu lat wynosi 30 zł, gdy przeciętne wydatki lub codzienne zakupy są od dawna znacznie wyższe). Zgodnie z prawem ekonomii spadające ceny stymulują wzrost popytu – więc ilość spraw wpływających do sądów odpowiednio i systematycznie rośnie. Nie ma ku temu rozsądnego wytłumaczenia (takich jak obiektywnie istniejące problemy społeczne). Przeciwnie – stale rosnące płace, wzrost stopy życiowej i spadek przestępczości – wskazują na przesłanki malejącej liczby sporów (nie spotkałem się niestety z żadnymi wynikami badań w tej sprawie, aby skorzystać z dokładnych danych). Więc dlaczego Polacy stronią od mediatorów, ugód i sądów arbitrażowych? Zapewne lubią się procesować, a skoro ich na to stać, to chętnie skorzystają z każdej okazji, która im się nadarzy. Otóż ochrona prawna i inne formy pomocy państwa (np. bezpłatna pomoc prawna) bez wątpienia nie są przeznaczone dla przyjemności lubiących się procesować, ale dla rzeczywiście potrzebujących obrony swoich praw. Tak samo jak opieka zdrowotna, pogotowie ratunkowe i szpitale są przeznaczone dla chorych i nie przyjmują pacjentów subiektywnie potrzebujących pomocy z błahego powodu (zwykłego bólu głowy lub zmęczenia). Tacy potrzebujący mogą pomóc sobie sami. Przed sądem nie ma sankcji za wniesienie zbędnego powództwa, za wezwanie karetki pogotowia bez potrzeby jest. Ilość wpływających spraw nie doznaje więc żadnych rozsądnych ograniczeń. A frustracja społeczna rośnie odpowiednio do przyczyn, które ją powodują (im więcej spraw wpływa, tym więcej frustracji). To błędne koło, które można zatrzymać tylko poprzez ograniczenie wpływu spraw do sądów. Trzeba w tym celu skutecznie oddziaływać na obywateli, aby przynajmniej część swoich problemów zaczęli rozwiązywać bardziej samodzielnie.

Na razie oczekiwania wciąż rosną, a wraz z nimi niezadowolenie. System sądowniczy ma ograniczone możliwości, i nie da się ich powiększyć w żadnym państwie. Nie buduje się przecież szpitali na tyle łóżek, ilu jest obywateli.

II. Potrzeba arbitra nie musi oznaczać potrzeby sądu

Arbiter jest potrzebny nie tylko w sporach, ale też w zabawie, współzawodnictwie i sporcie. Tam, gdzie występuje przeciwstawność interesów, arbiter decyduje o podziale korzyści. Przeciwstawność interesów nie musi przesądzać o doniosłości sporu ani wskazywać na nieprzyjazne nastawienie jego uczestników. Prawo spółek czy prawo spółdzielcze wymagają np. od zarządu dochodzenia wszystkich roszczeń oraz dbania o sprawy spółki czy spółdzielni. Zasada ta wyłącza zawieranie wielu porozumień i ugód z powodu obowiązków spoczywających na zarządzie. Ta przeciwstawność interesów w połączeniu z obowiązkami zarządu nie przeszkadza w rozwiązywaniu sporów przed mediatorami lub sądami arbitrażowymi. W naszym kraju takie praktyki są raczej nieobecne, choć wiemy, że zagraniczne wielkie podmioty tak rozwiązują problemy.

III. Dominacja feudalnego wzorca, według którego sąd tylko skazuje i karze

Wszyscy w zasadzie wiedzą, że są różne sądy, ale najczęściej kojarzą je z oskarżeniem i karą – najlepiej surową. Tymczasem sądy zalewane są sprawami zupełnie innego rodzaju – czyli żądaniami w sprawach majątkowych. I tak jak w sprawie karnej sąd skazuje i karze, tak również w sprawach cywilnych większość obywateli spodziewa się, że sąd „skarze" przeciwnika procesowego na zapłatę czy lepszy podział majątku. Prawdopodobnie takie postrzeganie sądu jest przyczyną nadmiernej „popularności sądów" i wzrostu liczby spraw sądowych.

IV. Społeczeństwa obywatelskie stać na dojrzałość przed sądem i emancypację rozwiązywania sporów bez udziału sądu

Podobno proces dojrzewania jest procesem wymuszonym, ludzie stają się odpowiedzialni, bo muszą. Społeczeństwo obywatelskie oparte jest na odpowiedzialności spowodowanej odpowiedzialnością. Jednak odpowiedzialność staje się zasadą tylko wtedy, kiedy jest „opłacalna" – i to musi zapewniać system prawa i organizacja. Organizacja sądów? Otóż nie sądów tylko ochrony prawnej. Sądy są tylko częścią większej całości, wprawdzie istotną, ale niejedyną i ostatnią. Dopóki sądy nie będą dobrze osadzone w systemie ochrony prawnej, nie będziemy zadowoleni z ochrony, jaką mają nam zapewnić. A przeciętny obywatel musi mieć niewzruszone przekonanie, że o swoje interesy należy najpierw zadbać samemu, potem korzystać z pomocy prawnej – a dopiero gdy to nie wystarczy, pozostaje sąd jako ostatnia deska ratunku.

Autor jest sędzią Sądu Gospodarczego w Krakowie, głównym specjalistą w Departamencie Nadzoru Administracyjnego w MS

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA