fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Gen. bryg., bp Józef Guzdek: Pytam i zachęcam do myślenia, ale nie komentuję

Fotorzepa, Radek Pasterski
Dążenie do porozumienia jest zadaniem stron konfliktu. Nie chcę wchodzić w sferę sporów politycznych. Nie moja domena – mówi biskup polowy Józef Guzdek

Rzeczpospolita: Jest ksiądz biskup w konflikcie z ministrem Antonim Macierewiczem?

Gen. bryg. Józef Guzdek, biskup polowy Wojska Polskiego: Skąd takie domysły?

To o księdza kazaniu wygłoszonym przy okazji 99. rocznicy utworzenia Sztabu Generalnego Wojska Polskiego mówi się, że była to otwarta krytyka reform przeprowadzanych w armii oraz właśnie ministra obrony.

To nadinterpretacja. Ten domniemany konflikt został wykreowany przez media. Zresztą spotyka mnie to nie po raz pierwszy. Kiedy pod koniec grudnia 2010 roku rozpocząłem posługę w ordynariacie polowym, to w kolejnych miesiącach moje nazwisko często pojawiało się w mediach. Byłem ponoć w poważnym konflikcie z ówczesnym ministrem obrony narodowej. Podkreślano, że dyktuje mi warunki pracy, nakazuje zamykanie parafii, redukcje etatów…

Redukcje i cięcia jednak były…

Były, ale trochę później. Armia została zredukowana i uzawodowiona, zawieszono powszechny, obowiązkowy pobór. Ordynariat polowy musiał się do tych zmian dostosować.  Na szczęście udało się przeprowadzić restrukturyzację w sposób zasadniczo uporządkowany, etapami, z szacunkiem dla kapelanów, którzy przez lata pracowali w wojsku i nie tracąc z oczu dobra duchowego wiernych w mundurach. W pierwszych miesiącach mojej pracy odwiedziłem prawie wszystkie garnizony, spotkałem się ze wszystkimi kapelanami. Starałem się poznać specyfikę i problemy diecezji wojskowej, ale też całej armii. Zachodzących zmian w wojsku nigdy publicznie nie komentowałem, bo znam swoją rolę. Mam być ewangelizatorem, a nie komentatorem.

Ale kiedy ksiądz biskup przy okazji święta Sztabu Generalnego pyta: „co może myśleć o polskiej armii młody, zdolny człowiek, do którego wciąż docierają sprzeczne informacje o priorytetach wojska, o jego sile i znaczeniu, o ciągłych reformach w strukturach dowodzenia w siłach zbrojnych? Czyż nie będzie stawiał pytań: jaki jest sens i czy warto być żołnierzem”  –  to jak te słowa odbierać? Przecież to komentarz do aktualnej sytuacji w wojsku.

Takie pytania stawiam permanentnie. Czynię to dlatego, by pobudzić do myślenia. Przecież niczego nie mogę nakazać ani też zakazać, mogę jedynie zachęcić do refleksji. Zwracałem w tej homilii uwagę na to, że niezwykle ważne jest udzielanie odpowiedzi na pojawiające się wśród żołnierzy pytania. Mówiłem, że dla samych pytań nikt nie chce żyć, a tym bardziej nie odda życia. Żołnierz ma swoją tożsamość, jasno wyznaczony cel. Moim zadaniem, jako duszpasterza, jest w pierwszej kolejności kształtowanie charakterów, wpajanie zasad moralnych i troska o prawe sumienia. Zarówno w czasie pokoju, jak i podczas konfliktu zbrojnego, żołnierza obowiązują normy moralne i zasady prawa humanitarnego. Jeśli są one łamane, jeżeli podstawowe prawa człowieka są gwałcone, dochodzi wówczas do zbrodni wojennych a nawet ludobójstwa. Dlatego stawiam pytania, prowokuję do myślenia i szukania odpowiedzi.

Odwołując się do papieża Franciszka mówił ksiądz w tym kazaniu o „sprzedawcach dymu”. To nie była aluzja do kogokolwiek?

Można ją odnieść do wszystkich, ponieważ każdy z nas może być „sprzedawcą dymu”. W tych słowach apelowałem do wszystkich, aby mówili prawdę w trosce o dobro armii. Jedynym moim celem był ewangeliczny przekaz: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”.

Ale ostrzega ksiądz, by nigdy nie „wykorzystywać religii w celu zdobycia władzy lub utrzymania wpływów politycznych”.

Chrystus powiedział, by oddać „Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Religia nie może być traktowana instrumentalnie i wykorzystywana do zdobycia prestiżu, władzy, majątku.

A jest wykorzystywana?

Kiedy spojrzymy na historię dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa, to wiemy dobrze, że wielokrotnie traktowano religię instrumentalnie…

Ucieka ksiądz biskup od pytania w historię, a my pytamy o tu i teraz…

Ale ja muszę patrzeć szerzej. Od czasu reaktywacji ordynariatu polowego w 1991 roku jest już czternasty minister obrony, piąty prezydent. Świat się zmienia, rzeczywistość się zmienia, ale Ewangelia jest ciągle ta sama. Moją misją jest głosić Dobrą Nowinę wszystkim, do których zostałem posłany. Jak już wcześniej powiedziałem, pragnę być ewangelizatorem a nie komentatorem. Nie zamierzam być bohaterem jednego wieczoru w studiu telewizyjnym lub radiowym, newsa w Internecie.

Pracuje ksiądz w specyficznym środowisku, dla którego mundur jest nieodłączną częścią  życia. Ci ludzie o armii rozmawiają nie tylko w pracy, ale także w domu.

Złożenie przysięgi wojskowej stanowi przełom w życiu człowieka. Zaczyna się coś nowego. Żołnierz zobowiązuje się, że będzie stał na straży najwyższych wartości, a jeśli zajdzie taka potrzeba, nie będzie żałował krwi, a nawet odda swoje życie. To nie jest praca, ale służba. Nie kończy się ona po wyjściu z koszar, lecz ma wpływ na życie osobiste i rodzinne. Sam tego doświadczam, wszak jestem w tym środowisku już kilka lat i nieustannie żyję sprawami polskiej armii.

I co ksiądz biskup widzi?

Przede wszystkim widzę człowieka. Odwiedzam garnizony, rozmawiam z ludźmi noszącymi mundury, znam ich radości, sukcesy, ale też problemy i próbuję – na ile potrafię – iść do nich z posługą myślenia. Nie wypowiadam się na tematy ściśle wojskowe, ponieważ nie jest to w zakresie moich kompetencji. Od tego są fachowcy. Ja jestem duszpasterzem.

Kilka miesięcy temu z wojska odeszła duża grupa oficerów. Niektórzy dziś publicznie mówią, że w wyniku konfliktu z ministrem obrony. Teraz iskrzy między resortem obrony a prezydenckim Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. Nie myślał ksiądz o tym, by podjąć się roli mediatora?

Jeśli istnieje jakiś konflikt, to dążenie do dialogu, do porozumienia jest zadaniem stron tegoż konfliktu. Moim zadaniem jest głoszenie Ewangelii. Mam nadzieję, że słuchając słowa Bożego, wskazówek moralnych, etycznych, także będący w sporze łatwiej dotrą do odkrycia prawdy, szeroko pojętego dobra i to doprowadzi do zażegnania konfliktu. To jest moja misja i staram się pozostać jej wierny. Od początku mojej pracy w ordynariacie podkreślam, że katedra i kościoły garnizonowe są otwarte dla wszystkich ludzi. Nie chcę wchodzić w sferę sporów resortowych czy politycznych. To nie moja domena. Takiej postawy nauczyłem się od kardynała Franciszka Macharskiego. I tego nie zmienię.

Przyzna ksiądz jednak, że w wojsku trudno się od polityki oderwać. Zawsze było i będzie w jakiś sposób z nią związane. Jak wyważyć proporcje? Troszczyć się o sprawy wojskowe, a jednocześnie nie wchodzić w sferę polityczną?

Wojsko z natury jest apolityczne. Politycy podejmują decyzje np. o wyjeździe na misje zagraniczne i żołnierz wykonuje te polecenia, ale ich nie komentuje. Jego zadaniem jest obrona ojczyzny oraz służba sprawie pokoju i bezpieczeństwa. Decyzje podjęte przez polityków oceni społeczeństwo w demokratycznych wyborach a także następne pokolenia.

Dlaczego różne księdza wypowiedzi odczytywane są jako polemika z ministrem obrony?

Publiczne wypowiedzi zawsze są narażone na niewłaściwą interpretację. Słowami wyrwanymi z kontekstu można uzasadnić nawet fikcyjną tezę. Kamień można wykorzystać na dwa sposoby – może stanowić fragment wznoszonej budowli, ale można też nim uderzyć drugiego człowieka.

Spotkał się ksiądz po tamtej homilii z Antonim Macierewiczem? Prostował, wyjaśniał swoje słowa?

Nie było takiej potrzeby. Niczego nie prostowałem. To, jakie było moje przesłanie, każdy może odczytać z tekstu homilii zamieszczonej na portalu ordynariatu polowego.

W jednym z wywiadów mówił ksiądz biskup tak: „przestrzegam przed mówieniem o nieobecnych i do nieobecnych”. To jak rozumiemy wciąż aktualne słowa?

Jeżeli mam przed sobą pięć, dziesięć, sto, tysiąc osób – to mówię do nich. Trzymam się zasady, by mówić do tych, którzy są obecni w kościele i o ich sprawach. Tam gdzie jest głoszona Ewangelia, kościół jest wypełniony ludźmi różnych zawodów i w różnym wieku. Dlaczego? Ponieważ Ewangelia jest żywa, odpowiada na podstawowe ludzkie pytania, pobudza do myślenia i ukazuje wartości ponadczasowe. Tak, to wciąż aktualne słowa.

Kilka lat temu mówił ksiądz w jednej z homilii, że musimy być jednością, że nie możemy występować jedni przeciw drugim. Przypominają o tym także inni biskupi. A jak się rozejrzeć dookoła to wydaje się, że nikomu na tej jedności nie zależy…

Mnie na tym bardzo zależy. Biskup i każdy kapłan mają być budowniczymi wspólnoty. Jeśli ktokolwiek z nas, duchownych, dokonywałby podziału – w jakimkolwiek wymiarze – to musi sobie zadać pytanie o wierność powołaniu, o wierność Bogu, o to, czy jeszcze jest pasterzem. Posługując się językiem wojskowym, lepiej by było, aby podał się do dymisji.

Spora grupa by się zebrała…

Jestem odpowiedzialny za ordynariat polowy i troszczę się, zabiegam o to, by wśród kapelanów i w ich posłudze jedność nie była tylko pustym słowem. Ale wracając do podziałów – także tych politycznych, pragnę wspomnieć o pewnym wydarzeniu. W drugiej połowie XIX wieku pracujący wśród polskich emigrantów we Francji ks. Hieronim Kajsiewicz, mówił, że daje się wśród nich słyszeć takie głosy: „Jeśli Polska ma nie być według moich racji, to lepiej żeby jej nie było”. Także on opowiadał, że w Paryżu pewien polityk podyktował księdzu kazanie, potem usiadł pod amboną i przytakiwał, a na koniec poszedł do zakrystii i gratulował duchownemu świetnie wygłoszonego kazania. Ta historia jest przestrogą dla nas kapłanów, abyśmy nie stali się narzędziem w rękach polityków, którzy wyznaczają linie podziałów. Naszym zadaniem jest budowanie wspólnoty i jedności. W 1979 roku Jan Paweł II podczas spotkania z Konferencją Episkopatu Polski pochwalił biskupów za to, że byli jednością i dzięki temu Kościół w Polsce przetrwał najtrudniejsze czasy.

Dziś jest jedność w episkopacie? Od lat dokonuje się różnych podziałów. Był Kościół łagiewnicki, był też toruński…

Kościół jest jeden, powszechny i apostolski. Ze swej strony czynię wszystko, by świątynie garnizonowe były miejscem spotkania ludzi z różnych środowisk, będących na różnych etapach swojej życiowej drogi. Pragnę, aby napełniali je ludzie głębokiej wiary, poszukujący i powracający, zagubieni w życiu… Naszym zadaniem jest budowanie mostów pojednania, wzywanie do zgody i wzajemnego szacunku.

Czyli podziału wśród biskupów nie ma?

Nie mnie to oceniać. Warto jednak zwracać uwagę na jedność w rzeczach istotnych, zaś nie należy dziwić się rozbieżnościom w sprawach drugorzędnych.

Kilka miesięcy temu biskupi ogłosili dokument o patriotyzmie. Było tam sporo o łagodzeniu sporów, konieczności zmiany języka polityki, o wspólnej pracy dla dobra wspólnego. Biskupi przestrzegali też przed wykorzystywaniem historii w działalności publicznej. Widzi ksiądz efekty tego apelu?

Apel wybrzmiał i dotarł do wielu ludzi. Był niewątpliwie bardzo ważny, bo rzeczywiście temperatura sporu w naszym kraju jest duża. Część ludzi zrozumiała, jaka jest różnica między patriotyzmem a nacjonalizmem, część pewnie nie. To sprawa indywidualna. Kościół to nie jest wojsko. Nie da się pewnych spraw załatwić za pomocą rozkazu.

A nie można by było?

Skoro Bóg szanuje wolność człowieka, Kościół nie może iść inną drogą. Kościół to społeczność ludzi wolnych, którzy mają odwagę myśleć. Zadaniem biskupa i księdza jest nawracać głowy i zmieniać sposób myślenia. Wybór jest sprawą indywidualną każdego człowieka. Jako duchowni nie możemy zaprzestać głoszenia ewangelicznych wymagań, musimy o nich mówić ciągle, bo przychodzą nowe pokolenia, nowi ludzie. Walczymy o dobro człowieka do końca. W nauczaniu papieża Franciszka ważnym pojęciem jest towarzyszenie. Bez względu na to, jaki jest ten świat, nie możemy się go lękać, ale mamy towarzyszyć człowiekowi. Tak jest m.in. z kapelanami wojskowymi. Są z żołnierzami w kraju i na misjach zagranicznych.

Po co?

Właśnie po to, by towarzyszyć żołnierzowi, być z nim, podtrzymywać na duchu... Niektórzy mówią, że najważniejszy jest dobrze wyszkolony i uzbrojony żołnierz. Tak, ale po jednej jego stronie winien stać lekarz a po drugiej duchowny. Papież Franciszek wielokrotnie nazwał Kościół „szpitalem polowym”. Mamy być jakby lekarzami w tym szpitalu. Niektórzy pytają: Po co kapelan? A po co psycholog albo lekarz? W zeszłym roku byłem w Słowenii na spotkaniu kapelanów wojskowych z wielu krajów świata. Gen. Phil Breedlove, były głównodowodzący siłami NATO w Europie, wyznał wtedy, że czterogwiazdkowemu generałowi rzadko kto ma odwagę powiedzieć prawdę. To zadanie powinien spełniać kapelan. Pamiętam, że mówił także o wzorcu dowódcy. Według niego najlepszym jest ten, który nie ukrywa swojej wiary i rozumie potrzeby duchowe swoich żołnierzy. W pełni się z tym zgadzam, wszak oficer musi mieć swoją tożsamość. Żołnierz chce wiedzieć, kim jest jego dowódca.

Mówi ksiądz, że żołnierzowi potrzebny jest lekarz, kapelan, ale najważniejsze jest chyba, by miał dobre wyszkolenie…

… i wysokie morale. Napoleon mówił, że ważne są siła miecza i siła ducha. Ale ta druga jest ważniejsza.

Polscy żołnierze są lepiej uzbrojeni niż kiedyś, mają wyższe morale?

Nie do mnie należy wypowiadać się w sprawie uzbrojenia. Owszem, mam pewną wiedzę ponieważ jestem blisko spraw wojskowych…

… i jest ksiądz generałem.

Tak, ale w kwestii uzbrojenia nie mam odpowiednich kompetencji. Od tego są wojskowi fachowcy. Ja mam być specjalistą od spraw duchowych, od liturgii i w tym zakresie posiadam pełną autonomię. Do moich zadań należy kierowanie ordynariatem polowym, organizowanie struktur duszpasterskich, dobór kapelanów, troska o ich formację duchową…

To nie tylko księża, ale jednocześnie oficerowie.

Dlatego uczestniczą w szkoleniu wojskowym, szczególnie przed wyjazdem na misje, nieustannie także podnoszą kwalifikacje językowe. Obecnie sześciu księży uczestniczy w kursie języka angielskiego. Kapelan bez znajomości tego języka jest jak żołnierz bez karabinu. Jeżeli zajdzie potrzeba, powinien w tym języku odprawić mszę, wygłosić kazanie, nawiązać kontakt. To ważne szczególnie na misjach. Polski kapelan w Afganistanie odwiedza kilka baz, posługując m.in. amerykańskim żołnierzom. Nasi kapelani otaczają ich opieką także w Polsce. Po tym jak żołnierze USA i innych armii NATO rozpoczęli służbę w naszym kraju, do tych miejsc gdzie stacjonują nasi sojusznicy, i gdy była taka potrzeba, skierowałem kapelanów ze znajomością języka angielskiego. Prócz tego szkolimy kapelanów na czas wojny. W poprzednim roku trzytygodniowe szkolenie zostało zorganizowane w Akademii Sztuki Wojennej. Obecnie uczestniczy w nim 22 księży. W czasie pokoju spełniają posługę wśród żołnierzy kapelani zawodowi, ale gdyby – nie daj Boże – doszło do wojny, to kapelan rezerwy musi być gotowy do służby żołnierzom. Dlatego potrzeba szkoleń.

W Wojskach Obrony Terytorialnej kapelani są zawodowi czy z rezerwy?

Jak wiemy z publikacji prasowych, powstały już trzy brygady Wojsk Obrony Terytorialnej: w Białymstoku, Rzeszowie i Lublinie. Opiekę duszpasterska sprawują nad nimi kapelani zawodowi. Na poziomie powstających batalionów WOT duszpasterstwem będą zajmować się kapelani, którzy ukończyli kurs oficerski na czas „W”.

Zmienia się struktura ordynariatu polowego?

Obecnie posługę w wojsku pełni 109 kapelanów zawodowych. Kolejnych trzech ukończyło kurs oficerski, ale nie otrzymali jeszcze patentów oficerskich i dlatego są zatrudnieni na etacie pracowników wojska. Wraz z powiększaniem się liczebnym armii i otwarciem nowych misji zagranicznych będziemy potrzebować nowych kapelanów. Konieczni będą także do służby w Wojskach Obrony Terytorialnej. Stąd też moja nieustanna prośba kierowana do biskupów diecezjalnych o księży, którzy mogliby podjąć posługę w duszpasterstwie wojskowym.

Ludzie sami o nich proszą?

Kiedy została zredukowana liczba żołnierzy i zmienił się charakter polskiego kontyngentu wojskowego w Afganistanie nie przewidywano miejsca dla kapelana. Jednak żołnierze domagali się jego obecności. Dziś już nikt jej nie kwestionuje. Z jego duszpasterskiej posługi korzystają żołnierze polscy i innych narodowości. Im człowiek jest dalej od domu, tym więcej pojawia się pytań egzystencjalnych. Poza tym, jak wiemy z duszpasterskiego doświadczenia, „w okopach nie ma ludzi niewierzących”.

Ma ksiądz biskup gotowe kazanie na 11 listopada?

Mam, ale obowiązuje embargo (śmiech).

Wróćmy jeszcze do tych emocji, które często nas rozpalają. Są ludzie, którzy mówią o sobie, że są katolikami, patriotami, ale nienawidzą tych, którzy należą do Platformy lub PiS i wcale się z tym nie kryją. Co by im ksiądz powiedział?

Miłość i nienawiść nigdy nie chodzą pod rękę. Pamięć i pamiętliwość nie są siostrami. Trzeba pamiętać, ale musi to być dobra pamięć. Jeśli ludzie sieją nienawiść, to ja tym bardziej zwracam uwagę na wymagania wynikające z przykazania miłości, apeluję w porę i nie w porę o wzajemne przebaczenie i pojednanie oraz zachęcam do budowania wspólnoty. Jeśli widzę iskierkę dobra – staram się ją rozniecić. Bliska mi jest ewangeliczna zasada, aby zło dobrem zwyciężać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA